Lipcowe porządki, czyli ogarniam czerwcowy chaos!

Jedna z zasad, jakimi kieruję się w życiu, to taka, że jeśli jakieś moje działanie nie przynosi odpowiednich rezultatów, to szukam innego, które zadziała. Nie dowiem się, jeśli nie sprawdzę. I tak, pierwszego lipca zmieniłam całkowicie styl pracy i ogarniania czerwcowego chaosu.

Nie chcę narzekać na mój czerwiec, ale prawda jest taka, że kiedy nie ma cię w domu, to trudno się urządzać, malować ściany, kosić trawę w ogrodzie czy po prostu sprzątać. Trudno też pracować tak jak zwykle, zwłaszcza gdy kluczowe notatki zostawiłaś w w swoim domowym biurze, bo przecież wyjeżdżasz tylko na 3 dni. A z tych 3 dni robi się 10. Po prostu wszystko stoi, a nasz wyjazd nie był urlopem, tylko oczekiwaniem na auto, przepełnionym stresem, bo każdego dnia słuchasz nowej, absurdalnej wymówki, dlaczego to jeszcze nie dziś.

Po powrocie przyjęłam metodę małych kroków. Codziennie coś w każdym temacie, który jest dla mnie ważny, by choć na chwilę posunąć się do przodu. I chociaż w każdej dziedzinie, to COŚ było zrobione, to ja czułam, że stoję w miejscu. Że zamiast kończyć sprawy, ciągle drepczę, a efektów brak. A to efekty są tym, czego mi potrzeba. I choć bardzo chciałam, by wakacje były czasem mojej dużej aktywności na blogu, to jednak stwierdziłam, że dopóki nie uporządkuję spraw wokół, to nie ma sensu.

W lipcu ogarniam czerwcowy chaos!

W pierwszy lipcowy weekend zmieniłam strategię i postanowiłam skupić się na dokończeniu projektów, które przede mną, a których realizacja bardzo przesunęła się w czasie ze względu na czerwiec. Dlatego mniej mnie na blogu, Instagramie i Facebooku. Zostawiłam szereg małych czynności, które robię codziennie na rzecz jednej dużej. I widzę efekty. Co prawda codziennie o 16-stej padałam na twarz, ale są pierwsze efekty! Z drugiej strony brakuje mi tej relacji z Wami, bo to jest coś co w blogowaniu cenię najbardziej. Ale wracam niebawem, mam nadzieję z sukcesem realizując kolejne pomysły :).

Ten trudniejszy czas skłania mnie do dużej refleksji, o tym jak powinnam działać. Co chcę realizować, czego i kogo mi w życiu brakuje. Jak podejść do realizacji projektów życia, które są przede mną. Bardzo chciałabym wrócić do stylu pracy z drugiej połowy maja. Wtedy wszystko miało swój dobry rytm, ja czułam, że jest na odpowiednim miejscu i bardzo dobrze mi się działało. Odzyskanie tego stanu to, coś do czego dążę w lipcu 🙂

Moje plany na lipiec!

Jeśli zastanawiacie się, czy ciągle jestem wierna planowaniu, to muszę Was rozczarować, że… jestem. Zrobienie listy zadań, spisanie dosłownie wszystkiego, co siedzi mi w głowie, w takich momentach jest dla mnie wybawieniem ;). Plany na drugą połowę lipca mam ambitne. Jest ich dużo i nawet gdy nie realizuję wszystkiego, to wiem, że dzięki nim jestem w stanie zrobić dużo więcej, niż gdybym tej listy nie miała. To jest drogowskaz, w którą stronę iść i przypomnienie o tym, by nie zapomnieć o drobnych rzeczach. Żeby nie mieć poczucia, że czas przecieka przez palce. Ostatnio jestem „jednozadaniowa”, ale jednocześnie piekę bułki drożdżowe z borówkami prosto z krzaka. Robię obłędną tartę z owocami z naszego ogrodu. Dzięki temu, że mam zapisany punkt „gotować i piec w oparciu o owoce z naszego ogródka”, te małe rzeczy po prostu mi nie umykają.

Na mojej liście do zrobienia w lipcu mam:
  1. Urządzanie salonu – dla mnie to prawdziwa lekcja życia i urządzania wnętrz. Zobowiązałam się, że pokażę Wam go na koniec maja, ale jeszcze ciągle brakowało nam niektórych dodatków i kwiatów. Czerwiec minął niewiadomo kiedy, w salonie zaszły kolejne zmiany, a my nadal czujemy, że brakuje kropki nad i. Nie chce nakładać na siebie przymusu „skończę w lipcu”, bo urządzanie to proces, ale na pewno jest to zadanie, nad którym chcę pracować. Za to jadalnia skończona i możecie ją podejrzeć na blogu :).
  2. Przemalowanie sypialni – to jest zadanie, które w dużej mierze zależy od Sebastiana, ale mam już trochę dość zieleni, która tam króluje. W tym pokoju nie potrzeba wiele zmian, poza tą najważniejszą jaką jest przemalowanie zieleni na biało.
  3. Zaplanować drugą połowę roku na blogu – zaczęliśmy właśnie trzeci trymestr, dlatego chciałabym ten czas wykorzystać maksymalnie na zaplanowanie tego, co będzie się działo na blogu po pojawieniu się na świecie drugiego dzidziusia. Przygotowanie wpisów na zapas, skończenie dużych projektów, nad którymi pracuję, to wszystko musi teraz znaleźć swoje miejsce.
  4. Mastermind z Edytą – jeszcze przed przeprowadzką w góry planowałyśmy, że jak tylko zostaniemy sąsiadkami to będziemy sobie urządzać blogowo-biznesowe burze mózgów. I one się odbywają, ale nadal głównie online, dlatego w lipcu idziemy do ulubionej restauracji i będziemy się naradzać jak wznieść nasze blogi na jeszcze wyższy poziom.
  5. A jak już jesteśmy przy planach z Edytą, to będziemy mieć też wspólny rodzinny piknik i planszówkowy wieczór.
  6. Zacząć pracować nad nowym wyglądem bloga – to zmiana, którą planuję od zeszłego roku. Mamy nawet zaprojektowany szablon, tylko jego wdrożenie nie było priorytetem. Teraz jednak mamy większą świadomość tego, jakie zmiany chcemy wprowadzić. Blog też zasługuje na życiowe porządki ;).
  7. Urządzić ogród – Ostatnie słoneczne dni zaowocowały brakiem ślimaków w ogrodzie, więc wróciła mi chęć do tego, by go urządzić i znów zacząć spędzać w nim czas. Będą meble DIY, nie mogę się doczekać!
  8. Gotować i piec w oparciu o owoce z naszego ogródka – to jest punkt, który realizuję z sukcesem! Uwielbiam to wiejskie życie w domu właśnie za te krzaczki, owoce i pyszności, które dzięki temu mogę wyczarować. Co prawda przybywa mi przez to centymetrów, ale póki jestem w ciąży, to sobie dogadzam :).
  9. Odmienić stare krzesło przywiezione z Łodzi – to mój projekt-wyrzut sumienia. Krzesło przytachałam ze śmietnika, w Łodzi zaczęłam jego metamorfozę, po naszej przeprowadzce, pozbyliśmy się miliona gwoździ i od tej pory czeka na dalsze kroki. Odmieniam w lipcu, póki mam siły robić takie rzeczy :).
  10. Wrócić do regularnego robienia zdjęć – kolejna rzecz, która ostatnio zeszła na dalszy plan, czyli bieganie z aparatem. Uwielbiam to, a zapomniałam kiedy ostatnio trzymałam aparat w ręce. Na jutro zaplanowałam sobie foto day!
  11. Zrobić zakupy do domu – chcemy kupić nowe poduszki do spania, narzutę na łóżko do pokoju Zosi, dywan dla niej, doniczki do kwiatków, czyli mnóstwo pierdółek. I w tym celu czeka nas wyprawa do IKEA, co mnie wcale nie smuci :D.

Na koniec chciałabym, żeby została z Wami po tym moim wpisie jedna myśl –  zawsze można zmienić zdanie, sposób działania, metody, by szukać lepszego rozwiązania. I nie ma w tym nic złego . Kocham metodę małych kroków, ale okazało się, że jest to taki etap, w którym zwyczajnie nie działa tak, jakbym tego oczekiwała. Zawsze możemy coś zmienić 💪🏻.

Czekam teraz na Wasze lipcowe relacje. Co już zrobiliście, co macie w planach? Jak spędzacie lipiec?

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close