Planszówki, które wciągnęły nas w 2017 roku + poradnik kupowania gier

W naszym domu łapę na grach trzyma dziecko. Dlatego dzisiejszego wpisu nie pisze Ania :). Przeprowadzę Was przez trzy różne gry, które zawróciły nam w głowach, portfelach i szafie z grami. Do tego podpowiem jak ja wybieram gry przed zakupem – wierzę, że pomoże to przy Waszych decyzjach.

Planszówki, które wciągnęły nas w 2017 roku


Pocket Mars

Pierwsza pozycja w naszym zestawieniu. Totalny strzał w ciemno, mała i budżetowa gierka.  Pocket Mars opowiada o kolonizacji czerwonej planety . W sklepach znajdziecie mnóstwo gier w tej tematyce, ale tylko tę zmieścicie w kieszeni. Jeśli chcecie być modni i kupować rzeczy na fali bez szkody dla Waszego portfela to jest coś dla Was. Gra pozwala wcielić się w szefa ekipy organizującej kolonizację Marsa. Kto lepiej kolonizuje ten wygrywa. Zasady poznacie i opowiecie w kilka minut. Jeśli podłączycie pod grę muzyczkę z Interstellara to można się naprawdę wciągnąć.

Gra jest abstrakcyjna o tyle, że nie ma tutaj wydumanych grafik, ani super figurek, co nie oznacza, że jest brzydka. Brzydkiej bym nie kupił. Dla samotników twórcy zaoferowali tryb solo, więc możecie się masterować w umiejętnościach kosmicznego survivalu. W niedalekiej przyszłości specjaliści NASA mogą poprosić Was o radę, więc warto uczyć się kolonizacji czerwonej planety już dziś. Polecam do precla!

Kanagawa

Japonia ma swój klimat. Pięknie kwitnące wiśnie. Smaczne i zdrowe sushi. I gdyby tylko Kanagawa była grą japońską to należałoby ją włączyć do dóbr kulturowych Japonii.  Gra o malowaniu obrazów , gdy pierwszy raz o tym usłyszałem pomyślałem „Co za bzdura, a gdzie potwory do zabicia? Zamaluję je na śmierć? G-ł-u-p-i-a-g-r-a!”. Dzisiaj mogę powiedzieć „Głupi ja!”. To największe zaskoczenie tego roku.

Nie dość, że gra jest absolutnie nie do przebicia wizualnie, to jest przy tym super pomysłowa, dająca sporo kombinowania i strategii. Zasady są totalnie proste, ale nie spłycają gry. Świetnie pracuje w parach, ale rozwija skrzydła przy trzech i czterech graczach. Mówiłem, że jest piękna? Naprawdę można się dzięki temu wczuć w rolę malarza, nawet wtedy gdy w realu nie potraficie pociągnąć jednej prostej kreski, a Wasza ręka drży nawet przy składaniu podpisu kurierowi.

Posiadłość Szaleństwa

O tę grę poprosiłem na urodziny, ale szczerze nie sądziłem, że zasłużyłem na takiego kolosa. Wielkie pudło skrywa wiele tajemnic. Jedną z nich jest fakt, że  niezupełnie da się wskoczyć do Posiadłości Szaleństwa bez prądu . Przyda nam się telefon, tablet lub komputer gdzie odpalimy specjalną appkę, która posłuży za narratora i przewodnika gry. Gdy opowiadałem o tym moim znajomym mroczniakom z liceum, z którymi tłukliśmy za dziecka Smoki i Lochy, mieli niezłą bekę. Tymczasem, gdy zagraliśmy wszystkim kapcie pospadały.

Gra jest absolutnie mistrzowska, jeśli chodzi o klimat i styl. Mamy kilka scenariuszy, kilka historii, które potrafią się różnie skończyć i mieć inny przebieg. Do tego fajowskie figurki i mnóstwo porządnie zadrukowanych elementów planszy. Appka prowadzi nas przez grę, dodaje smaczki, dźwięki, pozwala pogłębiać interakcje z tym, co dzieje się na planszy. Klimat lat 80 i tajemniczego zła z pradawnych legend jest naprawdę turbo dobrze ograny. Szczerze sądziłem, że takie cudo nie jest w klimacie Ani, a ona mi na to wypala „najlepsza gra jaką masz”. Nie znam swojej żony!

Jak kupować gry planszowe?

Mamy w kolekcji jeszcze kilka mocnych tytułów, ale z tegorocznych zakupów wybrałem te, które w moim odczuciu są uniwersalnie fajne i nie trzeba ślęczeć nad regułami by po prostu dobrze się bawić.

Podpowiem Wam jak wybieram gry zanim pojawią się w naszej domowej kolekcji.

1. Klimat

Na początek zastanawiam się na jaki klimat poluję. Dla mnie temat gry to kluczowa rzecz. Nie lubię grać w przesuwanie klocków po planszy jeśli nic one nie oznaczają. Jeśli nie mogę dobrać muzyczki pod grę, to też w moim odczuciu jest coś nie tak. Na rynku jest tyle różnych gier, że możecie znaleźć wszystko. Od Świnki Peppy (Peppa Monopoly już od 4 lat jakby co), po międzyplanetarne bitwy między elfami i orkami w roku 40.000+ (Warhammer zawsze spoko). Zatem – punkt pierwszy – klimat.

2. Finanse

Na drugim miejscu – kasa. Jeśli nie masz pieniędzy nie szarp się z wielkimi tytułami. Obecnie średnia półka dająca spory wybór gier to jakieś 50-100 zł. W tej cenie mamy naprawdę nad czym podumać. Gry droższe zwykle są większe, mają więcej komponentów, generalnie są zwykle lepiej wydane, albo mają licencję na Grę o Tron czy inny nośny temat, ale wiem, że na początek wydać 150-200 zł może się wydać średnio mądre.

3. Ilość graczy

Po trzecie, kupując grę zawsze sprawdzam ilość graczy. Co mi po grze od pięciu osób jeśli nie mogę zebrać takiej ekipy? A może lubię czasem sam wejść w świat gry? Ja lubię, więc opcja solo to zawsze dla mnie dodatkowy plus.

4. Klasyki

Punkt czwarty – nigdy nie ignoruję klasyków. Cwaniaki z growych grup/forów powiedzą Wam: nie kupujcie Catanu, Monopoly, Ryzyka, Scrabble. Niby dlaczego? Większej bzdury nie słyszałem. Skoro cały świat w to gra, to jest spora szansa, że w mojej grupie też gra „pójdzie”. Moja skarbonka czeka na zapełnienie pod Ryzyko Gra o Tron. Gierka prosta jak parasol o absolutnie zawyżonej cenie, ale i tak grałbym jak dziki, pionki w kształcie herbów z Westeros – dla mnie spoko!

5. Nie pytam na forach

Gdy mam dylemat to nie pytam po forach, bo skąd ktoś ma wiedzieć co mi się może spodobać. Raczej pytam w sklepach stacjonarnych, a jeśli jest opcja wypożyczenia (wiele sklepów prowadzi wypożyczalnie) to jest to mój naturalny wybór. Na pierwszy kontakt wybieram też często recenzje na kanałach uWookiego oraz Games Troll TV. Jeśli nie kupujecie zupełnych nowości to za używanymi pozycjami możecie rozejrzeć się na facebooku, szczególnie polecam grupę Planszówkowy Bazar Pod Skrzydłami Pegaza. Ja tam sprzedaję od czasu do czasu, przy mojej rozrzutności kupujecie za dosłownie „grosze”.

6. Niech gry krążą!

Ostatnia sprawa apropos kupowania i kolekcjonowania. W naszym domu ustanowiłem limit gier na ok. 10 tytułów. Nie chcę chomikować pudełek, więc gry krążą. Ogrywamy do bólu jakiś tytuł, później sprzedajmy i kupujemy inny box do katowania. Sposób bardzo dobry, bo ciągle na stole mamy coś świeżego. Polecam takie podejście, jeśli nie jesteście typem kolekcjonera.

 

A jak tam na Waszych półkach? W ostatnim planszówkowym wpisie daliście mnóstwo świetnych rekomendacji, pochwalcie się jakie tytuły goszczą w Waszych domach. A może macie jakieś swoje patenty zakupowe? Jestem strasznie ciekaw! Zostawcie komentarz.

Autor: Sebastian

Kreatywna głowa, inspirator, projektant. Fan Trello, Slacka i myślenia wizualnego. Lubię ładne gadżety, poruszające książki, F1 i gry bez prądu.

Close