Jak skutecznie planować? Czy planowanie w ogóle ma sens?

zdjęcie

Jak skutecznie planować nie planując? Czy planowanie ma sens? Jak zaplanować i przygotować się na to, co nieprzewidziane? Jak wrócić do swojej rutyny po zawirowaniu, które wszystko zmienia? Takie pytania zadaję sobie od kilku miesięcy, bo życie nieustannie mi pokazuje, że ma inne plany niż te wyznaczone przeze mnie. Dzisiejszy wpis jest bardziej zbiorem moich refleksji niż sprawdzony sposobów na skuteczne planowanie i mam nadzieję, pozwoli uporządkować mi (żeby nie powiedzieć zaplanować) moją rutynę i działanie bez planów.

Zawsze byłam maniaczką planowania. Wszystko rozpisane w kalendarzu, dodatkowe listy zadań zrobione i z ich realizacją nie było większego problemu. Planowałam z zapasem, który w razie czego dawał ten komfort, że mogę dane zadanie wykonać dzień później. Po prostu mistrzostwo! Ale ten rok wszystko zmienił. W momencie kiedy czuję, że w końcu zaczynam ogarniać, a kolejny tydzień będzie bardziej „normalny” niż kilka poprzednich, znów dzieje się coś co wszystkie moje plany bierze w łeb. Czasem jest to coś pozytywnego, czasem nie, czasem sprawa dużego kalibru, czasem zwykła pierdoła. Ale wszystkie skutecznie wywracają moje plany i rutynę do góry nogami.

Planować nieprzewidziane – mój cel na najbliższe tygodnie

To wszystko sprawia, że jestem przemęczona i czasami zwyczajnie mi się nie chce. A jednocześnie coś w środku mnie skręca, bo nie dodałam nowego wpisu na blogu, a przecież chcę, wiem co mam pisać i zdjęcia już zrobione. Pisanie na siłę, spod opadających powiek, kiedy sklecenie nawet jednego zdania mi nie idzie, zawsze było dla mnie bez sensu. Bo chcę, by te wpisy były wartościowe i wysokiej jakości, a wtedy ich przygotowanie w taki sposób nie jest możliwe. Dlatego muszę się nauczyć planować nieprzewidziane i wracać do swojej rutyny tak jakby, żadnej zmiany planów nie było.

Powrót do „mojego planu” zawsze zajmuje mi kilka dni, bo po takim wydarzeniu jestem rozbita. Wtedy muszę ogarnąć wszystkie pilne zaległe sprawy i rozplanować te, które mogą poczekać. Po tych kilku miesiącach wiem, że czas coś z tym zrobić i spróbować dostosować się do zmian.

Co zrobiłam/planuję zrobić?

1. Nie zrezygnuję z planowania w ogóle – czegokolwiek bym na temat mojej nieefektywności planowania w trudnych, zmiennych sytuacjach nie powiedziała, to jedno jest pewne – zapisane pomysły, cele, zadania pozwalają mi wrócić do mojej rutyny. Może nie tak szybko jakbym tego chciała, ale mimo wszystko dzięki nim mam punkt startowy.

2. Nie planuję z dużym wyprzedzeniem – tego nauczyłam się w ciągu ostatnich miesięcy. Nie wiem, co będzie jutro, dlatego nie obiecuję długich terminów.  Jednocześnie staram się być elastyczna i przyjmować pewne „okazje” z dnia na dzień czy z godziny na godzinę.

3. Będę planować ogólnie a nie szczegółowo, a zadania na kolejny dzień będę ustalać z dnia na dzień – zawsze uważałam, że szczegółowy plan zbliża mnie do celu. Myślę, że najwyższa pora trochę to podejście zmienić i nie wyznaczać sobie konkretnej daty, a jedynie jakąś ramę czasową. Nie wiem jak się to sprawdzi, ale mam nadzieję, że pozwoli zminimalizować rozgoryczenie, które towarzyszy mi gdy termin obsunie się chociaż o jeden dzień.

3. Nie będę zarzucać sobie niezrealizowanych planów – z tym mam największy problem, bo gdy przez 4 kolejne dni nic nie pojawia się na blogu, to winna jestem temu tylko ja. Podobnie mam do siebie pretensje, gdy zbyt długo pracuję i cierpią na tym towarzyskie relacje. A zwykle wiąże się to wszystko z tym, że zadania się skumulowały na skutek nieprzewidzianych sytuacji, a ja usilnie próbuję je nadrobić.

4. Pozwolę sobie na odpoczynek, czyli w weekendy nie pracuję – bo niby nie pracuję, ale to, co jest do zrobienia nie pozwala mi spokojnie wypocząć, więc ani nie pracuję ani nie odpoczywam. Czas na zmianę i założenie z góry wolnego weekendu offline.

5. Znajdę sposób na to, by nieprzewidziane sytuacje nie wybijały mnie z rytmu. Jeszcze nie wiem jaki to będzie sposób, ale go znajdę!

Czuję, że taka zmiana jest mi bardzo potrzebna, bo chciałabym mieć poczucie, że panuję nad swoim życiem. Mam nadzieję, że to jedynie kwestia nastawienia i zmiany pewnych nawyków, które będę umiała wprowadzić. A najpóźniej w nowym roku ciągłe zmiany i wydarzenia, których nie planowałam będę traktować jako rutynę, a przesunięcie planów przestanie być przeszkodą.

Dobry plan to cudowna opcja, ale tylko wtedy, gdy można czasem pozwolić sobie na zmianę ścieżki.

Edyta Zając

To teraz trzymajcie za mnie kciuki, żebym wyszła z tego mojego bałaganu 🙂 Wszystkie rady, które mogą mi jakoś pomóc i zainspirować są mile widziane. Liczę na Wasze doświadczenia!

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close