Jak urządziliśmy jadalnię! Nasza metamorfoza!

Najwyższa pora pokazać Wam jak się urządziliśmy w kolejnych pomieszczeniach w naszym tymczasowym górskim domku. Dziś zapraszam Was do jadalni. Miejsca, gdzie celebrujemy wspólne posiłki, gramy w planszówki i które czasem zamienia się w nasze artystyczne studio. Ja maluję obraz, Sebastian skleja i maluje figurki, a Zosia maluje wszystko co wpadnie pod jej pędzel.

Miejsce na jadalnię – nasze oczekiwania

Naszą jadalnię połączyliśmy z salonem. To największy pokój w domu, w którym łatwo było wyznaczyć dwie strefy. Część salonową i jadalnianą oddzielają od siebie drewniane belki. Z jednej strony mamy przestrzeń, by wstawić duży, rozkładany stół i wygodnie odsuwać krzesła (to min. 80 cm), co nie było możliwe w poprzednim mieszkaniu. Z drugiej strony jadalnia jest oddzielona od kuchni, dlatego ważne było dla nas by zorganizować ją tak, by jak najmniej rzeczy przenosić z kuchni, a jednocześnie by nie brakło miejsca na to, co pojawia się tymczasowo. Ciągle zastanawiamy się jaki stół wybrać, historie naszych pasji odbywają się właśnie przy nim, dlatego nie chcemy podejmować decyzji pochopnie. Kluczowe by zmieściła się przy nim cała rodzina i by każdy miał dość miejsca, tak przy rodzinnym jedzonku jak i czasie kreatywnym. Realnie rozpatrujemy te propozycje:

 

Na ten moment bazujemy na stole, który znaleźliśmy na strychu obstawiając go naszymi krzesłami, wiemy jednak, że wymiana na nowy i stabilny jest niezbędna.

Najważniejsze z naszych założeń:
  • duży, rozkładany stół – tak by pomieścił więcej osób, żeby można było zagrać w dużą planszówkę oraz byśmy mogli we troje przy nim spędzać czas, każde przy innej aktywności
  • oświetlenie nad stołem – to punkt obowiązkowy na mojej liście, bo miałam dość przenoszenia lampy w okolice stołu w poprzednim mieszkaniu
  • miejsce do odstawiania talerzy i naczyń – myśleliśmy o witrynie, barku, półkach albo kredensie
Inspiracje:

Urządzanie w wynajmowanym domu sprawia, że szukam rozwiązań do wymarzonego-własnego domu. Chcę, aby większość naszych decyzji mogła być zastosowana również w nim. Mocno marzy mi się przeszklona witryna. Taki porządeczek trochę ukryty, trochę pokazany. Stalowe szafki tego typu mnie oczarowały, ale Sebastian chciałby coś klasycznego. Będzie nas czekało długie oglądanie przed podjęciem tej decyzji w przyszłości. Najważniejsze natomiast, że jest o czym dyskutować. Oboje jednak zachwycamy się oświetleniem. Spójrzcie na te „abażury-kosze” poniżej i to klimatyczne ciepłe światło. Dziś mam inne rozwiązanie, ale chciałabym znaleźć miejsce na taki urokliwy drobiazg. A może coś klasycznego?

Nasza jadalnia – tak jest!

Stół i krzesła

W centralnym miejscu jadalni stoi stół, nad nim lampa, dokładnie tak jak chcieliśmy. Na co dzień mamy 6 krzeseł, ale bez problemu mieścimy się przy nim w 10-12 osób. Na stole obrus, który uwielbiam za kolor i tkaninę, a którego nie znoszę ze względu na prasowanie ;).

Przechowywanie naczyń

Na wolnej ścianie postawiliśmy naszą obecną „witrynę”, w której przechowujemy zastawę obiadową. To dobrze Wam znany regał KALLAX. Witryny, które mi się podobały, nie przemawiały do Sebastiana (niestety!) i odwrotnie. Dlatego postawiliśmy na bezpiecznie rozwiązanie, które jednak świetnie spełnia swoją funkcję i świetnie nadaje się w przypadku najmu – zawsze znajdziemy dla niego przeznaczenie w przyszłości. Do tego dwa pudełka chowające obrusy i małe planszówki. Jeśli mielibyście ochotę bardzie „tuningować” ten regał to do serii KALLAX znajdziecie multum akcesoriów, które zmienią ten mebelek w prawdziwego lwa salonowego.

Zastawa stołowa i sztućce

Nasza przeprowadzka w góry, to był także impuls do zakupu zastawy obiadowej na 12 osób. Do tej pory radziliśmy sobie z 6-osobową, która zaczynała być zdekompletowana, ale to właśnie tutaj poczułam, że czas zapuszczać korzenie. Również w taki sposób by mieć na czym ugościć naszych znajomych i rodzinę. Zawsze jakoś wizja braku naszego stałego miejsca mnie przed tym powstrzymywała. Tu się to totalnie zmieniło.


Wybór zastawy i sztućców od początku do końca po swojemu dał mi mnóstwo radości! Pisałam Wam, że to miejsce sprawia, że chce mi się piec, gotować, jeszcze bardziej dbać o domowe ciepło. I to wszystko mnie nadal nie opuszcza. Tutaj pierwszy raz zrobiłam cudowną pavlovą i ciasto drożdżowe, którego zapach po prostu robi dom.

Podręczna organizacja

Do przechowywania podręcznych rzeczy mamy wózek RASKOG. Wiem, gdzie będzie miał miejsce w moim wymarzonym domu, ale już tutaj świetnie się sprawdza. Trzymamy na nim sztućce (w koszyku na serwetki!), zapas serwetek, a podczas imprez również dodatkowe szklanki czy małe talerzyki. Dzięki temu, że wózek jest mobilny bez problemu możemy część rzeczy przewieźć do kuchni i z powrotem, idealnie się spisuje, gdy organizujemy garden party. Łatwo wtedy wywieźć wszystkie rzeczy na zewnątrz.

Dodatki

Żadne miejsce w domu nie funkcjonuje bez dodatków. To podjęcie decyzji, które powinny się tutaj znaleźć, zajęło mi najwięcej czasu. Nie chciałam przesady, bo ona nie jest w moim stylu, ale ich brak sprawiał, że było zbyt surowo. Świeże kwiaty to mój absolutny hit. Oprócz tego dwa zielone cuda: monstera i zamikulkas.

Na ścianie zawisły obrazki z roślinnymi motywami. Obowiązkowo pojawiły się też świeczki i wazonik na mały bukiet kwiatów.

Podsumowanie wyposażenia

Na koniec mam dla Was zestawienie wykorzystanych mebli i dodatków, przy użyciu których urządziliśmy jadalnię. Często pytacie o konkretne rzeczy, które pojawiają się na zdjęciach, więc mam nadzieję, że takie zestawienie ułatwi Wam ich znalezienie ;).

Dajcie znać jak podoba Wam się nasza jadalnia czy znaleźliście tu rzeczy, które chętnie widzielibyście u siebie? Dla mnie jest przede wszystkim bardzo praktycznie i mam idealne miejsce do celebrowania czasu z najbliższymi. Bo przecież nawet na „wynajmowanym” można się przytulnie urządzić :).

Jadalnię urządziliśmy razem z IKEA
Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close