Jesienny przetrwalnik, czyli jak nie daję się przygnębić jesieni

Jestem osobą, która szczerze nie znosi(ła) jesieni. Nie było dla mnie gorszej pory roku. Ciemność, szarość, zimno, deszcz. Żeby wyjść z domu trzeba nałożyć na siebie kilka warstw. Niby to fajne, ale sto razy bardziej wolę tylko lekką sukienkę. Jesień działała na mnie z jednej strony nostalgicznie, z drugiej bardzo depresyjnie.

Kilka lat temu zawzięłam się, że ja jednak jesień polubię. I szło mi to dosyć marnie, bo co rok problem pojawienia się złotej pory roku za oknem wracał do mnie jakby z większą siłą. Razem z deszczem, szarością, spadkiem nastroju i motywacji.

W tym roku jesienna chandra znów natarła. Tym razem dosyć wcześnie, bo na samym początku września, uderzyła chłodem, krótkim dniem i całą masą drobnych kłopotów. Postanowiłam wtedy z tym zawalczyć! Sprawić by to była najlepsza jesień w moim życiu. Wprowadziłam kilka zmian, dzięki którym jest dobrze! A że listopad to ten najgorszy miesiąc, bo złotych liści brak, a świątecznego klimatu jeszcze nie czuć, to pomyślałam, że taki poradnik jak polubić jesień i Wam może się przydać!

Jesienny przetrwalnik, czyli jak nie dałam się przygnębić jesieni

Nastawienie

To banalne, ale  wszystkie nasze ograniczenia siedzą w głowie . Ochlapał mnie szybko przejeżdżający samochód – jesień. Piątek trzynastego – jesień. Przypaliłam zupę – jesień. Trzeba coś zmienić, w końcu moja rodzinka zasłużyła na pyszną, ciepłą zupę bez kawałków zwęglonych warzyw! Przemyślałam wszystko i zmieniałam minusy na plusy, np. przestałam myśleć, że dzień taki krótki a zaczęłam, że wieczór taki cudownie długi. Zła pogoda? Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. W kaloszach z córą mogę teraz skakać po kałużach. Prania wcale nie jest więcej. Czasem się do takiego myślenia zmuszałam, ale w końcu pozytywy różnych sytuacji zaczęły nasuwać się same.

Zmiany w głowie nie przychodzą łatwo, więc warto zadbać o odpowiednie bodźce. Ja tej jesieni maksymalnie wykorzystuję mój czytelniczy kącik. Wiecie, ciepła herbatka, kocyk, ja i książka . Ostatnim lekarstwem na spadek humoru okazała się książka Hygge po polsku. Zawsze wydawało mi się, że jako naród dopiero uczymy się hyggowania, doceniania małych rzeczy. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, a okazało się, że przeniosła mnie do czasów dzieciństwa.

Wspomnienie pojedynczego, długiego obierka jabłka przypomniały mi o czasach z ukochanym dziadkiem; wspomnienie płatków kwiatów na ulicach przypomniały o słońcu podczas procesji Bożego Ciała. Wydaje się, że to małe drobiazgi, ale jednak pamiętamy o nich długo. W książce znajdziemy doznania hygge w naszej codzienności, opowiedziane przez różne osoby, w różnych sytuacjach. Cała treść ujęta jest w moim odczuciu mocno „po polsku” i myślę, że każdy znajdzie w niej cząstkę siebie dziś lub z przeszłości.

Największa tajemnica hygge tkwi w tym, że ono wydarza się poza nami i nie można go zaplanować. Trwa jedną chwilę albo cały dzień – ale przychodzi i odchodzi, kiedy chce.

jak polubić jesieńjak polubić jesień

Lista planów i wyzwań

Razem ze zmianą myślenia powstała  moja jesienna lista celów, planów i wyzwań . Po to, bym miała świadomość, że codziennie jestem w stanie zrobić dla siebie coś miłego. I mieć z tej jesieni mnóstwo pozytywnych wspomnień i efektów, które będą procentować w przyszłości. Wpisałam na nią tylko przyjemne rzeczy. Takie, które sprawiają, że chce się wstać z łóżka i działać. Nie wszystkie udaje mi się zrealizować, ale najważniejsze jest to, nawet wtedy, gdy za oknem szaro, to moja jesień daje nadzieję na kolory. Mam je spisane, muszę tylko dbać by je ożywiać.  Zrobienie przetworów, przeczytanie książki, która kurzy się od dwóch lat, zmiana diety, nowy drobiazg odmieniający przestrzeń, jesienna sesja w liściach. jak polubić jesień

Celebracja czasu

Ja wiem, że się nie chce. Odpalić świeczki wieczorem. Przeczytać chociaż dwóch stron książek. Zrobić sobie pełnej owoców herbaty z jabłkiem, cytryną i żurawiną. Ale właśnie  w tych drobnych przyjemnościach tkwi urok jesieni i cudownie długich wieczorów .

W tym roku celebruję jesień i jej uroki maksymalnie. Codziennie, nawet w ciągu dnia, mam zapaloną pachnącą świeczkę. Upijam się herbatą i odkrywam jej różne kombinacje. Czytam mnóstwo książek. Ta nic nie znacząca ilość, jak dwie strony dziennie, sprawiają, że mogę powiedzieć: „mały krok, ale wreszcie go zrobiłam”.

 W październiku zrobiliśmy sobie „urlop”, i to nie w żadnym ciepłym kraju . Padło na malutkie miasteczko Sulejów i klimatyczny Hotel Podklasztosze, do którego jest blisko i z Łodzi, i z Warszawy. Piękne miejsce z historią, gdzie znajdzie się coś wspaniałego dla każdego członka rodziny. Kryje ono nie jedną tajemnicę i ma niesamowitą atmosferę. Muzyka cysterska na korytarzu tworzy mega klimat! A gdy wejdzie się do pokoju zachwyca oryginalny wystrój.

Wybraliśmy Hotel Podklasztorze z kilku powodów. Przede wszystkim jest blisko, więc nawet gdyby niepogoda skończyła się przeziębieniem moglibyśmy wrócić na „mamusiowy rosołek”. Na zmienną jesienną aurę takie miejsce jest najlepsze, bo możemy spędzić czas zarówno na dworze i wyszaleć się w liściach, ale i wewnątrz. W hotelu jest kryty basen i sauna do dyspozycji gości. Mamy SPA,  gdzie możemy się zrelaksować pod algową maseczką (skorzystałam!) lub na masażu, czy doświadczyć z cysterskich zabiegów pielęgnacyjnych. Jest Figloraj dla dzieci, w którym moja Córa spędziła prawie cały wyjazd trenując skoki do basenu pełnego kulek. Mąż (nad)gonił lektury, Córę i próbował lokalnych specjałów i trunków :).

jak polubić jesień

Naładowaliśmy baterie, zrobiliśmy sobie jesienną sesję w liściach. Mogliśmy się wyciszyć i uciec od nadmiaru spraw.

Ten „urlop” trwał zaledwie 3 dni, ale zmiana otoczenia, oddychanie innym powietrzem zapewnił nam ogromną regenerację. Wspomnienia, które mamy zostaną z nami na długo jako to ciepłe, fantastyczne i jesienne. To nic, że przez chwilę padał śnieg. Tak naprawdę okazało się to dubeltową atrakcją, bo można było na kilka sekund wyskoczyć w padający biały puch, a później wrócić na ciepłego grzańca i wreszcie niczym się nie przejmować.

Książki, zmiana otoczenia i konkretne cele do zrealizowania, a ta jesień stała się bardzo wyjątkowa.

Ja się czuję naładowana pozytywnie na listopad, chociaż nie zaczął się idealnie. Na niego jednak przygotowałam taką samą broń (dużo książek, celów i dwa wyjazdy). Zamierzam nadal nie poddawać się tej aurze, a po prostu wydobywać drobne radości. 

A jak jest z Wasza jesienią? Mam nadzieję, że się nie dajecie :). 

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close