Domowe cele na marzec – dla siebie, dla domu, dla rodziny

Drogi luty, dobrze, że się kończysz! Ten miesiąc dla mnie praktycznie nie istniał. Choróbsko wyjęło mi 3 tygodnie z życia (ostatni raz tak bardzo chora byłam chyba w gimnazujm, a tu jeszcze rozchorowaliśmy się całą rodziną) i naprawdę się cieszę, że ten miesiąc już za nami.  Miałam na niego mnóstwo planów, miał wprowadzić do naszego życia zmiany, a wyszło tylko leżenie w łóżku. Zaległości mam okropne, ale wiecie co… Miałam dużo czasu, by pomyśleć, wiele spraw uporządkować sobie w głowie. I kolejny raz przekonałam się, że na wszystko przychodzi odpowiednia pora. Plan jest jak kompas, wskazuje w jakim kierunku mamy iść, ale najważniejsza jest uważność. To dzięki niej nawet w sytuacjach, które są totalnie nie po naszej myśli, możemy odkryć coś, co idealnie do tego naszego planu pasuje.

Jak mi poszła realizacja lutowych zadań?

Fatalnie, ale ostatecznie się tym nie przejmuję. Mogłam spędzić kilka dni z mężem w łóżku (co z tego, że z gorączką i z toną zasmarkanych chusteczek), przeczytać zaległe książki i zweryfikować to, na czym mi zależy w najbliższym czasie. Bo takie sytuacje bardzo pomagają w zastanowieniu się nad sensem życia. I choć wiem, że to brzmi banalnie, to ostatecznie stwierdzam, że ten czas był potrzebny. Czasem działa się na najwyższych obrotach, a czasem siedzi przed telewizorem przeskakując bez sensu między kanałami lub oglądając tureckie seriale. Czasem mamy tak dużą wenę, że ciężko przestać pisać, a innym razem jedno zdanie piszemy przez godzinę. A czasem trzeba się rozchorować ;). To totalnie normalne i potrzebne.

W lutym chciałam się wysypiać i w sumie to mi wyszło, bo podczas choroby spałam chyba najwięcej w moim życiu. Nie był to jednak regenerujący sen, noce nieprzespane, bo Córa budziła się jakieś 20 razy, ale w dzień mogłam trochę pospać. Slow weekendy też były, bo siedzieliśmy cały czas w domu, nie tylko w weekend. Z domowych planów nie wyszła ani wyprzedaż, ani malowanie stołu, ale teraz nadrobię. Plany rozwojowe też nie wypaliły. Wiem, że wiele z Was czeka na wyniki rekrutacji na moją asystentkę. Będą lada moment, ale wybór spośród 200 osób jest baaardzo trudny. Po lutym jednak wiem, że potrzebuję takiej osoby bardziej niż myślałam.

Domowy marzec – moje cele i wyzwania

Dla siebie – nadrobić zaległości, wrócić do zdrowej diety i ćwiczyć

Moja dieta podczas choroby zawierała mnóstwo produktów, których nie jem na co dzień, m.in. bardzo dużo białego pieczywa. Czuję też, że mój organizm jest bardzo osłabiony po wszystkich antybiotykach i jak nigdy mam ochotę na gotowanie. Obowiązkowo wprowadzam też ruch, bo czuję się jak stara babcia. Chciałabym nadrobić zaległości, czyli wszystkie te plany, których nie zrealizowałam w lutym. Nie narzucam sobie jednak intensywnego tempa – w końcu na wszystko przyjdzie odpowiednia pora.

Dla rodziny – fajnie przeżyć urodziny męża

W tym roku nie będzie imprezy, ale świętowanie w małym rodzinnym gronie też jest super.

Dla domu – wyprzedaż i przemalować stół

Te zadania przechodzą z poprzedniego miesiąca. Wyprzedaż aż się prosi, a malowanie stołu chodzi za mną od jesieni. Na wiosnę musi być zmiana!

Dla rozwoju – dokończyć rekrutację na asystentkę i przygotować się do świętowania 4 urodzin bloga

W kwietniu blog będzie miał 4 urodziny i w głowie mam kilka pomysłów na to jak zaświętować. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będzie się działo. Dokończenie rekrutacji, to też absolutny priorytet na najbliższe dni.

I to tyle! Mam nadzieję, że marzec będzie cudowny, a przynajmniej nie będzie w nim żadnych chorób. Z innym sprawami sobie poradzimy. A Wy co chcecie zrobić w tym miesiącu dla siebie, dla domu i dla rodziny?

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close