Czy Twoje cele muszą być SMART? + Plany na ten rok!

Lubię ten początek roku, bo trochę zmusza do różnych przemyśleń i podsumowań. W zasadzie towarzyszą mi one z różnym natężeniem już od listopada. Poprzedni rok mocno zmusił mnie do zastanowienia się nad tym jak chcę by wyglądało moje życie. Jakie cele chcę realizować i jak chcę je realizować? Co do tej pory się sprawdziło, a co nie? Postanowiłam jednak nie pisać podsumowania mojego 2017 na blogu, bo o tym, co było w nim najważniejsze możecie przeczytać w mocno osobistej odsłonie 7 rzeczy. Chcę jednak podzielić się z Wami tym, co stało się dla mnie bardzo odkrywcze, jeśli chodzi o realizację celów.

Czy muszę mieć SMART cele?

Ostatnio zerknęłam na stronę mojego kalendarza, gdzie miałam zapisane cele i postanowienia na 2017 rok. Wśród nich są takie, których realizacja była wtedy dosyć nieprawdopodobna oraz takie do zrobienia. Oczywiście zapisałam je w bardzo ogólnej formie, bez szczegółów co muszę zrobić, by je osiągnąć.

Na blogu pisałam też o moich 100 celach, które chciałabym zrealizować w życiu przy okazji moich 28 urodzin. Cały czas przy tym tekście pojawiają się komentarze, wskazujące mi, że bardzo źle je sformułowałam, bo cel powinien być SMART:

  • Skonkretyzowany
  • Mierzalny
  • Osiągalny
  • Istotny
  • Określony w czasie

I wiecie, co Wam powiem? To nieprawda! Choć ja też kiedyś pisałam o tym, że najlepiej dopisz sobie datę końca realizacji celu, bo ona motywuje. Ale jak bardzo frustruje, gdy tego celu nie spełnię w tym terminie! W szerokiej perspektywie, to czy go zrealizuję 13 marca, czy 31 grudnia nie musi mieć żadnego znaczenia.

Patrzyłam na tę moją listę celów i wszystkie cele, które wydawały mi się wtedy nierealne, nie były konkretne, ani określone w czasie są zrealizowane. Praca w domu z mężem wydawała się celem nie do osiągnięcia w tym roku, bo rozsądek wskazywał, że nie możemy sobie na to finansowo pozwolić. A szybko okazało się, że powinniśmy. Perspektywa budowy domu była tak odległa jakbyśmy mieli budować się na Marsie. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie ten dom chcemy mieć. I przez 10 miesięcy ciągle nie wiedzieliśmy mimo oglądania różnych miejsc i działek. A jeden dzień wszystko wyjaśnił, mimo że akurat tego się po nim zupełnie nie spodziewaliśmy.

Na mojej liście 100 celów mam też bardzo hasłowo wpisane miejsca, które chcę odwiedzić, np. Beskid Wyspowy czy Mazury. I nigdy nie przypuszczałabym, że w listopadzie zrealizuję te dwa cele. Pojawiły się okazje, którym powiedziałam „tak”. Dlatego myślę sobie, że nie zawsze cel musi być SMART. Ważniejsze jest by był on zgodny z naszymi pragnieniami, by był ekscytujący. Tak byśmy zawsze szukali okazji by móc go zrealizować.

Moje plany na 2018

2018 to rok, w którym zmieniam swoje życie. Będzie więcej nas, działania po swojemu i na swoim. Więcej luzu, wariactwa i szaleństwa. Więcej wspólnych dużych projektów. Mniej stresu i toksycznych relacji ?

Będziemy robić piękne i przydatne rzeczy. Będziemy działać razem i odważnie.

A o wszystkich zmianach będę Wam pisać na blogu. Witajcie w 2018! Będzie ogień!

Koniecznie dajcie znać jakie macie plany na 2018? Są SMART czy zdajecie się bardziej na swoją intuicję?


*Część tego tekstu, to moje przemyślenia o SMART celach, które pisałam w jednym z listopadowych newsletterów. Zawsze możesz dołączyć zapisując się w formularzu poniżej. 
Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close