5 sposobów na wprowadzenie przytulności do wynajmowanego mieszkania

wrzos

Mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu, a mimo to traktuję je jak swoje. Nie jest mieszkaniem moich marzeń, jest w stylu, który nie do końca mi odpowiada. Ale jeśli kiedykolwiek staliście przed koniecznością znalezienia mieszkania do wynajęcia, to wiecie, że ciężko trafić na ideał. Zwykle kończy się na poszukiwaniu złotego środka między stylem, w którym jest urządzone, stanem technicznym, lokalizacją i ceną. Ja mimo wszystko staram się by było jak najbardziej po mojemu i po domowemu. Jest 5 rzeczy, które według mnie sprawiają, że każde miejsce będzie przytulne. 5 prostych i tanich sposób, dzięki którym czuję się jak w domu.

Kwiaty

Uwielbiam żywe kwiaty. Do tych doniczkowych nie mam ręki (storczyk nie wygląda już tak dobrze jak na zdjęciu:)), ale mimo wszystko próbuję jakoś o nie dbać. Kwiaty cięte to u mnie codzienność i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej. Ożywiają i ocieplają każdy pokój. Do tego są niezastąpionym umilaczem i poprawiaczem humoru.

kwiatykwiaty 3 kwiaty 2

Książki

Dom bez książek jest domem bez duszy. Nie musi być ich dużo, ale dobrze mieć swoje ukochane pozycje przy sobie. Ja układam książki kolorystycznie i choć może wydać się Wam to szalone, to dla mnie jest to najlepszy sposób. Próbowałam nawet wrócić do kolekcji tematycznych, ale było zbyt nudno 🙂

książkiksiążki 2

Źródło zdjęć 1/2

Zdjęcia i obrazy

Zdjęcie to moje must have w każdym miejscu. Wyeksponowane wspomnienia zawsze sprawią, że poczujemy się jak u siebie.  Ja najchętniej zrobiłabym całą ścianę w zdjęciach, ale niestety mamy zakaz wiercenia i mocowania czegokolwiek na ścianie. Ale w każdym wolnym miejscu na komodach stoją ramki z naszymi zdjęciami.

zdjęcia 2zdjęcia

Źródło 1

Świece

Maniaczką świec dopiero się staję, ale nie da się zaprzeczyć, że tworzą niepowtarzalny klimat. Szczególnie jesienią i zimą są niezastąpionym dodatkiem.

świece

Źródła 1/2

Dekoracje okolicznościowe

Dekoracje związane ze świętami czy szczególnymi okazjami to mój ulubiony sposób na wprowadzenie przytulności. Jest klimatycznie, ciepło i nie chce się wychodzić z domu. Nowa pora roku, rocznica czy ważne wydarzenie są dobrym momentem, by odmienić coś we wnętrzu.

BOŻE narBOŻE nar 2SONY DSCinne

Oczywiście można jeszcze dodać wiele szczegółów by poczuć się jak u siebie w wynajmowanym mieszkaniu. Kupić nowe poduszki, zasłony czy dywany. Ale to zawsze są większe koszty i nie mamy gwarancji, że w innym miejscu będą nam pasować tak samo. A zdjęcia, książki i kwiaty wszędzie sprawdzą się tak samo dobrze.

Dajcie znać jaki jest Wasz stosunek do miejsca, w którym mieszkacie, a które jeszcze nie jest Wasze. I koniecznie podzielcie się swoimi sposobami na wprowadzenie przytulności do mieszkania, niekoniecznie tego wynajmowanego 🙂

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Martyna

    Masz śliczne mieszkanie, jak z katalogu ikea <3

  • http://thirdtimelucky.pl/

    Oj tak kwiaty, świece i książki. Dodałabym jeszcze poduszki na kanapie, jakieś fajne zasłony, puchaty dywan i od razu dużo przytulniej. To dodatki tworzą wnętrze.

    • O tak – u mnie sprawdza się połączenie wielu poduszek na kanapie i puchatego dywanu w tym samym kolorze. 🙂

      • Dokładnie ten sam trik zastosowałam u siebie – kiedy miałam zbyt „pstrokato” w pokoju, a niewiele mogłam zmienić (była to stancja studencka), kupiłam w lumpie mnóstwo poszewek na poduszki w kolorach odpowiadających „pstrokaciźnie” (w tym dywanowi) i mimo, że nadal było kolorowo – to jakoś zaczęło to ze sobą, jak to się mówi: „korespondować” 😉

  • Natalia

    Dla mnie przytulność to też przygaszone, ciepłe światło. Lubię mieć posprzątane mieszkanie, pachnące jakimś ładnym płynem albo.. praniem:), zapalić lampkę i napić się herbaty (albo wina, jak dziecko już śpi). Wtedy czuję się naprawdę dobrze 🙂

  • Zuzaaaaa

    Wszystkie Twoje sposoby są mi znane i stosuję wszędzie, gdzie się podzieję ;). I jeszcze zawsze stosuję koce, poszewki, obrusy itp. rzeczy. Nawet jak już będę miała własne mieszkanie kiedyś to mogą się przydać czy kiedyś w pokoju dziecka czy innym. Jak już kupuję coś to w kolorze i wzorze który i odpowiada 😉 i zawsze jakoś mi pasują do miejsca w którym jestem. Chyba są po prostu uniwersalne :). I oczywiście koniecznością są własne „bibeloty” ;). Pozdrawiam

    • Szczęściara z tym dopasowaniem 🙂 Ja akurat w każdym mieszkaniu mam problem z dopasowaniem poduszek, bo te co mi się podobają i kiedyś widziałabym u siebie, nie pasują do mieszkań. Dlatego na razie w nie nie inwestuję. Ale kupowanie uniwersalnych dodatków jest najlepszym rozwiązaniem 🙂

  • Basia

    Również mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu, wprowadzilam tylko trochę swoich mebli, poprzestawiałam i nie jest źle:-) . Lubię też zdjęcia, świeczki, kwiaty mam w doniczkach. A co do zdjęć na ścianie, widziałam reklamę haczyków, które można montować bez wiercenia, a potem łatwo je usunąć. Command czy jakoś tak 🙂

    • Są takie haczyki Command. A ktoś jej już może wypróbował? Faktycznie nie odpadają od ściany?

      • Ja będę je próbować. Ale mam inny problem, czy nie odpadają ze ścianą 😀 Bo jest taka „plastelina” BlueTack, która trzyma wszystko i po odklejeniu nie powinna zostawić żadnych śladów. Ale niestety ściany są różne i jeśli mają w sobie więcej piachu to przy odrywaniu BlueTacka może się oderwać tynk 🙂

        • Weronika K.

          U mnie w niektórych miejscach razem z bluetackiem odchodziła farba, wiec radzę uważać 🙂

        • No właśnie, czy nie odchodzą razem z farbą to też mnie ciekawi. Daj znać, jak haczyki przejdą testy 🙂

  • też uwielbiam kwiaty :), a storczyki podobno lubią być podlewane herbatą, nie próbowałam, bo nie uprawiam, ale jedna Pani się chwaliła, że jej rosną jak szalone

    • Na storczyki to chyba każdy ma inny sposób 😀 Mój właśnie gubi kwiaty, ale to chyba pora, a nie moja nadgorliwa pielęgnacja 🙂 Zobaczymy co będzie dalej, trik z herbatą zapamiętam.

      • Haha najdziwniejsza rzecz, jaką słyszałam o pielęgnacji storczyków, to rozpuszczanie tabletek antykoncepcyjnych w wodzie i podlewanie ich taką miksturą 😉

  • Sama przez 2 ostatnie lata mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu i ciężko go było zrobić bardziej przytulnym, takim swoim. Przywiozłam tylko trochę swoich mebli i książek ale i tak nie czułam się tam za dobrze. Teraz będę mieszkać na akademiku więc pod względem czucia się jak u siebie będzie jeszcze gorzej.

    • Też mieszkałam w akademiku, więc Cię rozumiem 🙂 Swój kącik można uprzytulnić, poduszki, swoja pościel, zdjęcia, zawsze będzie bardziej swojsko. Ale nie da się ukryć, że w akademiku dużą rolę odgrywają ludzie, z którymi się mieszka. Jeśli ma się dobre relacje z osobami w pokoju, to jest duża szansa, że z czasem poczuje się jak u siebie. Jeśli nie, to raczej chce się z pokoju uciekać.

  • anu

    O, widzę ze masz minismakolyki – polecilabys?

    • To jeden z prezentów ślubnych. Od samego patrzenia ślinka cieknie, ale jeszcze nie miałam okazji nic z niej przygotować, chociaż przepisy wyglądają obiecująco 🙂

  • Ach, uwielbiam astry! to moje ulubione jesienne kwiaty 🙂 u mnie jeszcze narzuty, obrusy/serwetki i kilka „zabytkowych” drobiazgów pamiątek sprawia, że czuję się lepiej 🙂 i prócz książek planszówki i inne gry, tak na wierzchu, żebyśmy słyszeli gdy nas wołają 😉

  • Skąd ja to znam? Niedawno zmieniałam mieszkanie i muszę przyznać, że nie było to przyjemne. Ludzie nie dość, że nie mają gustu, to jeszcze są niechlujni. Zdjęcia robią tak, że zamiast zachęcać zniechęcają. Zupełnie tego nie rozumiem.

    Ogólnie nie jestem osobą, która upycha wszędzie osobiste akcenty. Wolę dużo miejsca i wolną przestrzeń. Dlatego miejsce, w którym mieszkam wygląda dość bezosobowo. Ale czasem – jeśli mam ochotę coś zmienić, kupuję kwiatki. To najszybsza i najłatwiejsza metoda na ożywienie mieszkania. Że nie wspomnę o możliwości wykorzystania kwiatków do zdjęć 😉

  • Post trafiony w dziesiątkę! Właśnie zastanawiałam się co zrobić, by moje wynajmowane mieszkanie i dzielone jeszcze z współlokatorką stało się chociaż trochę przyjemniejsze. Niedawno przesadziłam mojego jedynego kwiatka do ładniejszej doniczki i to już była wielka zmiana. Książek mam mnóstwo w domu rodzinnym, a z mieszkania je wywoziłam, żeby mieć więcej miejsca i może właśnie to jest błąd. Świeczki uwielbiam od dawna, a ramek też nie mogę wieszać, ale coś pokombinuję 😉 U mnie przytulności dodała jeszcze własnoręcznie uszyta ze starych dżinsów narzuta na łóżko i zasłonki przywiezione z domu. Koszt niewielki, a zmiany ogromne 🙂

    • Ja część książek też mam w rodzinnym domu, nawet jeśli byśmy się z nimi pomieścili, to przy przeprowadzce już byłby problem. Te 30 pozycji jednak ze sobą mamy, często też je wymieniamy na inne 🙂

  • A.S.

    A Storczyk nie stoi za bardzo na słońcu? 😉
    U mnie storczyki najlepiej trzymają się na oknie owszem południowym ale nie w bezpośrednim nasłonecznieniu, ale okno południowe jest jednocześnie oknem balkonowym, czyli słonce niby trochę pada na kwiaty, ale nie przez cały czas bezpośrednio. Pomyśl o tym Aniu 😉
    Poza tym, może już jego czas na gubienie kwiatów 😉

    • Dziękuję za rady 🙂 Mam taką nadzieję, że to pora na gubienie kwiatów. U mnie na stałe stoi na południe, podobnie jak u Ciebie, ale w pewnej odległości od okna i słońce nie świeci bezpośrednio na niego. Do zdjęcia skumulowałam wszystkie kwiaty w jednym miejscu 🙂 Storczyk akurat tylko tam chciał się ładnie zaprezentować 😀

  • Justyna Justa

    na pierwszym planie wrzos 🙂 Gdzie sie nie obejrze, to widze te kwiaty – chyba muszę zakupić na moj balkonik 🙂 Pomysly jak najbardziej trafione. Oprocz świec uwielbiam woski zapachowe- to takie moje must have. Posiadam niezły ich zbiór – odpalam taki, w jakim akurat jestem nastroju 🙂

  • Kinga E.

    Od czterech lat mieszkam w wynajmowanym, najpierw był to pokój w mieszkaniu studenckim, teraz jesteśmy bardziej „na swoim” (choć wciąż nie swoim) – w kawalerce. I mam swój jedyny i niezawodny sposób, by czuć się tu jak u siebie – własny bałagan! Wnętrza na Twoich zdjęciach wyglądają pięknie, ale gdyby nie rozrzucone skarpety mojego partnera, zawalony pierdołami stolik itp. czułabym się tu obco 😉

    • Ewelina

      Och, mam dokładnie tak samo! Nie potrzebuje tysiąca ozdób, wystarczą mi skarpety na podłodze! 🙂

  • Chwilę mi zajęło zanim dotarło do mnie, że przecież ja też wynajmuję mieszkanie. Wynika to chyba z faktu, iż odkąd tu zamieszkaliśmy (dawno, dawno temu 😉 zawsze traktowałam to miejsce jak swój dom. Mieszkanie było świeżo po remoncie, bardzo jasne, czyste i staram się każdego dnia, wyglądało tak samo jak w ten pierwszy dzień 🙂 Mam więcej szczęścia od Ciebie, ponieważ właściciel dał nam „wolną rękę” odnośnie dekoracji czy nawet przemalowania ścian.
    Jeśli chodzi o dopieszczanie jakiegokolwiek wnętrza – nie wyobrażam sobie braku kwiatów doniczkowych tak jak Ty ciętych. Lubię kwiaty cięte, ale wolę zaoszczędzić i kupić je raz w miesiącu (niestety nie mam ogródka), a „zainwestować” w kwitnący kwiat doniczkowy, który długo kwietnie i pięknie się prezentuje (w tym mieszkaniu rośliny „same” rosną). W zależności od pory roku – akcenty kolorystyczne w postaci poduszek, ciepłych narzut/kocy. Dekoracje (gotowe) z filcu np. w postaci girland i duże zdjęcia na ścianach. Świeczuszki – ale bez przesady – i nastrojowa lampka. Do tego kubek z dobrą herbatą i świeżo upieczone pachnące ciasto. Ale najbardziej przytulnie jest gdy jest wszędzie po prostu czysto. Bez tego nie ma przytulności 🙂

  • Elka

    Podczytuję Cię od pewnego czasu i czerpię inspirację. Właśnie odgruzowuję swoje mieszkanie i twoje rady działają 🙂
    Mieszkam w wynajętym mieszkaniu i według mnie kluczem do sukcesu jest wynajęcie mieszkania bez mebli oraz gruntowne posprzątanie, najlepiej z malowaniem. 🙂
    Ale oczywiście to się sprawdza tylko przy długim wynajmie. W czasach studenckich zawsze nalegałam, żeby właściciele zabrali chociaż cześć rzeczy z mieszkania. Dość często niestety mieszkana do wynajęcia są traktowane jako przechowalnia śmieci.

    • Ja na mieszkanie bez mebli na razie bym się nie zdecydowała, za duże koszty na początek. Ale trafić na mieszkanie fajnie urządzone i w dobrym stanie nie jest łatwo, bo jest dokładnie tak jak piszesz. Wstawiają meble, które wyrzuciliby na śmietnik, bo mają mieszkanie do wynajmu. Przy podejmowaniu decyzji trzeba sprawdzać każdy mebel czy tylko wygląda, czy nadaje się do używania.

      • Elka

        Mieszkałam w mieszkaniu umeblowanym i było strasznie 🙂 Meble niskiej jakości, zaczynały się rozsypywać, a właścicielka chciała żeby jej za zużycie płacić. Kanapy miały cudowne obicie we wzorek z róż, który musiałam przykrywać narzutą bo wypalał oczy 🙂 Potem wynajęliśmy puste i okazało się, że nam niewiele potrzeba, materac do spania i stół. A potem powoli dokupiliśmy jeszcze kanapę, szafę pod tv Cześć w Ikea, cześć w second-handzie. Okazało się że paru znajomych ma rzeczy do oddania które nam pasuja. Różnica ceny wynajmu między umeblowanym a nieumeblowanym zwróciła się bardzo szybko 🙂 Ale fakt, przez dwa miesiące siedzieliśmy na podłodze 🙂

        • Takie urządzanie też może być przyjemne i nawet trochę żałuję, ale z drugiej strony wiem, że potrzebowaliśmy się wprowadzić „na gotowe”. Nie obyło się jednak bez niespodzianek i trochę swojego wyposażenia musieliśmy dokupić.

  • Joanna Rytter

    Też wynajmuję mieszkanie i nie mogę wiercić w ścianach – strasznie nad tym ubolewam 🙁 ratuję się właśnie ramkami postawionymi na komodzie i są oparte o ścianę. Nie brakuje u mnie kwiatów – a nawet wczoraj kupiłam dwie doniczki pięknych wrzosów 🙂

  • Przez ostatnie dwa lata wynajmowałam pokój w mieszkaniu i czułam się tam jak u siebie. Miałam tam właściwie wszystkie swoje rzeczy, szczególnie ważne były dla mnie książki, słownik angielsko-polski (wiem, że to drugie jest dziwne, ale cóż) oraz moje ulubione, przytulne poszwy na pościel. Lubiłam też przed świętami Bożego Narodzenia stawiać w pokoju małą choinkę i wieszać na karniszu lampki choinkowe; na wiosnę w pokoju pojawiały się wiosenne dodatki, głównie kwiaty, a przez cały rok, raz tu, raz tam, pojawiały się świeczki.
    Za dwa tygodnie przeprowadzam się do akademika i choć jeszcze nie widziałam pokoju, w którym będę mieszkać to już powoli planuję co zrobić, by poczuć się tam swobodnie i dobrze jak w domu. Mam nadzieję, że mi się uda. 🙂

  • Kasia

    A u mnie jest troszeczkę inaczej 🙂 Dwa tygodnie temu po 6 latach wynajmowania wprowadziłam się do własnego mieszkania. Ale muszę przyznać, że „oswajanie” tego miejsca też nie jest łatwe. Wprawdzie pokochałam to miejsce już kiedy pierwszy raz przyszłam je obejrzeć, ale gdy przewiozłam swoje rzeczy, wszędzie były puste ściany, a kartony stały praktycznie w każdym kącie to miałam ochotę usiąść i płakać 🙂 Trudno było mi się oswoić z zapachem tego miejsca i tu rzeczywiście pomogły ulubione truskawkowe świeczki, płyn do podłóg o przyjemnym zapachu, pachnące saszetki w szafach. Teraz kiedy wchodzę wiem, że już bardziej jestem „u siebie”. I dodatkowo kiedy pojawiły się moje ukochane książki na półkach, szlafrok w łazience od razu zrobiło się przyjemnie. Wydaje mi się, że to takie małe drobiazgi budują nastrój miejsca. I nie ważne czy to mieszkanie wynajmowane (o które starałam się dbać jak o swoje, a gdy się wyprowadzałam to płakałam :)) czy jak w moim przypadku nowe z pustymi ścianami – jeśli wprowadzimy do nich przedmioty, zapachy, które lubimy to nigdy już nie będzie obce.

    • Zawsze potrzeba czasu by oswoić się z nowym miejscem. Przed wyprowadzką zastanawiałam się czy to aby na pewno dobra decyzji, bo w końcu wiem już wiele o tamtym miejscu i przeżyliśmy tam mnóstwo wspaniałych chwil. Ale teraz nie żałuję i nie tęsknię za starym mieszkaniem. A o tylko moim miejscu marzę i sama jestem ciekawa jak przyjmę tę zmianę 🙂

    • Elka

      A ja lubiłam się przeprowadzać 🙂 To znaczy bałagan z przeprowadzką związany niekoniecznie, ale takie oswajanie mieszkania powolutku zawsze lubiłam 🙂

  • KaKasia

    Czekałam na ten wpis 🙂 Masz ślicznie urządzone mieszkanie!
    Ja mam jak już wspominałam problem z częstymi przeprowadzkami, aktualne mieszkanie jest moim 6 w ciągu 5 lat. Poczucie, że za chwilę i tak się przeprowadzę, nie opuszcza mnie. Ale zainspirowałaś mnie swoim blogiem bardzo, zaglądam na niego codziennie, a nowa praca pozwoliła mi na powolne realizowanie planu porzadnego urządzenia się.
    Teraz trafiliśmy na mieszkanie w średnim standardzie, ale bardzo bardzo przerażająco brudne. (po znajomości!) Dlatego przez ostatnie dwa tygodnie każdą wolną chwilę przeznaczałam na porządki, to mi nieco pomogło poczuć się tu lepiej, sprzątanie faktycznie pomaga mi się zżyć z mieszkaniem. Już zamontowałam te moje nieszczęsne rzepy w mikrołazience, choć muszę je chyba wymienić na inny kolor 😉 Zebrałam też kolorowe liście w parku z których przygotuję obrazek do łazienki (kafelki są w słomkowym kolorze, więc fajnie będą wyglądać żółto-czerwono-zielone liście klonu), jutro jadę po doniczki, ziemię i nasiona ziół które sobie posieję oraz być może w końcu kwiaty doniczkowe. Od pewnego czasu zbieram natomiast „akcesoria do pokoju” w podobnych odcieniach fioletu i planuję kontynuować ten trend. Wtedy pokój wygląda w miarę jednolicie niezależnie od mebli na jakie się trafi (chociaż teraz trochę nam się gryzie ten fiolet z ostrą pomarańczą obicia poduszek kanapy ALE może znajdę jakieś poszewki?). Polecam sklep pepco, mają tam od czasu do czasu ciekawe i tanie „akcesoria do domu” w jednolitych kolorystycznie zestawach.
    Pojawiła się też wczoraj myśl o… akwarium!

    • Bardzo się cieszę! <3

      U nas dominuje żółty i granat, nawet kanapa jest w takich kolorach i ogólnie uważam że połączenie jest ok, tylko mam takie od wielu lat w pokoju w rodzinnym domu i zwyczajnie przejadło mi się na tyle, że nie mam ochoty kupować nic nowego w tych kolorach.

      Pepco bardzo lubię i zawsze gdy mam okazję, to tam zaglądam 🙂 Taka mini Ikea, już sama wizyta tam poprawia humor 😀

  • Kiedy mieszkaliśmy w wynajmowanym, też ciągle zastanawiałam się, czy aby to nam wolno, czy aby z tym nie będzie problemu… Ale sprytnie sobie z radziłam z urządzaniem mieszkanka po swojemu. Żeby ciągle nie wbijać gwózdków w ściany, zamontowaliśmy nad biurkiem korkowe tablice i to na nich zmieniałam obrazki, gdy już mi się znudziły 🙂
    A teraz szalejemy u siebie, mogę robić co chcę, tylko… czasu brak 🙂

    • My nie możemy nic przyczepić do ścian co wiąże się z wierceniem, więc niestety nawet tablica czy jedna ramka odpada. Ale ciągle myślę jak to obejść, aż w końcu wymyślę 🙂

      • Może jakoś od karnisza czy jakiegoś mebelka pociągnąć szureczki i zazdjęciować pokój? 🙂 http://img.zszywka.pl/0/0010/w_0401/moj-swiat/moja-sciana.jpg

        • O czymś takim myślałam. Na jednej ścianie nie da się nawet tak zrobić, ale na drugiej mogę sznurek zaczepić wkoło kontaktów, albo w rogach futryny. Ewentualnie te haczyki, o których pisały dziewczyny i wtedy byłoby w ogóle super 🙂

  • też mieszkam w wynajętym mieszkaniu i staram się je jak najbardziej przerobić na swoje 🙂 zdjęcia są oczywiście na to najlepszym sposobem 🙂 co do kwiatów, też nie mam do nich ręki i poza kaktusami wszystko min pada 😀 zbyt często opuszczam mieszkanie by wrócić do domu i kwiatuszki tego chyba nie wytrzymują 🙂
    pozdrawiam 😉

  • Pamiętam, jak szukałam mieszkania do wynajęcia podczas studiów. Cena i lokalizacja były wtedy jedynymi kryteriami 😉 Ale trafiłam na świetną właścicielkę, która pozwoliła mi nawet odmalować meble! Pozwól zatem, że odniosę się do Twojego posta w kontekście wynajmowanej przeze mnie przez dwa lata stancji.

    Kwiaty – zawsze i wszędzie, ale tylko doniczkowe. Zawsze było mi żal tych ciętych. To tak, jakby zabierać im życie… Do dziś proszę znajomych, by na uroczystości nie przynosili mi bukietów, lecz doniczki 🙂 To takie moje małe „zboczenie”.

    „Dom bez książek jest domem bez duszy”, bez dwóch zdań. Ale wtedy nie wpadłam na pomysł układania ich kolorystycznie (na marginesie dodam, że teraz już to zrobiłam – pod Twoim wpływem 😉 I jestem zachwycona! Taka harmonia zapanowała na moim regale… 🙂 ).

    Zdjęcia – kiedyś na komodzie, dziś na ścianie. Można by sparafrazować: „Dom bez zdjęć najbliższych jest domem bez duszy” 🙂

    Świece nie są w moim domu niezbędne. Owszem, dają miły, ciepły klimat, ale często są duszące i mają „głowobólowy” zapach. Jednak w okolicy Bożego Narodzenia moja niechęć przechodzi 😉 – Taki klimat!

    • Gdyby kwiaty doniczkowe mi rosły to pewnie do ciętych byłabym przekonana tylko okazyjnie 🙂 A tak to nie mogę patrzeć na te uschnięte badylki.

      Do świec się przekonuję, bo zawsze były ozdobą i prawie nigdy ich nie paliłam, ale zaczynam to zmieniać. W zeszłym roku było z nimi przyjemnie, w tym planuję to kontynuować, ale gdy ich nie mam to nie rozpaczam.

      Cieszę się, że to kolorystyczne układanie książek Tobie też się spodobało 🙂

      • Hehe, domyślam się – takie badylki raczej robią odwrotną „robotę” i na pewno nie nadają przytulności mieszkaniu. A może wystarczyłaby jakaś „odżywka” do kwiatów? Ja używam takiej w płynie raz na miesiąc i zielsko rośnie jak szalone 😀

        O właśnie, u mnie podobnie – świece raczej stały jako ozdoba, ale ponieważ zaczęłam eliminować takie zbierające kurz bibeloty z mojego mieszkania, to powoli zaczynam je wypalać. Myślę, że okres jesieni będzie temu sprzyjał! Albo poczekam „standardowo” (w moim przypadku) do Świąt 😉

        To ułożenie skradło mi serce! To niewiarygodne, ile harmonii wprowadziłam na regale takim prostym zabiegiem. Zrobiłam zdjęcia, więc może nawet pokażę je kiedyś na blogu. Na pewno dam Ci znać 🙂

  • mal gosinka

    Nigdy nie wynajmowałam mieszkania, ale większość z w/w stosuję w swoim domu. Kwiaty! Świetna sprawa, u mnie zwłaszcza w kuchni, w której spędzam chyba najwięcej czasu, lubię mieć na parapecie zioła w doniczkach:) Książki, mam bo czytam, więc jest to taka ruchoma część dekoracji. Zdjęcia też mam, ale ten pomysł wypada tak średnio, za szybko się starzejemy;) Dekoracje okolicznościowe, super! U mnie to też się sprawdza, ale trzeba obchodzić różne okoliczności… Teraz coraz więcej osób się przed takim czymś wzbrania. Świec nie stosuję, kadzidełka bo lubię;)

    • Ja kadzidełek nie mogę używać, bo gdzieś za bardzo podrażniają mi nosek 🙂 A jeśli chodzi o dekoracje okolicznościowe, to faktycznie niektórzy bardzo wzbraniają się przed obchodzeniem różnych dziwnych dni czy świąt. Dla mnie każda okazja jest dobra by coś zmienić, czy spróbować czegoś nowego. A już szczególnie gdy chodzi o moje otocznie 🙂

  • Zawsze chciałam mieć kwiaty w pokoju ;x ale niestety ze względu na alergię nie mogę ;( Ale dekoracje okolicznościowe uwielbiam 😉

    • Oj, to musi być męcząca alergia. Ja mam na wziewne pyłki traw, drzew, żyta i na roztocze, ale na szczęście kwiaty, świece itd. raczej mnie nie uczulają.

  • Momo

    Palahniuk obok Austen 😀 Przyznaję, że kolorystyczne ustawienie książek ma swój urok i tworzy ciekawe zestawienia 😉

  • Zgadzam się dosłownie ze wszystkim 🙂

  • Ojejuś, skąd ja to znam. Wynajmujemy z mężem mieszkanie, bo zostało nam prawdopodobnie pół roku mieszkania w Warszwie a potem wracamy w rodzinne strony – więc nie ma co kupować już teraz. A mieszkanie? Marzeniem nie jest, kolory ścian są takie, że jak na złość ciężko coś dopasować. I oswajam to mieszkanko dokładnie tak, jak Ty:) Kwiaty na parapecie, a wiosną i latem na balkonie. Książki ładnie ułożone, lampiony, świeczniki, świeże kwiatki w wazonie. I wszędzie zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, ładne poduchy i ciepłe koce 🙂 I tak jakoś lepiej 😉

    • Ja już się przyzwyczaiłam do nowego mieszkania, ale pewnie w czerwcu czeka nas kolejna przeprowadzka. Mam nadzieję, że damy radę znaleźć bardziej idealne mieszkanko 🙂

  • Ann

    A ja mam stresa zawsze kiedy właściciele chcą wpaść z wizytą..:( jak tu czuć się ja u siebie).. sprzątam wtedy żeby było na cacy, tip top, nie lubię tego:)

    • To wszystko zależy od tego jakimi ludźmi są właściciele. W poprzednim mieszkaniu trafili się super i nie było żadnego stresa, bo mimo że pojawiali się raz w miesiącu to dosłownie na moment i nie robili żadnych inspekcji. Teraz właściciel jest inny i bardziej wtrąca się i kątem oka próbuje zajrzeć to tu, to tam. Faktycznie niezbyt miłe i ogranicza poczucie bycia u siebie… :/

  • Och, widzę, że i u Ciebie Walkiewicz na półce 🙂

    • Nie może być inaczej :)) Często wracam do tej książki i zawsze działa na mnie mobilizująco.

  • Marysia

    Do mocowania ramek ze zdjeciami na scianach polecam paski.mocujace Command. Swietnie trzymaja, nie robi sie dziur w scianach i nie pozostawiaja sladow 🙂

Close