Dlaczego mój mąż sprząta?! Podział obowiązków w związku

Wydawało mi się, że o podziale obowiązków w związku powiedziano już wystarczająco dużo. O tym, że najważniejsza jest rozmowa, partnerstwo i dogadanie się między sobą. Jednak mimo wielu sygnałów, że to działa, ciągle dostaję wiadomości i pytania o tym jak to wygląda u nas, jak zmuszam męża do sprzątania i jak wpłynąć na partnera, by zaczął uczestniczyć w tym „domowym” życiu. Dlatego na początek postanowiliśmy, że podzielimy się z Wami naszą historią. Razem, bo myślę, że pisanie tylko z mojej perspektywy nie będzie 100% prawdą :). W formie odpowiedzi na pytania, które najczęściej od Was w tym temacie padają.

Przy tej okazji chciałabym podejść do podziału obowiązków w związku trochę poważniej. Na końcu wpisu znajdziecie badanie o podziale obowiązków w Waszych domach. Będę Wam bardzo wdzięczna za udział w badaniu, wszystkie odpowiedzi są anonimowe, a zbiorcze podsumowanie pojawi się we wpisie na blogu. I mam nadzieję, że z tej akcji wyjdzie wiele dobrego dla wszystkich!

Podział obowiązków w związku. Jak to u nas wygląda?

Jaki układ jest lepszy: jasny podział kto co robi i jasne konsekwencje za nie zrobienie, czy wspólna odpowiedzialności za wszystko i „kto widzi, ten robi”?

Ania: Według mnie u nas w tej chwili nie działa, żaden z tych układów, tylko mamy mieszankę obu opartą na rozmowie. Tzn. rozmawiamy o tym, kto co robi, więc jest jasny podział kto co robi, ale nie z góry ustalony. Natomiast często jest też tak, że sobie pomagamy tak na co dzień, w życiu właśnie przez „widzę, więc zrobię, bo mi korona z głowy nie spadnie, a oboje na tym skorzystamy”.

Sebastian: „Widzę i robię” to zdecydowanie bliższa nam filozofia. Ja bym jeszcze dodał do tego „widzę i mówię”, co mnie akurat bardzo pasuje – nie raz słyszałem: „Mógłbyś odkładać skarpetki do kosza na pranie, zamiast obok”. Według mnie jasne sygnały to podstawa, przy tym brak pretensji i „gestapowskiego” tonu bardzo pomaga obu stronom. Dla mnie nie tylko w porządkach, ale w ogóle – w życiu – najważniejsza jest komunikacja.

Czy od samego początku zamieszkania mieliśmy konkretny podział obowiązków?

A: Pamiętam, że jeszcze zanim ze sobą zamieszkaliśmy, np. podczas wspólnych wyjazdów mieliśmy zawsze bałagan. Natomiast myślę, że to nie wynikało z naszego niechlujstwa tylko z tego, że rzeczy, które mieliśmy nie miały swojego miejsca. Na samym początku wspólnego mieszkania nie mieliśmy sztywnego podziału. Z tego co pamiętam często sprzątaliśmy razem. To też wynikało z tego, że ja jeszcze kończyłam studia a Sebastian pracował z domu, więc łatwo było nam się dopasować. Dopiero gdy nasza zawodowa sytuacja uległa zmianie wprowadziliśmy bardziej konkretny podział obowiązków.

S: Z tym odkładaniem na miejsce Ania maluje obraz sielski i anielski. Tymczasem kluczyki od samochodu, szaliki, czapki i inne pierdółki potrafię odkładać do tak nieoczywistych miejsc jak lodówka. Czasami sam się dziwię. Dobrym patentem na mnie i to bałaganiarstwo odkładania okazał się trik z pieniędzmi. Ania mówi do mnie pewnego razu „wszystkie pieniądze jakie znajdę poza koszykiem na drobniaki, będą moje”. Zaryzykowałem. Przepadło kilka złotych, a ja błyskawicznie zrozumiałem jak ważne jest odkładanie na miejsce (tutaj o tym pisałam przyp. Ani).

Jak dzielimy się obowiązkami pracując w domu?

A: Nasz podział ostatnio był dosyć jasny. Z samego rana ja ogarniałam siebie, Sebastian Zosię, po śniadaniu ja prowadziłam ją do żłobka i mieliśmy czas na pracę, a po południu Sebastian ją odbierał. W miarę możliwości przyjęliśmy też zasadę, że w czasie naszej pracy nie sprzątamy. Od czerwca pracujemy razem z domu po dłuższej przerwie i od tego czasu 85% gotowania i zakupów spoczywa na Sebastianie. Natomiast pranie to co do zasady moja domena. Jeśli chodzi o takie bieżące sprzątanie, to zwykle się ustalamy to na gorąco. Ten, kto szykuje śniadanie opróżnia zmywarkę, kto się ostatni kładzie wieczorem ją nastawia. Rzeczy do zmywarki odkładamy od razu, choć częściej ja w myśl zasady „ja gotuję, ty zmywasz”. Jeśli chodzi o takie czynności jak sprzątanie kuchni, łazienki, zmianę pościeli itd, to częściej ja, choć ostatnio skłaniałabym się do tego, że po równo. No i tylko Sebastian wiesza i zdejmuje u nas firanki i zasłonki!

S: Szczerze – nie wiem. Mam poczucie, że te obszary naszych działań się przenikają. Na pewno gotowanie bardziej po mojej stronie. I na pewno mogę powiedzieć, że jak ja sprzątam to czuję porządek na 70-80%. Ania ma lepszą rękę. I nie chodzi o to, że baba do sprzątania, chłop do roboty. To głupie, jak rysunki jaskiniowców targających swoje żony za włosy. Jeśli ktoś w to wierzy, równie dobrze może czekać na przybycie inteligentnej rasy jaszczurów, które podobno nami rządzą. O czym to mówiłem? A! Podział obowiązków. Mimo, że Ania czuje się lepiej w słodkościach niż wytrawnych daniach, to również gotuje obiadki, ja próbuję sprzątać. Według mnie fajnie gdy próbujemy swoich sił również w obszarach, których nie dotykamy na co dzień. Warto, dzięki temu lepiej można zrozumieć, ile pracy kosztuje to naszą druga połówka. Spróbujcie.

Czy mieliśmy punkt zapalny w zakresie podziału obowiązków i co to było?

A: Pamiętam, że kiedyś się wkurzył, bo przez kilka dni nie sprzątałam lustrzanki, tylko leżała przy biurku na podłodze. Dawno temu to było, na naszym pierwszym wynajmowanym mieszkaniu. I zwykle jak się o coś na siebie złościmy to właśnie na nieodłożone rzeczy na miejsce.

S: U Ani? Kubki… bierze i zostawia po całym domu. Na półkach, parapetach, podłogach i tajemniczych zakątkach. Zupełnie jak ja skarpetki. To nasze punkty zapalne. Kubki i Skarpetki. W sumie niezły pomysł na nazwę biznesu! Nie podkradajcie go!

Jak przekonać chłopaka, żeby sam wykazał wiecej inicjatywy?

A: Myślę sobie, że nakłanianie na siłę nic nie zmieni, trzeba po prostu szczerze ze sobą rozmawiać i mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach. I też trzeba mieć świadomość, że to nie jest tak, że jedna rozmowa wszystko zmieni. Może być ich potrzebnych kilka albo kilkanaście. Trzeba też rozumieć drugą osobę, to, że może nie mieć siły, być chora, zmęczona czy po prostu czasem o czymś zapomnieć. Dla mnie to jest działanie w dwie strony ja tak zrobię i wiem, że gdy będzie potrzeba mogę liczyć na to, że Sebastian weźmie na siebie więcej.

Pamiętam taką sytuację, a propos firan, kiedy mój komunikat z prośbą o ich zawieszenie brzmiał „trzeba powiesić firanki”. Odpowiedź Sebastiana „dobrze”. I tak leżały tydzień na kanapie czekając aż ktoś kiedyś je zawiesi. To mnie nauczyło, że wszystkie prośby i wskazówki muszą być jasne i konkretne, najlepiej ze wskazaniem kiedy ma być zrobione. I to nie jest proszenie się, tylko nauka komunikacji. Mówienie o swoich oczekiwaniach w sposób, który najlepiej dotrze do drugiej strony. Oczywiście, czasem denerwuje odpowiedź „zaraz to zrobię”, ale nauczyłam się też to zaraz przeczekać i myślę, że dzięki temu żyje nam się lepiej. Ostatnio jednak nasz hit to „jak mówię, że zrobię to mówię”.

S: Ej! Firanki nie były do powieszenia tylko idiotycznie wisiały. Ja zawieszałem! Miałem poprawić i poprawiałem w nieskończoność. Rzeczywiście mieliśmy tutaj wspólny wniosek, że do faceta trzeba konkretnie – „zrób TO WTEDY, a w NAGRODĘ”. Z tą nagrodą to chyba dla wyjątkowo opornych, albo przy jakichś urodzinach – polecam. W obu przypadkach – w męskim i w kobiecym – trzeba jasno powiedzieć o co nam chodzi, czego oczekujemy. Wybaczcie prywatę, ale napisałem o tym więcej w artykule Metoda Fuko.

Co zmieniło dziecko?

A: Zdecydowanie większą akceptację dla bałaganu, tego, że czasem on po prostu jest i przez chwilę może być, bo ważniejszy jest odpoczynek. Zdecydowanie Zosia sprawiła, że mój perfekcjonizm całkowicie zniknął. Z drugiej strony u mnie też mocno wzrosło poczucie, że najważniejsze jest regularne dbanie o porządek każdego dnia. Jeśli odpuścimy na zbyt długo, to bywa ciężko nadrobić zaległości. Do naszego podziału obowiązków dzięki Zosi wkradła się też większa elastyczność. Dzisiaj w zasadzie nie opieramy się na żadnym harmonogramie, bo oboje mamy wyrobione nawyki regularnego sprzątania. Podział obowiązków wynika z codziennych rozmów i dostosowywania się do aktualnej sytuacji. Ale to też jest efekt, na który składa się kilka lat życia razem.

S: Zośka zwiększyła nasz poziom akceptacji bałaganu. Po prostu czasem odpuszczamy i pozwalamy rozwinąć się krótkoterminowemu chaosowi. Staramy się też uczyć młodą, że jest „czas na sprzątanie” i jak widzimy jej zryw „mama, tata, amy (czyt. sprzątamy)” to chyba nie ma słodszych momentów.

 

Podział obowiązków w związku – BADANIE 2018

I na koniec prośba do Was o wzięcie udziału w badaniu jak ten podział obowiązków w związku wygląda wśród nas. Im więcej odpowiedzi i im bardziej szczere, tym więcej dowiemy się o tym jak to naprawdę u nas wygląda. Dlatego będę bardzo wdzięczna za udział i opublikowanie badania dalej 🙂

Mamy nadzieję, że taka forma wpisu Wam się spodobała, jeśli macie więcej pytań, dajcie znać. Chętnie porozmawiamy na ten temat na wspólnym live’ie :).

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close