#RYOBIchallange, czyli jak zrobiłam domek dla lalek… mężowi

Marka RYOBI rzuciła mi wyzwanie zrobienia drewnianego domku dla lalek. Dostałam wielkie pudło z narzędziami z serii ONE+ i deski, które miały posłużyć jako baza do domku.

Pierwsza moja myśl była bardzo klasyczna, czyli wykonanie piętrowego domku z ukośnym dachem, do którego moja Córeczka będzie mogła wstawić mebelki dla lalek. Uświadomiłam sobie jednak, że zanim zacznie z niego świadomie korzystać, to minie jeszcze trochę czasu, a ja lubię tworzyć rzeczy w miarę potrzeb. I wtedy zrodził się pomysł zrobienia domku dla „lalek” męża…

Mój mąż jest wielkim fanem gier bez prądu. Oprócz fazy na planszówki, w którą ja też jestem wkręcona, ostatnio znosi do domu takie różne figurki do sklejania, maluje je farbami i ogólnie wydaje na to ostatnie pieniądze ;). Poza figurkami, do samej gry przydałyby się jakieś scenerie, w których miałyby rozgrywać się bitwy, a na dodatek straszy mnie, że ustawi je na regale w salonie. I właśnie dlatego postanowiłam w ramach wyzwania stworzyć domek-zamek, który pomieściłby część mężowych figurek a jednocześnie spełniał rolę scenerii do gry.

Oczywiście malując zamek na różowo zmienimy go w zamek księżniczki. Mam nadzieję, że nawet, jeśli świat gry Warhamer: Age of Sigmar Was nie interesuje, to znajdziecie tu inspirację do stworzenia drewnianego domku dla Waszych dzieci. To wcale nie jest takie trudne, a satysfakcja ogromna!

Domek dla lalek DIY – materiały:

  • drewniane listewki – z nich zbudowałam ramę domku i piętra. Najlepiej wybrać takiej szerokości jakiej chcemy mieć docelowy domek.
  • płyta hdf (pilśniowa) – kupiłam dużą płytę wielkości metr na metr (za około 7 zł). Z niej wycięłam front zamku, most i plecki, które są dziedzińcem, ale służą też jako zamknięcie pudełka. Samej płyty jeszcze całkiem sporo mi zostało, więc jeśli jesteście pewni swych umiejętności kupcie jej mniej.
  • narzędzie wielofunkcyjne RYOBI – z jego pomocą przycięłam płytę pilśniową, docięłam listewki do odpowiedniej długości i zeszlifowałam całość do równiej i gładkiej powierzchni.
  • gwoździarka – z pomocą gwoździarki połączyłam listwy, tak by powstała rama zamku
  • szara farba akrylowa – do pomalowania zamku
  • pędzel i wałek do malowania – wałkiem było zdecydowanie wygodniej, natomiast pędzelek przydał się do zakamarków
  • ołówek i linijka – do odrysowania wymiarów
  • małe zawiasy – do połączenia ze sobą zamku, bramy i pleców
  • klej na gorąco – do przymocowania zawiasów
  • klej do drewna – do przyklejenia ozdób i wypełnienia nierówności między listwami
  • dekoracyjne farby do malowania – wykorzystałam farby, których mąż używa do malowania figurek. Z ich pomocą powstał drewniany most, trawa czy bluszcz na zamku
  • sznurek – do zrobienia łańcucha, który podtrzymuje most i jednocześnie jest zamknięciem pudełka
  • piasek – wypełnił dziedziniec zamku, a pomalowany na zielono stał się roślinkami
  • odkurzacz ręczny – żeby łatwo było wszystko posprzątać i oczyścić domek z pyłu przed malowaniem.

 

Domek dla lalek DIY – krok po kroku

1. Zanim rozpoczęłam prace nad domkiem poprosiłam męża, żeby narysował mi projekt zamku. Nadal jestem w lekkim szoku, gdy widzę ten rysunek, ale sporo mi ułatwił. Dlatego bardzo polecam Wam zrobienie nawet najprostszego projektu, który będzie dla Was drogowskazem. W trakcie pracy pewnie jakieś koncepcje się zmienią, powstaną lepsze, ale ten plan będzie ważnym punktem odniesienia.

2. Następnie na płycie pilśniowej odrysowałam prostokąt, który jest frontem zamku. Prostokąt ma wymiary 24×29 cm (wysokość x szerokość). Wycięłam go z płyty za pomocą narzędzia wielofunkcyjnego RYOBI z ostrzem okrągłym, bo wygodniej mi się pracowało nad mniejszymi elementami, kiedy miałam tylko kawałek płyty.

Z płyty pilśniowej wycięłam też most o wymiarach 19×11,5 cm oraz dziedziniec o wymiarach 21×29 cm.

3. Z pomocą tego samego sprzętu docięłam też listewki według wymiarów, czyli deski na najwyższe piętro i podłogę  2×28 cm, deski na piętra 2×4,5 cm, boki zamku 2×24 cm, ścianki wewnętrzne-podtrzymujące 19,5 cm.

4. Kolejnym krokiem było połączenie wszystkich elementów w całość. Zaczęłam od złączenia ze sobą ramy domku, czyli boków i półek. Tutaj niezastąpiona okazała się gwoździarka RYOBI, która w ułamek sekundy wbija gwóźdź.  Nie jest to leciutki sprzęt i jeśli robicie, to pierwszy raz, najlepiej poćwiczyć łączenie na nieużywanych dechach, ale gdy już wyczujemy jak działa, praca idzie w mgnieniu oka.

Tak wyglądały przymiarki 🙂

5. Kiedy miałam już większą wprawę w cięciu zabrałam się za trudniejsze elementy, czyli wycięcie bramy, okien i blanków. Zmieniłam końcówkę w narzędziu na ostrze do cięcia drewna. Konieczna była większa precyzja, ale wszystkie nierówności później dało się wyrównać szlifierką.

6. Następny krok to połączenie szkieletu zamku z frontową ścianą. Skleiłam je ze sobą klejem do drewna. Kiedy już się złączyły w kilku miejscach, dla pewności, dodałam gwoździe.

7. Kolejny krok, to właśnie szlifowanie, dla mnie zdecydowanie najprzyjemniejsza część prac, ale też najbardziej brudna.

8. Po zeszlifowaniu wszystkich części zamku, wygładzeniu brzegów i nierówności, odkurzyłam zameczek odkurzaczem ręcznym. Dokładne usunięcie wszystkich pyłków, gwarantuje, że farba lepiej przylgnie i nie powstaną nierówności i pęcherze, których nie chcemy. Ogólnie jestem mega pozytywnie zaskoczona przydatnością odkurzacza ręcznego w codziennym życiu. Okruchy zostawione przez Zosię nie mają z nim szans i bardzo wygodnie się go używa do odkurzenia małych powierzchni.

Domek dla lalek – ozdabianie

9. Od tego momentu prace nad naszym domkiem wkroczyły na kolejny etap, czyli rozpoczęło się malowanie i ozdabianie. Całość, poza częścią na most, pomalowałam szarą farbą akrylową. Wystarczyła jedna warstwa, ponieważ nie chciałam by był pokryty zbyt perfekcyjnie. W założeniu miał to być stary zamek, więc niedoskonałości wpływają na jego klimat.

10. Żeby połączyć wszystkie części, czyli most i dziedziniec z domkiem, konieczne było zamontowanie zawiasów. Dokręcanie raczej nie wchodziło w grę, ale udało się je przymocować na klej na gorąco.

11. Elementy dekoracyjne:
  • drewniany most – na płycie pilśniowej zostały zrobione żłobienia nożykiem introligatorskim, a cały został pomalowany brązową farbą bazową do malowania figurek.
  • łańcuch – został zrobiony ze zwykłego sznurka jutowego pomalowanego srebrną farbą metaliczną. Żeby go zamontować zrobione zostały tylko nacięcia w moście a sam sznurek po prostu wciśnięty na sztywno. Są też supełki-ograniczniki, dzięki którym most może być uniesiony w dwóch pozycjach: zamkniętej i częściowo otwartej.

  • dziedziniec został wysypany zwykłym piaskiem. Piasek przyklejony jest też na cienką warstwę kleju do drewna,
  • w podobny sposób zrobione są bluszcze na ścianach zamku, tylko pomalowane zieloną farbą,
  • drabiny – zrobione z patyczków do szaszłyków, sklejone klejem do drewna i pomalowane farbą do cieniowania.

 

A tak prezentuje się zamek z całą armią

 

Domek dla lalek pudełko do przechowywania – jak to działa?

No i na koniec moje ulubione zastosowanie, czyli jak zamek z terenu do bitwy zmienia się w pudełko do przechowywania. Zamykamy most, zamykamy dziedziniec, a łańcuchem zabezpieczamy pudełko przed otwarciem.

 

Dajcie znać jak Wam się podoba moja wizja domku dla lalek :). Ja jestem bardzo zadowolona z efektu, mąż też, Zosi się podoba, więc pewnie z czasem przejmie go do swoich celów. Szczerze Wam przyznam, że myślałam, że zrobienie domku od podstaw będzie znacznie większym wyzwaniem, a efekt końcowy przebił moje oczekiwania. 

Koniecznie napiszcie, czy same korzystacie czasem z takich narzędzi, czy raczej zostawiacie tę zabawę męskim dłoniom. Dla mnie było to trochę spełnienie marzeń, bo kiedyś strasznie chciałam zostać stolarzem :).

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Efekt końcowy- piorunujący! Ty to jesteś zdolniacha! :))))

  • MarzenQ

    Jestem pod ogromnym wrażeniem 😉

  • Super wyszło! Uwielbiam takie DIY i coraz częściej mnie ciągnie do „cięższych” narzędzi 🙂

    • Powiem Ci, że jest to mocno wciągające! Mi się marzy odnawianie starych mebli, a wtedy taki cięższy sprzęt się bardzo przydaje, bo jest wygodniej i szybciej.

      • Bardzo bym chciała do mojego przyszłego mieszkania kupić stare meble i też je poodnawiać. Jest to na pewno pracochłonne, ale mam wrażenie, że też bardzo odprężające!

        • Dokładnie! Takie dwa w jednym. Robisz coś przydatnego, a jednocześnie masz relaksik 🙂

  • Teresa

    jaka zdolna!

  • Anna Bednarczyk

    Genialne! Ciekawi mnie z jakiej to gry figurki 🙂 Hmm… chyba też sobie coś spróbuję coś podobnego zrobić, zainspirowałaś mnie 🙂

    • Figurki z gry Warhamer: Age of Sigmar, jest też w tekście 😉

  • Ewa Loba

    Podziwiam, że Ci się chciało dla figurek z Warhammera 😉 ja miałam mojemu naprawić pokrowiec na stół do battle’a, ale nie przyniósł mi go do domu, to się nie przypomniałam ? u nas figurkami do AoS bawi się czterolatek, mąż pozostaje wierny WFB – pewnie Twój będzie wiedział o co chodzi 🙂 pozdrowienia dla męża i szacunek dla Ciebie 🙂

    • Chciało mi się dla męża, przede wszystkim 🙂 A co do zabawy figurkami przez czterolatka, to wiesz… ogólnie uważaliśmy, że nasza półtoraroczna Zosia będzie się ich bała, a ona najchętniej by się nimi bawiła i oglądała wszystkie gazety taty związane z malowaniem 😀

    • AoS jest jak balsam odmładzający 😉

      • Ewa Loba

        😀

      • Chase

        AoS sprawił, że po 10 latach gry w WHFB odstawiłem moje circa 10000 punktów krasnoludów na półkę, gdzie kurzą się odkąd ten potworek ujrzał światło dziennie. Games Workshop wpisałem do Wielkiej Księgi Zniewag i od tego czasu trwam w postanowieniu nieprzeznaczania ciężko zarobionych złotówek na firmę, która ukatrupiła Stary Świat.
        Ot taka mała dygresyjka. Ładny zamek 🙂

        • Paulina Kitulka

          O borze! A teraz proszę jaśniej 😉

          • Chase

            Warhammer Fantasy Battle był grą bitewną wydaną przez Games Workshop, polegającą na toczeniu bitew armiami składającymi się z takich figurek jak na zdjęciach. Podręcznik z zasadami liczył jakieś 150 stron, do kompletu było bardzo bogate tło fabularne (w świecie, w którym toczone były bitwy osadzona była również bardzo popularna gra RPG, do tego napisane co najmniej kilkanaście książek). Przez 10 lat zabawy pomalowałem armię krasnoludów widoczną na zdjęciach poniżej (to jest te circa 10.000 punktów, każda figurka miała przypisaną wartość punktową w zależności od tego, jak dobra była w walce, w przeciętnej bitwie wystawiało się armie po 2.000 punktów). Na załączonych zdjęciach widać efekt setek godzin pracy przy malowaniu.
            Jakieś dwa lata temu Games Workshop najwyraźniej stwierdziło, że za mało zarabiają i postanowili zmienić co nieco w swojej ofercie. Marketing chyba uznał, że gra nie trafia do wystarczająco młodej populacji. WHFB zostało zastąpione Age of Sigmar. Fabularnie – świat Warhammera został zniszczony (na planetę spadł księżyc), a akcja AOS dzieje się kilka tysięcy lat później. Nowe zasady liczą 4 strony A4. To nie jest literówka: cztery strony! Można to porównać do tego, jakby grę w brydża zastąpić grą w wojnę. I to grą w wojnę, w której talia, którą posiadałeś do tej pory, stała się kartami od 2 do 10. Jeśli w talii chcesz mieć walety, damy, króle i asy, musisz je kupić osobno (to nowe figurki – skądinąd bardzo ładne).
            Oczywiście rozumiem, że Games Workshop to firma, która ma generować dochód i pewnie z marketingowego punktu widzenia to miało sens. Co nie zmienia faktu, że szlag mnie trafił i przestałem kupować jakiekolwiek ich produkty.
            https://uploads.disquscdn.com/images/a7550ca8171d7fcb37b1c660ea916286d28acecfbfaa6429c959aa7cf080f927.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/e2ec5644eb9d1432350a2eb739c70cf571ed04425be1920fe73539a78e5cca71.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/682753bcb9f167cf9170f1aed84d8ae4beff534db9950dcd12b28004d7c33860.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/1103b81cb95e9e509c180a34e46e707eb36d7cb0d562e223183ce3b82c2ec24d.jpg

  • Haha, domek dla żelazka, to by było dopiero zaskakujące! 😉

  • Jejku, jaka Ty jesteś uzdolniona! Wyszło bardzo fajnie! Ja mam niestety dwie lewe ręce. :/

    • To się wydaje tylko skomplikowane. Przy wszystkich projektach DIY trzeba się przełamać i próbować a z każdym kolejnym jest łatwiej 🙂

  • pani Mondro

    ale fajowy, taki domek to i ja bym przygarnęła 🙂

  • Każdy mężczyzna ma swoją mroczną piwnicę. Grunt to zbierać pozytywne wrażenia 🙂

  • Ania, to jest genialne! 😀 Mój Emil też ma takie różne stwory – ja się waham, czy mu to pokazać, bo wyjdzie, że ze mnie zła kobieta jest, nigdy mu domku dla stworów nie zrobiłam 😀 No mega to wyszło, pomysł i wykonanie rewelacyjne!

    • Dziękuję! ? Na grupie figurkowej, gdzie się Sebastian udziela pojawił się komentarz „gdzie znajdujecie takie żony” :D, także istnieje ryzyko, że Cię zagoni do pracy 😀 Ale w sumie tak ładnie Ci ścianę „na biało” pomalował, więc wiesz 🙂 Można się odwdzięczyć 😀

      • Ania, za takie domki to mężowie powinni nosić swoje kobiety na rękach 😀 No mega mi się to podoba!!! 😀
        A w ogóle super, że taki sprzęt został skierowany do Pań – sama przy Emilu się rozleniwiłam i mam dwie lewe ręce do takich robótek bo on mnie zawsze wyręcza. A zdecydowanie kobiety też potrafią! I to jak! 😀

  • Anna Koszewska

    Ja czasem bawię się Dremelem męża, ale do niektórych prac niestety brakuje mi szlifierki. Nie sądziłam że można zbudować coś tak nieskomplikowanego i efektownego 🙂

  • TomeczekBBS

    Ale miazga! Wygląda to naprawdę kozacko 🙂 Chyba zrobię dzieciakom. Przy okazji kupię sobie trochę narzędzi, bo po przeprowadzce do nowego domu okazuje się, że większość została w warsztacie ojca. Rozumiem, że te, które zostały użyte do domku są spoko?

  • anna.piechota97

    Co za pięknota!!! A powiem, że mam taką samą szlifierkę i zrobiłam ostatnio półeczkę na kwiatek. Oczywiście Twoje DIY jest niesamowite, ale moja półeczka też wygląda całkiem ładnie. Tak sobie spędzam urlop 😉

Close