Podział obowiązków w związku. Wywiad z Edytą i Mirkiem Zając

Czasem chcielibyśmy zobaczyć jak ktoś inny żyje, tak zwyczajnie, na co dzień. Jak wyglądają jego poranki, czy kłóci się z żoną/mężem o nieposprzątaną kuchnię, czy stresuje się ilością codziennych zadań. Czasem chcielibyśmy zobaczyć jak funkcjonują osoby, które inspirują nas w sieci i być może nauczyć się od nich czegoś jeszcze, o czym zwykle nie mówią.

Tak właśnie w mojej głowie zrodził się pomysł na cykl wywiadów o tym jak różne pary dzielą się obowiązkami. Przede wszystkim tymi domowymi, ale nie tylko. Dziś zapraszam Was na wywiad z parą, którą znam nie tylko z sieci, ale którą miałam szczęście poznać też w realu. Edyta i Mirek Zając są dla mnie przykładem małżeństwa, które potrafi porozumieć się w każdej sytuacji (nawet wtedy, gdy sofa wybrana przez Mirka jest zbyt babcina dla Edyty, a dywan wybrany przez Edytę jest zbyt babciny dla Mirka :)), dlatego też chciałam wiedzieć jak to jest u nich z podziałem domowych obowiązków. Czy po równo, czy „kto widzi ten robi” i jak organizują sobie codzienność w nowym miejscu przy trójce maluchów i z psem.

Mam nadzieję, że poznanie ich życia bliżej będzie dla Was interesujące.


Powiedzcie mi w skrócie jak wygląda Wasze życie. Czym się zajmujecie, jak pracujecie i ile osób wchodzi w skład Waszej rodziny? Mieszkacie w domu czy mieszkaniu?

Edyta: Nasza rodzina to pięć osób. Mamy w domu troje dzieci – 6-letnią Hanę, 4-letniego Maksymiliana i 8-miesięczną Olenę. Ponad rok temu do naszej rodziny dołączył pies. Mirek pracuje w jednej z krakowskich firm i raz w tygodniu ma możliwość działania z domu. Ja natomiast staram się połączyć pracę psychologa z opieką nad najmłodszą córeczką. Prowadzę bloga www.edytazajac.pl, e-kursy oraz jestem redaktor naczelną Magazynu Psychologicznego BANG. Starsze dzieci chodzą do przedszkola.

Jesteśmy w trakcie wykańczania domu marzeń na wsi :). Postanowiliśmy wyjechać i osiedlić się w małej miejscowości oddalonej od Krakowa o ok. 50 km.

Jak wygląda u Was podział obowiązków? Czy macie sztywny plan, kto się czym zajmuje czy ustalacie to na bieżąco?

Edyta: Mam wrażenie, że sztywny plan byłby dla nas bardzo męczący. Choć bardzo staramy się zachowywać pewne rytuały w życiu, często zdarza się tak, że coś nam wyskakuje w międzyczasie i trzeba po prostu grać tymi kartami, jakie ma się w ręku.

Każdy z nas ma swoje pole, jakim się zajmuje, ale gdy trzeba, przejmujemy nawzajem swoje obowiązki.

Mirek: Nie mamy sztywnego planu, bo cenimy sobie swobodę, nawet w takiej kwestii. Każdy wie, co ma zrobić. W naturalny sposób, mam nadzieję, zrobił się nam taki podział. Ja wiem, że muszę wynieść śmieci, bo Edyta tego nie lubi. Wiem też, że prasowanie musi być po mojej stronie z tego samego powodu. Edyta piecze chleb, bo ja nie umiem lub myje podłogę, bo mówi, że to ją relaksuje.

Czy tak było od początku Waszego wspólnego mieszkania?

E: Nie pamiętam, aby było inaczej. Myślę, że wielkie znaczenie w naszym związku w ogóle ma to, że mamy mocną świadomość wspólnego celu. Tutaj na przykład oboje wiemy, że chcemy mieszkać w pięknym, zadbanym miejscu. Zależy nam na czystości, porządku i miłej atmosferze, bo wtedy wypoczywamy najlepiej i mamy kreatywne pomysły. Bałagan zawsze wybijał nas z rytmu i sprawiał, że było jakoś tak byle jak.

M: Wydaje mi się, że tak było, to było jak niewypowiedziana umowa. Nie narzucaliśmy sobie z góry niczego, ale wiemy, że każdy ma swoją rolę do odegrania.

Możecie opowiedzieć jak wygląda Wasz przykładowy dzień? Kto pierwszy wstaje, kto szykuje śniadanie, kto odwozi dzieci do żłobka, przedszkola? Jak się organizujecie w takim codziennym życiu?

E: Zwykle jest tak, że to Mirek wstaje pierwszy, robi kawę, przygotowuje śniadanie, a ja z Oleną dosypiam do momentu, w którym już trzeba zacząć dzień. Starsze dzieci czasami śpią ze mną, a czasami wcześniej wstają i dołączają do taty. Od pewnego czasu poranki wyglądają bardzo podobnie – dzieci jedzą śniadanie, w domu można poczuć zapach świeżo zaparzonej kawy, ja ogarniam siebie i starsze dzieci, a Mirek przygotowuje Olenę do dnia. W międzyczasie jemy śniadanie (lub wypijamy koktajl), zamieniamy się dziećmi i kończymy przygotowania do dnia. Potrzebujemy około 1,5 godziny, aby bez stresu, spokojnie i z czasem na rozmowę, zacząć dzień. Ja zabieram Olenkę ze sobą i odwożę dzieci do przedszkola, a Mirek rusza do Krakowa.

A zdarza Wam się korzystać z pomocy rodziców, pani do sprzątania?

E: Nie ukrywam, że są takie momenty, w których chciałabym mieć do dyspozycji babcię. Moi rodzice są bardzo aktywni zawodowo i nie wyobrażam sobie jeszcze oczekiwać od nich tego, aby przejmowali nasze dzieci w czasie, gdy sami powinni odpocząć. Czasem jednak udaje nam się zdobyć parę godzin dla siebie i to naprawdę dużo nam daje. A pani do sprzątania? Kiedyś byłam pewna, że się na to zdecydujemy. Dziś, w domu, o którym tak marzyliśmy, myślę raczej o sprzętach, które nam ułatwią pracę.

M: Pamiętam te rozmowy o pomocy w domu, ale też w pewnym momencie, bliżej takiej decyzji, stwierdziliśmy, że przecież dajemy radę. Wspólne dbanie o dom nie jest aż takie straszne, jak może się wydawać. Jest łatwiej wtedy, gdy zajmujemy się tymi bardziej lubianymi obowiązkami.

E: Myślę sobie, że duże znaczenie ma to, że zawsze, od samego początku naszego związku, mogliśmy polegać tylko na sobie. Nasi rodzice mieszkali za daleko, aby nam np. pomagać w sprzątaniu, urządzaniu się czy myciu podłóg w każdą sobotę. Tak naprawdę to tylko i wyłącznie od nas zawsze zależało to, jak będziemy żyć. Łatwiej jest wtedy spojrzeć na swoje życie i powiedzieć “ej, ale bałaganu to my nie chcemy. Jak to załatwimy?”

Kiedy mieliście pierwszy punkt zapalny w zakresie podziału obowiązków i co to było?

E: Nie przypominam sobie tego, żebyśmy mieli jakąś wielką rozmowę o podziale obowiązków. Jeśli kłócimy się o sprzątanie to zwykle to wynika z tego, że właśnie mamy stresujący czas w życiu czy zbyt wiele spraw do załatwienia w jednym czasie. Wtedy ja dręczę Mirka o północy o niewyszorowany zlew w kuchni, a Mirek chodzi po domu i komentuje nieposprzątane miejsca, zadając retoryczne pytanie “A kiedy sobie tutaj to zorganizujemy?”

M: Chyba łatwiej jest mieć ten wspólny cel, o którym mówiłaś. Gdy są kłótnie to dlatego, bo chcemy inne rzeczy w jednym czasie. Ja o północy chcę iść spać, a nie szorować zlew. A te niezorganizowane miejsca to nie są rzeczy priorytetowe dla Ciebie w tym momencie.

Czy pojawienie się dzieci zmieniło coś w Waszej domowej organizacji?

E: Nie pamiętam jak to jest nie mieć dzieci :O. Naprawdę nie wiem, jak to było wcześniej. Zanim pojawiła się Hana, mieszkaliśmy w mikro-mieszkanku 20m2. Mieliśmy mini pokój. Mieszkanie w większym mieszkaniu to więcej pracy, a gdy dodamy do tego dzieci, musimy zmienić coś w organizacji wszystkiego.

M: Obowiązków jest więcej, to jasne. Trzeba częściej sprzątać, a z niektórymi rzeczami trzeba się po prostu pogodzić. Mamy na przykład plamę na sofie – pojawiła się 20 sekund po postawieniu jej w salonie. 💁‍

Jakie obowiązki domowe mają dzieci?

E: Dla nas najważniejsze jest to, aby dzieci widziały jak “robi się rodzinę”. Chcemy, żeby w tym uczestniczyły. Walczymy zatem o sprzątanie po sobie, bo to jest coś, co wpływa na życie wszystkich wokół. Wspólnie gotujemy, robimy zakupy, robimy porządki czy ładujemy zmywarkę. Im więcej działania razem tym lepiej.

M: Pracujemy nad tym, żeby mieli poczucie obowiązku. Staramy się uczyć ich sprzątania po sobie i pomagania w zwykłym rodzinnym życiu. Ale w tym wszystkim ma też być zwykłe dzieciństwo.

A co w trudnych sytuacjach, kiedy dzieci chorują, zaczynają się buntować? Jak sobie z tym radzicie? Wiem jak u nas, np. nieprzespane noce i przeciągające się przeziębienia, potrafiły rozregulować codzienny rytm. A mamy jedno dziecko. Domyślam się, że w takich chwilach, gdy dzieci jest więcej, nie jest łatwiej. Jak wtedy wygląda Wasza domowa organizacja? Np. zamawiacie jedzenie z dowozem do domu, wzywasz Mirka wcześniej z pracy? I jakie macie sposoby, by wrócić na właściwe tory?

E: Nauczyliśmy się tego, że w takich sytuacjach kryzysowych trzeba ograniczać ilość zadań i skupić się na tym, co niedobrego się wydarza. Dobrym przykładem może być choroba dziecka. Można powiedzieć, że na 100% jesteśmy w temacie takiego choróbska i wokół niego kręci się całe nasze życie. Tylko wokół niego. Zastanawiamy się najpierw nad tym, co musi być zrobione i co jest konieczne. Zwykle jest tak, że ja sama zadaję sobie pytanie, czy naprawdę jest to wszystko tak pilne i dramatyczne, że Mirek musi jak najszybciej wrócić z pracy. I zwykle nie jest. Wtedy tylko odstawiam na bok swoje sprawy, ustawiam autorespondery w mailach, że mnie nie ma, zapominam o liście rzeczy do zrobienia i telefonie i zajmuję się tylko chorymi gardełkami. Mirek robi zakupy, załatwia to, co jest pilne i jakoś nam się to wszystko kręci. Kluczem do sukcesu jest chyba to, że stajemy się jednozadaniowi. Zadanie to pozbyć się tego choróbska – gotując dobre rzeczy, leżąc w łóżeczkach, tuląc, czytając książeczki i wymyślając ciekawe rzeczy dla dzieci, żebyśmy wszyscy nie wariowali przy okazji. Myślę, że w takich kryzysowych sytuacjach najlepiej działa takie właśnie zadaniowe podejście. Ja zawsze mam taką myśl: “Dobra, to jest po prostu moje życie. Tak to wygląda i ja mam sobie z tym poradzić.”

M: Zwykle jest tak, że gdy dzieci są chore, to Edyta jest w domu z nimi i wszystkim się zajmuje. W krytycznych sytuacjach oczywiście jestem do dyspozycji, ale zawsze na moje pytanie, czy przyjechać, słyszę “Nie no, damy radę.” I rzeczywiście daje radę. Wygląda to tak, jakby taki kryzys dawał jej jakiegoś powera do działania. W czasie choroby tak czy siak jest ten rytm dnia, widzę, że Edyta tego bardzo pilnuje. Są stałe godziny posiłków, ustalony plan dnia (kryzys zawsze sprawia, że wieczorem jest ustalanie tego, jak ma wyglądać następny dzień). Powrót na zwykłe tory następuje naturalnie, na spokojnie. Jedyna taka konkretna rzecz, jaka jest potrzebna to dłuższa chwila samotności. Właśnie sobie uświadomiłem, że Edyta zawsze po wszystkim potrzebuje zniknąć na parę godzin i pobyć gdzieś w ciszy, żeby odpocząć od ludzi.

Edyta, pytanie głównie do Ciebie, może nie ściśle związane z obowiązkami domowymi, ale myślę, że wiele osób może zainteresować. Jak organizujesz pracę z domu z dziećmi? Kiedy i ile godzin dziennie pracujesz? Czy masz stałe pory na pracę? Czy masz taki rytm, że gdy Olena zaśnie to nie zajmujesz się domem tylko pracą?

E: Teraz moja praca uzależniona od drzemek naszej najmłodszej córeczki i od ustalonych momentów na moją pracę w weekendy lub w wolne dni Mirka. Jest tak, jak mówisz, Aniu. Czas drzemki i kilka wieczorów w tygodniu to te chwile, gdy zajmuję się swoją nieskończoną listą zadań i na ten moment naszego życia, jest to w porządku. Staram się jednak błyskawicznie ogarnąć dom zanim zacznę pracę. Gdy Olena już śpi, ładuję zmywarkę, wstawiam pranie, szybko myję podłogę i doprowadzam kuchnię do takiego porządku, jaki lubię. Ważne jest jednak to, że dużym ułatwieniem są przyzwyczajenia, które mamy i których uczymy dzieci. Gdy ogólnie się sprząta, porządkowanie takie na tip top naprawdę nie zajmuje dużo czasu.

Zwykle jest tak, że pracuję dwie godziny w czasie drzemki córeczki i około dwie godziny wieczorem kilka razy w tygodniu. Staram się kilka godzin popracować w weekend, a czasami zdarza się tak, że Mirek przejmuje dzieci na cały dzień, a ja wychylam się z biura tylko po to, aby zrobić coś dobrego na obiad.

Mirek, co najlepiej robi w domu Edyta?

Edyta robi dom. W każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli.

Edyta, o co dba najlepiej Mirek?

O łazienkę! Nikt tak ładnie nie myje szyby prysznicowej <3

Jakich 3 rad udzielilibyście parom/rodzinom, które chcą dokonać zmian na lepsze w swojej rodzinnej organizacji?

E: U nas świetnie działa świadomość tego, do czego nadajemy się najlepiej, co umiemy i lubimy robić przede wszystkim. Lub co wolimy robić. U nas to Mirek sprząta łazienkę i prasuje, ale za to ja myję podłogę czy bezustannie organizuję szafki. Warto też pogadać o tym, jaki to wszystko ma cel. Po co to robimy? Nie zmuszamy się wzajemnie do sprzątania dlatego, żeby się zadręczać, ale dlatego, bo chcemy żyć pięknie.

M: Odpuścić sobie czasami – nie cisnąć sobie wzajemnie. Nie wymagać od siebie realizacji tych rzeczy za wszelką cenę. Starać się rozumieć, że ten porządek nie jest najważniejszą rzeczą na świecie.


Bardzo dziękuję Edycie i Mirkowi za ten wywiad. Dla mnie to kolejny dowód na to, że komunikacja i rozmowa są kluczem do tego, by stworzyć taki podział obowiązków, który będzie satysfakcjonujący dla każdej ze stron. Mam nadzieję, że Wy też znaleźliście w nim coś inspirującego :).

A ja nie mogę się doczekać kolejnego wywiadu i mam nadzieję, że Wy również!

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close