Jak wrócić do swojej rutyny i zacząć działać?

jak zacząć działać

Czy Wy czasem też tak macie, że jakieś zdarzenie wytrąca Was z codziennej rutyny, a powrót na właściwe tory strasznie się przedłuża? Z jednej strony głowa pełna pomysłów, a z drugiej trudno się zebrać do wykonania prostej czynności. Niezrealizowane plany i zadania się kumulują, nie wiadomo za co się złapać, a może lepiej odpuścić? Ja właśnie próbuję wyjść ze stanu bycia „nieogarem” i pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi sposobami na to jak zacząć działać i nadrobić zaległości.

„Wracam do życia” po 3 tygodniowej przerwie, która totalnie wybiła mnie z rytmu i pokrzyżowała wszystkie ustalone wcześniej plany (np. żłobek dla Córy). Teraz chcę działać, najlepiej robiąc wszystko od razu, a kiedy zdam sobie sprawę, ile tego jest, to czuję tak przytłoczona, że najchętniej nie robiłabym nic. Całą moją silną wolą nie daję się takiemu nastrojowi.

Czasem w takie poczucie może wpędzić nawet jedno niezrealizowane zadanie z poprzedniego dnia. Ostatnio na mojej facebookowej grupie padło pytanie, kiedy nadrabiamy sprzątanie, jeśli nie zrealizujemy zadania przypisanego na dany dzień, a w kolejnym nie ma miejsca, by je zmieścić. I tak sobie myślę, że bycie „nieogarem” może się przejawić w każdej dziedzinie, niekoniecznie tej związanej z pracą.

Jak wrócić do swojej rutyny i zacząć działać?

Kluczowe okazało się dla mnie przymuszenie do napisania jednego tekstu i odkrycie jak bardzo się za tym stęskniłam i jak dużo radości mi daje pisanie (chodzi o tekst o magicznych gąbkach). I choć jeszcze są momenty, w których czuję się przerażona ilością niezrealizowanych zadań, to jednak wracam do siebie. Jeśli też czujecie, że nie możecie zebrać się do działania, to poniżej dzielę się tym, co u mnie się sprawdza w takich sytuacjach.

Zrób jedną małą rzecz, która nie zajmie Ci więcej czasu niż kilkadziesiąt minut

Takie małe zadanie, które jestem w stanie szybko skończyć pozwala mi się rozkręcić. Nie powinno być zbyt trudne, a najlepiej, gdyby było łatwe i przyjemne. Może to być usunięcie nieudanych zdjęć z telefonu, porządki na pulpicie, czy odpisanie na długo zalegający e-mail.

Zaplanuj i ustal codzienny plan dnia

Jeśli, to ilość zadań mnie przytłacza, zawsze wyrzucam je z głowy spisując na kartce. Wszystkie zadania, nawet te drobne i proste, jak zakupy czy ugotowanie obiadu. Później ustalam sobie, co jest najważniejsze i najpilniejsze, wpisuję do kalendarza zakładając dwa razy więcej czasu na ich realizację. I choć może nie jest to tempo moich marzeń, to jest lepsze niż stanie w miejscu.

Nie bój się iść powoli, obawiaj się jedynie stania w miejscu – mądrość chińska

Ustalam też codzienną rutynę i ogólny plan dnia, typu pobudka o 6.00, idę spać o 22.00, a w czasie drzemki Córeczki robię jedno zadanie. Trzymanie się takiego rygoru sprawia, że jestem bardziej zadowolona z przebiegu dnia. To powoduje, że kolejnego mam większą motywację do działania.

Nie miej wobec siebie wielkich oczekiwań

To jest punkt, z którym mam największy problem, ale jeśli pogodzę się z tym, że coś mi nie wyszło, a nadrobienie zaległości wymaga czasu, to jest mi dużo łatwiej. Uświadomienie sobie, że nie muszę wszystkiego zrobić „na już” sprawia, że działam spokojniej i okazuje się, że robię wszystko w swoim dobrym tempie. Rozkręcam się z każdym kolejnym odhaczonym zadaniem.

Nie narzucaj sobie dzikiego tempa

Nie zakładam, że cały miesiąc nadrobię w tydzień. Nie pracuję ponad siły. Daję sobie czas. Jeśli jakieś zadanie wypadło, to o ile nie  jest priorytetem pierwszego stopnia, to realizuję je w najbliższym wolnym czasie. Dokładnie tak mam ze sprzątaniem – nie wyczyściłam dziś kuchenki, trudno, nadrobię jutro podczas gotowania obiadu. Mam tyle pomysłów na wpisy, że mogłabym pisać codziennie, ale wiem, że to się nie uda, bo musiałabym pisać w nocy – trudno, rozłożę je na dwa miesiące.

Zazwyczaj po takim wolniejszym tygodniu, okazuje się, że wróciłam do normalnego trybu działania w bardzo łagodny sposób. Codziennie poświęcam też chwilę na zajęcie się zaległościami. Nawet 10 minut, jest lepsze niż kolejne odkładanie tej sprawy na później.

Rób, nawet wtedy, kiedy bardzo się nie chce

Mając plan, ustaloną rutynę i nawet odhaczone małe zadania, często i tak trudno zmotywować mi się do wzięcia się za tzw. kolosy. Wtedy umawiam się sama ze sobą na 10 minut. Ten czas zazwyczaj wystarczy, bym się wkręciła w działanie. Samodyscyplina jest najważniejsza.

Często pomaga też zmiana otoczenia, zrobienie czegoś inaczej, chociaż nie przy każdym zadaniu możemy sobie na to pozwolić. Warto jednak spróbować.

Nie ma takiej ilości spraw, których nie da się nadrobić, nic nie przepada bezpowrotnie. Niektóre moje zadania będą musiały poczekać i choć chciałabym je zrobić na już, to nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. Akceptacja takiego stanu bardzo pomaga w powrocie do życiowej formy. Czekam na Wasze sposoby, bo dobrych patentów nigdy za wiele 🙂

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Aniu, świetnie zebrane porady! Do części z nich też doszłam już sama na przestrzeni czasu 🙂 Ostatnio uczę się odpuszczać i nadawać zadaniom priorytety – wcześniej nie przypuszczałam, jak bardzo to jest ważne. Dzięki temu nie denerwuję się i nie jestem rozczarowana sobą, że jakiegoś zadania nie udało mi się danego dnia wykonać.
    Niestety takie nadrabianie zaległości może trochę potrwać. Ja wyznaczyłam sobie styczeń i luty na nadrobienie rzeczy odkładanych przez wiele miesięcy (takie postanowienie noworoczne) i nagle okazało się, że jest tych malutkich rzeczy tyle, że muszę jeszcze na to przeznaczyć marzec. Ale grunt to się nie poddawać i wierzyć w siebie 🙂

    • Dokładnie! Ja też mam jeszcze do zakończenia kilka drobnych spraw, które ciągną mi się od zeszłego roku i nadal niebezpiecznie rozciągają w czasie. Najważniejsze, to wiedzieć co chcemy zrobić i małymi krokami to realizować 🙂

  • Bardzo przydatne rady! Mi najbardziej sprawdza się po prostu początek działania, bo często okazuje się, że nie było to aż tak ciężkie i czasochłonne. No i planowanie, ale to zawsze 😉

    • Kiedyś zbyt często odkładałam sprawy na później, bo się wydawały trudne. A jak już zaczęłam, to wcale takie nie były. Teraz właśnie daję sobie chociaż 10 minut, by skupić się na działaniu, bo tak jak napisałaś – to początek jest najtrudniejszy 🙂

  • Najważniejsza zasada, którą sama też stosuję jest taka, żeby nie załamywać się po jednym, czy nawet paru dniach takich „nieogarów” i najszybciej jak to możliwe wziąć się znowu do roboty! Bo często jest tak, że jak przez dzień, czy dwa sobie odpuścimy to potem potrafi się to już ciągnąć za nami przez długi okresu czasu niestety.

  • Marta Kluczna

    Ja tez cierpię na wybicie z rytmu przez dużo projektów w pracy i obowiązków w domu związanych ze sprzątaniem po zimie. Tak jak Ty, mam mnóstwo pomysłów na wpisy u siebie, ale czas mnie ogranicza. Ostatnio jednak wpadłam na pomysł nagrywania pomysłów w notatniku w telefonie. Później przesyłam jej do samej siebie na e-mail i od razu wklejam na bloga robiąc poprawki i wersje robocze. Zauważyłam, ze dużo więcej słów i pomysłów spływa mi do głowy jak mówię niz jak siedzę nad klawiatura. I tez najbardziej denerwuje mnie to, ze jest tyle zadań do zrobienia, ze nie wiadomo,które jest priorytetowe. Na pewno skorzystam z Twoich porad i cieszę się, ze często wrzucasz artykuły. Fajnie jest poczytać Twojego bloga wieczorem do herbaty, bądź rano do kawy. Od razu dzień robi się bardziej produktywny 🙂

    • Dziękuję bardzo! A to nagrywanie pomysłów muszę wypróbować. Może się okaże, że to idealne rozwiązanie dla mnie?

  • Ja od dwóch miesięcy próbuję wrócić do pisania i nadal najgorzej idzie mi z ostatnim punktem… Ech, gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce 😀

    • Nawet nie wiesz, ile ja musiałam ze sobą walczyć po porodzie, żeby mi się zachciało 😀

  • Ja przypominam sobie piosenkę z dzieciństwa: „nie odkładaj na jutro tego co masz zrobić dziś, może jutro nie udać się już nic…” 🙂 Dziecięca propaganda zazwyczaj na mnie działa. Chyba musiałam to często śpiewać w przedszkolu 🙂 Pozdrawiam

  • Właśnie wracam do siebie po kilku dniach nieobecności. Post spadł mi z nieba. Zaczynam właśnie od rzeczy najpilniejszych, a jednocześnie małych. Pozwolą mi one nabrać rozpędu.

  • Bardzo fajny post! 🙂 Jak dla mnie organizacja przede wszystkim 🙂

  • Sylwia

    Aniu! Po pierwsze świetnie wyglądasz po tym „nieróbstwie”😊 Po drugie wpis trafiony w punkt! Właśnie wczoraj zrobiłam listę to-do (chyba siedemnastą) na luźnej kartce! Tylko spisuję i spisuję, a działania brak😞 Dałaś mi kopa! Wyłączam kompa i do roboty! Czas się zabrać za pierwszą listę! Na pohybel „nieogarom”!

    • Dziękuję bardzo Sylwio! I cieszę się, że wpis podziałał motywująco!

  • Agnieszka J

    Ja mam tylko problem z punktem: „nie narzucaj sobie dzikiego tempa”. Muszę koniecznie je zmienić, bo się wykończę 😀
    Zbyt wiele rzeczy próbuję upchnąć w jednym dniu. Na końcu często czeka mnie frustracja, że część zadań nie została wykonana bo czasu zabrakło. Muszę nad tym czasem naprawdę popracować 😀

    • Ja tak upychałam na moje wieczorne 3 godziny pracy. Ile się tylko dało, a póżniej, ta frustracja, że przecież tyle chciałam zrobić!

  • Odkąd młody przyszedł na świat, to wolę wszystko robić małymi krokami niż rzucać się na głęboką wodę 🙂

  • U mnie ostatnio był wielki spadek energii i motywacji, spowodowany przez tysiąc nagłych wydarzeń, których nie planowałam w żadnym scenariuszu… Ale już wracam i dzięki temu wpisowi (czytałam jak się pojawił, a teraz dopiero komentuję) lepiej mi idzie 🙂

    • Kasiu, bardzo się cieszę, że energia do Ciebie wraca i mam nadzieję, że już lepiej. Buziaki :*