Życie bez śmieci – czy jest możliwe?

Od zawsze popieram działania proeko. Gdy tylko mogę zamiast butelkowanej wody wybieram filtrowaną w domowym dzbanku. Mam mnóstwo ekologicznych toreb, które zabieram na zakupy, choć czasem zdarzy się foliówka, którą później wykorzystuję jako worek na śmieci, bo tych nie kupuję wcale. Zanim coś wyrzucę na śmietnik upewniam się czy nie ma możliwości by wykorzystać je ponownie. Zamiast kupować kolejny produkt do wyczyszczenia czy odkamienienia konkretnego sprzętu, używam octu albo sody. Mniej plastiku i mniej chemii w otoczeniu. Wydawało mi się, że te drobne sprawy wystarczą. A później przeczytałam książki Życie zero waste i Pokochaj swój dom. I dotarło do mnie jak dużo jeszcze mogę zrobić.

Życie zero waste – czy jest możliwe?

Życie zero waste, to idea która ma nas zmobilizować do zminimalizowania śmieci. Bea Johnson, blogerka i autorka książki Pokochaj swój dom w ciągu roku przy czteroosobowej rodzinie wytworzyła słoik odpadów. A teraz zastanów się, ile słoików śmieci wyrzucasz każdego dnia? Mnie ta myśl przeraziła! Mówienie o tym, że plastikowe torebki rozkładać się będą przez kilkaset lat już nam się opatrzyło. Każdy o tym wie, ale nic sobie z tego nie robi. I dalej zasypujemy świat tymi plastikami. Po lekturze książki Kasi Wągrowskiej Życie Zero Waste zaczęłam przyglądać się moim zakupom i stwierdziłam, że bardzo często nie mamy wyboru. Jeśli chcemy coś kupić „tam, gdzie zwykle”, to dostajemy nawet cukinię zapakowaną w folię. Fasola w folii, kasza niby w papierowym pudełku, ale w środku 4 foliowe woreczki, rukola w plastikowym pudełku i opakowana w folię, szpinak w folii, a do zapakowania luźnych warzyw i owców foliowe woreczki. I to pytanie przy kasie „dlaczego nie zapakowała pani tego do torebki?”.

Praktycznie wszystkie kosmetyki, które mamy w łazience są w plastikowych opakowaniach. Sama łazienka to wór plastiku, mimo że ja mam naprawdę niewiele kosmetyków i tylko takie, których faktycznie używam. A nawet, jeśli coś się trafi w szklanym opakowaniu, to i tak ma plastikowe wieczko. Żeby nie kupować kolejnego plastikowego opakowania mydła w płynie, kupuję zapas w foliowym opakowaniu. To straszne – z braku alternatywy, tak naprawdę zamieniam plastik na plastik!

Moje osobiste wyzwanie ograniczenia ilości śmieci

Postanowiłam podjąć swoje osobiste wyzwanie ograniczania ilości śmieci, a przede wszystkim plastikowych opakowań.  Życie bez odpadów opiera się na 5 krokach: 

  • Odmawiaj
  • Ograniczaj
  • Użyj ponownie
  • Przetwarzaj
  • Kompostuj

Co dla mnie ważne jest bliskie mojej filozofii posiadania tylko tych rzeczy, które są nam naprawdę potrzebne. Z jednej strony ograniczajmy ilość i zakupy, ale z drugiej pozbywajmy się tego, co niepotrzebne w mądry sposób. A jeśli da się coś uratować, naprawić, szukajmy możliwości, by to zrobić. 

Posiadanie kompostu z dżdżownicami w domu, trudno mi sobie w tej chwili wyobrazić, ale nie wykluczam, że kiedyś zmienię zdanie. Naprawianie zamiast wyrzucania wcielam w życie. 3 rzeczy z zepsutymi suwakami zamiast do kosza trafiły do naprawy.

Co jeszcze wprowadziłam?
  • wielorazowa maszynka do golenia – na żyletki, zamiast jednorazówek
  • kubeczek menstruacyjny (trudne początki, ale nie tracę nadziei)
  • oczyszczanie twarzy olejami, żeby zminimalizować ilość płatków kosmetycznych
  • czarne mydło syberyjskie do mycia ciała i włosów – jeden produkt zamiast dwóch, a działa lepiej niż wszystkie dotychczasowe szampony do włosów
  • janginizacja przetworów – z dodatkiem szczypty soli zamiast szklanki cukru
  • rezygnuję z wszystkich gratisików i dodatków do zakupów, których nie potrzebuję. Wiecie darmowe próbki itp.. Nawet w uwagach do internetowego zamówienia wpisuję, że za to dziękuję
  • nie zapominam o bawełnianych torebkach, a jeśli zdarzy mi się ich przy sobie nie mieć, kupuję tylko tyle produktów, ile wejdzie mi do shopperki, albo ile jestem w stanie wziąć w ręce
  • zwracam większą uwagę na to w co są zapakowane produkty, których potrzebuję i staram się wybierać te z mniejszą ilością plastiku

Nie zawsze się udaje, najtrudniej mi pamiętać o własnych torebkach na pieczywo. Szukam jednak miejsc, gdzie mogę kupić np. kasze, makrony czy bakalie na wagę. Nie chcę totalnej rewolucji, chcę zmian małymi krokami, tak by nowy styl zakupów wszedł mi w nawyk i stał się naturalny.

Lubię ułatwiać sobie życie, często „ten plastik” nam w tym pomaga. Myślę jednak, że trzeba znaleźć złoty środek między tym, co wygodne, a tym, co ważne. I nad tym chcę pracować, tak, by produkowanych przeze mnie śmieci było mniej. Najprostszy krok jaki możemy zrobić już jutro, to nie brać kolejnej foliówki na zakupach. Tym samym pokazujemy, że produkcja plastiku w takich ilościach nie jest potrzebna. Tutaj naprawdę każda torebka ma znaczenie.

Książki Życie zero waste Pokochaj swój dom

Na koniec jeszcze dwa słowa o książkach. Ostatnio sporo książek na blogu, ale tej jesieni dużo czytam, a to są książki, które bardzo wpłynęły na moją codzienność. Czy któraś z nich jest lepsza? Obie przeczytałam niemal się nie odrywając, robiąc wielkie oczy i myśląc, jak to możliwe, że o tym nie pomyślałam. Ogromnym plusem książki Życie zero waste jest to, że odnosi się do naszych polskich realiów. Czytając Pokochaj swój dom można pomyśleć, że jest w tym dużo racji, tylko jak mam to odnieść do rzeczywistości, w której moda na życie bez śmieci dopiero kiełkuje. W książce Kasi znajdziemy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania. Przeczytamy informacje o lokalnych kooperatywach czy o sposobach, które się nie sprawdziły. Poznamy też spojrzenie na zero waste innych osób, niektóre z nich na pewno znacie. W Pokochaj swój dom wybrane tematy są szerzej omówione, nie tylko pod kątem śmieci, ale i optymalizacji czasu podczas wykonywania różnych czynności. Możecie liczyć na porady np. jak układać produkty w szafce, żeby było szybciej. Obie książki są świetne, ale to Życie zero waste zasiało we mnie pierwsze ziarno, które spowodowało, że sięgnęłam po kolejną książkę w tej tematyce.

Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie w temacie produkcji śmieci i życia bez odpadów? Da się czy nie? Czy czasem nie jest nam zbyt wygodnie wyrzucić śmieci z domu, bo wtedy wydaje nam się, że mamy problem z głowy, a tak naprawdę staje się to wtedy problem całego świata? 

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Alicja Piotrowska

    Myślałam o tym ostatnio. Nawet dużo. To naprawdę jest trudne w dzisiejszych czasach… Nie toleruję laktozy, więc nie mogę kupić mleka tak po prostu od rolnika, ani sera na wagę. Muszę kupować w kartonach i plastikach. Większości produktów po prostu nie mam gdzie kupić na wagę, choć teoretycznie byłoby to możliwe. I dużo jest takich drobiazgów, które sama wymieniłaś w poście. Niby też nie mam dużo kosmetyków, ale wszystko jest w plastiku. No i szczoteczki do zębów- przecież nie można ich nie wymieniać 🙂 Kubeczka menstruacyjnego jakoś nie mogę sobie wyobrazić mimo szczerych chęci… No i planuję drugie dziecko. Pieluchy jednorazowe liczy się w tonach. Ale jeśli trafi mi się takie samo HNB, jak pierwsze, to pranie wielorazówek będzie zamachem na moje zdrowie psychiczne 😉
    Ograniczanie odpadów naprawdę jest trudne. Staram się na ile tylko mogę, ale ten „słoik odpadów” chyba jeszcze jest dla mnie nieosiągalny…

    • Są szczoteczki bambusowe, ale z drugiej strony od kiedy używam elektrycznej, to nie wyobrażam sobie powrotu do zwykłej 🙁 Mam podobnie z pieluchami czy chusteczkami do mycia pupki. Trudno do wszystko wypośrodkować, ale myślę, że trzeba próbować zmieniać te rzeczy, które zmienić możemy.

  • Mam pytanie co do mycia/oczyszczania twarzy olejami? Chodzi o takie zwykłe do smażenia czy o jakieś inne?Może wydawać się śmieszne to pytanie, ale zaintrygowało mnie to 🙂

    • Ivai Q

      Oleje przeznaczone do smażenia są praktycznie pozbawione cennych składników zatem lepiej wybierać oleje tłoczone na zimno 🙂 Sama do usuwania makijażu używam oleju słonecznikowego z pierwszego tłoczenia. Wcześniej używałam kokosowego, ale słonecznik lepiej mi służy. Ważne jest byś dobrze trafiła z olejem, bo cera lubi być kapryśna 🙂 mnie np. olej kokosowy z czasem zaczął przesuszać. Polecam zacząć od oleju spożywczego (ale tłoczonego na zimno!) by w razie czego zużyć go w kuchni 😀

    • Ja teraz mam akurat taki olejek z Babydream dla mam. Używałam go do włosów, a teraz do mycia twarzy. Spożywcze to właśnie tłoczone na zimno. Tutaj trzeba szukać oleju, który będzie odpowiadał Twojej cerze. Niestety nie ma jednego, idealnego.

  • Ostatnio również zaczynam myśleć coraz więcej na temat ograniczania odpadków. Dużo do myślenia dał mi rok spędzony w Szkocji, gdzie za każdą reklamówkę trzeba zapłacić 5 pensów. Niby niewiele, ale w skali roku można oszczędzić kilka funtów. Myślę, że to bardzo działa na ludzi i faktycznie zaczyna się pamiętać o bawełnianej torbie na zakupy 🙂

    • W Polsce od nowego roku też wszystkie reklamówki mają być płatne podobno i bardzo dobrze! 🙂

      • Nie wiem, czy już tak nie jest, bo w wielu sklepach trzeba płacić za reklamówki, a jeszcze kilka miesięcy temu były za darmo np. Rossmann czy Tiger 😉

  • Ciekawa koncepcja 🙂 Muszę przeczytać tę książkę, bo nie jesteś pierwszą blogerką, która poleca tę pozycję 🙂

  • Ivai Q

    Faktycznie śmieciowy problem jest jednym z większych zapewne nie tylko w naszym domu. Choć świadomość w temacie rośnie to często stare nawyki biorą górę i raptem „robi się” pełen kontener. Prosperuje u nas kompostownik i przyznaję jest to fajna sprawa. Nie pamiętam kiedy udało się go zapełnić, bo ciągle pracuje 🙂 z shopperek korzystam cały czas – wolę wyprać taką torbę niż przynosić multum siateczek. W łazience również królują oleje i inne naturalne mazidła 🙂 to akurat w dużej mierze dzięki blogom Klaudyny Hebdy i Ewy Kozioł. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy byłam na zakupach stricte drogeryjnych!
    Jednym z dokumentów, który daje do myślenia w kwestii konsumpcjonizmu, a przez to powstających śmieci jest niewątpliwie „Spisek żarówkowy”. Polecam.

  • Przeczytałam Twój wpis po zapakowaniu plastiku w reklamówkę foliową z supermarketu (z jednej strony super, też nie kupuję worków na śmieci a z drugiej strony załamka bo przez 2 dni narosła mi pełna reklamówa plastikowych odpadów). Prawda jest taka, że przynajmniej na razie, nie ma opcji na zero waste w Polsce; moim celem jest less waste, czyli robienie tego co się da na obecne warunki. W miejscu gdzie mieszkam moje zwyczaje tzn. recykling i ograniczanie ilości wyrzucanych rzeczy nadal spotykają się ze stwierdzeniem „Nie mam na to czasu” lub „Nie mam miejsca na tyle koszy”. Sama szukam alternatywy dla 4 koszy zajmujących całą narożną szafkę w mojej niewielkiej kuchni. Jedyny pomysł na jaki wpadłam to wyrzucanie śmieci codziennie lub nawet przy każdym wyjściu, wtedy wystarczy kosz na bio odpady oraz drugi na recykling, który segreguję już bezpośrednio przy pojemnikach na dworzu. Książka bardzo mnie zainteresowałą, oprócz bullet booka muszę się przyjrzeć również tej pozycji. Ach Niebałaganko, trafiłaś w mój czuły punkt, mogłabym mieszkać w bibliotece 🙂

    • Mam jeszcze kilka książek w zanadrzu, bo ostatnio szaleję z tym czytaniem! 😀

      Ja natomiast chciałabym mieć właśnie 4 kosze na śmieci. Jeden mały powoduje, że śmieci wyrzucamy codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie. A główne gabaryty to plastiki z jedzenia 🙁

      • Rozumiem… a ja dążę do odwrotności 🙂 Ale to dlatego że w moich szafkach kuchennych słabo mieszczą mi się rzeczy, mam mało miejsca do przechowywania bo tutaj kosze, tam piekarnik i zmywarka… Ale to chyba tylko kolejny powód żeby oprócz zero waste pracować jeszcze nad minimalizmem 😉

        • Ja mam tylko trzy pojedyncze, zamknięte szafki w kuchni z czego jedna przeznaczona jest na kosz na śmieci 😉 Jedna na garnki, druga na produkty sypki. Sama siebie podziwiam, że się tam mieścimy 🙂

      • a ja mam 6 – szkło, opakowania, organiczne, papier, ogólne i … kapsułki Nesspresso . odkąd przeprowadziliśmy się do Hiszpanii 7 lat temu. Tutaj jest to proste bo osobne kontenery na odpady są dosłownie co krok i już ni wyobrażam sobie inaczej .

  • Aniu, napiszesz coś więcej o tym czarnym mydle syberyjskim? Bardzo mnie ono zaintrygowało. Jeśli był na ten temat wpis na blogu, który przegapiłam, odeślij mnie proszę do niego 🙂
    Co do śmieci – to faktycznie jeden z większych problemów naszych czasów. Ja sama od kilku dobrych lat chodzę na zakupy z torbami eko i z plecakiem. Ten nawyk wprowadziłam w swoim domu i zaszczepiłam go mojej siostrze. Staram się nie wkładać warzyw i owoców do dodatkowych plastikowych siatek, bo przecież za chwilę i tak zostaną one wyrzucone do śmieci. Za takie zachowanie zwrócono mi ostatnio uwagę w sklepie, że dlaczego pomarańcze (a było ich 3) nie są w siatce. Tak samo z produktami, o których piszesz – rukola, szpinak czy jarmuż są w plastikowych workach i z tym raczej nic nie zrobimy.
    Niestety, świadomość w Polsce jest coraz większa, ale mimo wszystko – nadal kuleje. Widzę to po mojej mamie, która nawet na jedną marchewkę musi mieć osobny plastikowy worek i nic nie jest w stanie jej przekonać, że takie zachowanie jest złe. Miejmy nadzieję, że my i przyszłe pokolenia będą coraż bardziej uważne w tym temacie.
    A książkę muszę przeczytać przy najbliższej okazji. Może uda mi się przemycić kolejne pomysły na zmniejszenie odpadów w domu.

  • A skąd jest ta wspaniała torba „Jestem Zero Waste”? 🙂

  • Justyna

    Zaintrygowało mnie czarne mydło, chętnie poczytam więcej. Kubeczek menstruacyjny mnie odstrasza, jakoś chyba się go boje 😉 czy on zdaje egzamin na basenie? Co do maszynek jednorazowych, to ja w tym roku zdecydowałam się na depilacje laserowa. Mam nadzieje, ze efekt będzie zadowalający i zapomnę o wszelkich maszynkach, piankach i żelach do golenia 😉

    • Ja na basenie nie używałam, ale podobno zdaje egzamin. A depilację laserową mam w planach 🙂

    • Kubeczek jak najbardziej nadaje się na basen. Używam go od początku tego roku i nie mam zamiaru wracać do podpasek i tamponów, choćby mi za to płacili.

  • Ja robię podstawowe rzeczy i czuję się ukontentowana;) Przyklad: rano pieczywo biorę luzem do mojego retro wiklinowego koszyka na zakupy, a jak na przykład pada to proszę tylko o wrzucenie wszystkiego luzem do papierowej torebki (w tej piekarni pakują wszystko do oddzielnych papierowych torebek, a to wszystko później do 1-2 foliówek.

    Inny przykład: unikam brania niepotrzebnych opakowań, jak już coś się trafi wykorzystuję to jako worek na śmieci, zakupy na bazarku w miarę możliwości pakuję luzem do torby.

    Staram się segregować odpady.

    Zawsze to coś!

    • Dokładnie! Nawet mały krok ma znaczenie! 🙂

  • Właśnie wczoraj myślałam o kwestii tworzenia śmieci, będąc zmuszoną do zakupu plastikowego opakowania na niewiele odpadów. Niestety, inaczej tego mi nie przyjmą, a oddać do utylizacji muszę i jeszcze mnie z tego rozliczają, ale… Chodzi o to, że to boli. Myślę, że można by to inaczej rozważać, aby zminimalizować ilość śmieci, ale to już nie ode mnie zależy.

  • Elka

    Temat bardzo bliski mojej duszy 🙂 Zero waste to raczej marzenie, ale gdzie mogę ograniczam. Do listy powyżej dodałabym jeszcze wielorazowe „waciki” do zmywania makijażu. Jednorazowych używam tylko do lakieru do paznokci, nie znalazłam też zamiennika do patyczków do uszu (są na plastikowym patyczku… nie mogę znaleźć bambusowych). U mnie mydło syberyjskie się totalnie nie sprawdziło, za to szampony w kostce już tak. Najłatwiej było mi ograniczyć śmieci kosmetyczno – chemiczne, a najtrudniej opakowania po jedzeniu – tu jest koszmar, kupienie nawet warzy bez siatek plastikowych to wyprawa do innego niż domyślny sklepu. Podobnie mięso, do każdego kawałka tacka. Oraz ograniczenie jedzenia na wynos – za każdym razem pół kosza odpadków plastikowych.

    • Jedzenie na wynos, to masakra, jeśli chodzi o odpadki. A ostatnio najczęściej trafiam na niesmaczne, więc dwa powody by nie zamawiać!

  • Anna Azoko

    O zero waste czytałam już jakiś czas temu i bardzo otworzył mi oczy, próbowałam ograniczyć ilość śmieci, ilość chemii gospodarczej, kosmetyków, segregowanie śmieci itd. I o ile coś mi się tam udawało, za każdym razem moje eko zapędy torpeduje teściowa i mąż – ona kupuje to co ja ograniczam, więc jak mamy jeden żel pod prysznic, to ona kupuje dwa dodatkowe i szampon na wszelki wypadek. Jak proszę o segregowanie śmieci to albo wszystko ląduje w koszu na ogólne odpadki albo wszystko w tym na plastik, szkło i papier. Jak się złoszczę to kupuje ukradkiem i chowa przede mną… i tak w kółko. Mąż segreguje TYLKO jeśli dostanie torbę gotową do wyrzucenia, jeśli trzeba segregować przy koszu to wyrzuci wszystko do jednego wspólnego.. ręce opadają. A tu dzieci trzeba uczyć od małego żeby przez naśladowanie dorosłych miały dobre nawyki…ech. Już mi się nie chce strzępić języka z nimi, bo przecież „o co się złoszczę”, ” z pierdoły problem robię”. Działam na tyle na ile mogę.

    • Pomyśl sobie, że Ty jesteś zawsze to jedną osobą więcej, która dba. A im więcej będzie nas, takich pojedynczych ludzików, tym większa grupa urośnie i efekty też będą większe 🙂

    • Nina

      Mój mąż potrawił moją z bólem wysegregowaną torbę z plastikiem wrzucić do pojemnika na odpady zmieszane, Dopiero zorganizowanie koszy na śmieci tak, że wysiłek wrzucenia do plastiku jak i do zmieszanych był taki sam coś zmienił, ale nie mogę mówić o pełnym sukcesie.

  • Mery

    Bardzo wartosciowy tekst. Ilość śmieci, jaką generujemy każdego dnia jest przerażająca, dlatego dobrze, że coraz więcej z nas zaczyna świadomie patrzeć na ten problem. Muszę wypróbować mydło, o którym piszesz 🙂 pozdrowienia! Ps. Sweterek prezentuje się świetnie 🙂

    • Musiałam sweterek wypróbować 😀 Ale coraz bardziej go lubię!

  • Kultidia

    Całkiem niedawno we Wrocławiu powstał sklep w idei zero waste Bez Pudła, może gdyby było więcej takich inicjatyw, to wzrosłaby nasza świadomość?

    • Świadomość, ale i chęć do robienia takich zakupów. Myślę, że dużą barierą może być to, że po prostu trzeba zmienić swoje przyzwyczajenia i zamiast zakupów o dowolnej porze wybrać takie w konkretny dzień i o konkretnej porze, gdzieś dalej od domu. Mam nadzieję, że tego typu sklepów będzie coraz więcej!

  • Ja osobiście nie jestem przekonana do produktów sypkich na wagę – naczytałam się kiedyś tyle o różnych bakteriach, drobnoustrojach i innych rzeczach, które się w nich znajdują, że aż włos się na głowie jeżył. Co więcej – w marketach te makarony na wagę to najtańszy możliwy badziew. DObre makarony kosztują i raczej nikt ich nie sprzedaje na kilogramy… I to jest mój ból.

    Książek jeszcze nie czytałam (przymierzam się, jak przebrnę przez stertę, która czeka na mój wolny czas:)) ale w tym roku i tak wprowadziliśmy dużo zmian , np. :
    – niemal wszystkie paczki, które wysyłałam w tym roku pakowałam albo w kartony, które miałam z przesyłek, które do mnie przychodziły albo w reklamówki z sieciówek, które mi zalegały
    – jeśli zdarzy mi się przynieść do domu reklamówkę ze sklepu, wykorzystujemy ją później jako worek na śmieci
    – nie pijemy już prawie butelkowanej wody (Ł. jeszcze gazowaną)
    – bardzo rzadko marnuję czas, energię i wodę na to, by ugotować obiad tylko na jeden dzień, robię większe porcje
    – wprowadziłam projekt denko i od kilku miesięcy niemal nie kupuję żadnych kosmetyków do pielęgnacji czy sprzątania. Miałam nadmiar produktów do mycia dzieci, więc używaliśmy ich jako mydło do rąk i żel do kąpania dla wszystkich
    – kupiłam termos i aktywnie codziennie z niego korzystam

    Calkiem sporo się tego nazbierało : )

  • Bardzo się cieszę, że już kilka lat temu, nieświadoma jeszcze tego, że istnieje coś takiego jak życie zero waste, zaczęłam zmniejszać ilość odpadów i śmieci produkowanych w naszym domu. Zaczęło się oczywiście od wielorazowych toreb na zakupy i kupnie dzbanka na wodę. W międzyczasie niemal wszystkie kosmetyki w mojej łazience zmieniły opakowania na szklane i pochodzące z recyklingu. Zaczęłam sprzedawać ubrania, albo oddawać je znajomym lub potrzebującym. Prawie nie kupuję gazet. Rodzina śniadania do pracy i szkoły zabiera w plastikowych lunchboxach. Mamy wielorazowe butelki na wodę i kubki na kawę. Staram się gotować tak, żeby nie marnować żywności. Sama piekę chleb. Problemem są jednak zakupy, bo prawie wszystko jest pakowane w plastik – banany i ziemniaki są w folii, marchew, brokuł, kalafior, ogórek, cukinia, papryka, sałaty, nawet seler też są zafoliowane. Dlatego bycie zero waste nie do końca jest u mnie możliwe, chociaż staram się, żeby ta idea była w moim domu pielęgnowana.

    • Ja mam nadzieję, że takich miejsc, gdzie będziemy mogli kupować bez folii będzie coraz więcej. Nie kosztem naszej wygody czy niejedzenia pewnych produktów, tylko dlatego że będzie taka możliwość 🙂

  • Zacisze Lenki

    Swego czasu był u nas sklep, w którym można było kupić płynne środki czystości, żele i płyny do kąpieli luzem, wystarczyło przyjść z butelką. Można było wielokrotnie kupować w to samo opakowanie. To było by jakieś rozwiązanie.

  • martyna

    Mieszkam w Holandii i tutaj tez nie ma mozliwosci aby zrezygnowac w 100% z plastiku. Jednak ludzie przykladaja wieksza wage do sortowania smieci. Kazde gospodarstwo domowe w mojej gminie ma 2 oddzielne kosze na smieci, ktore tez sa podzielone na pol. W dzien w kotry przyjezdza smieciarka po ulicach chodza kontrolerzy z gminy i zagladaja do smietnikow, kontrolujac czy smieci sa posortowane poprawinie. Jesli nie to otrzezenie + ulotka jak to robic. Za drugim razem juz mandacik (a tu juz boli bo ok.100-200 euro mozna zaplacic za swoje lenistwo).

  • Ania Jankowska

    Aniu – kubeczek menstruacyjny jest rewelacyjny. Niestety 2 leżą w szafce – bo dopiero przy 3 udało mi się idealnie dobrać rozmiar. Nadal niezbędne są u mnie wkładki higieniczne ze względu na obfite miesiączki. Ale – gdy już się „załapie obsługę” – to jest na prawdę mega wygodnie.

    • Początkowy stres miałam z wyjęciem i trochę przeciekał, może to faktycznie kwestia rozmiaru? Zobaczymy, bo czuję wewnętrznie, że to będzie dla mnie świetne rozwiązanie 🙂

      • Aniu, a zdradzisz jaki kupiłaś?

        • Mam masmi 🙂

          • Rozmiar? 😉 Jest miękki czy twardy? Ja mam Lady Cup L (2 porody za sobą) i rozmiar jest w porządku. Choć wiadomo, wszystkie jesteśmy różne. Duże znaczenie ma też sposób aplikacji – trzeba się upewnić, że kubeczek się zassał, wtedy nie będzie przeciekać.

          • Rozmiar L, wyboru twardości w tej marce nie było. Raczej bym powiedziała że średni, ani bardzo twardy ani bardzo miękki. Będę kombinować, bo gdy nie mogłam go wyjąć to się bardzo zestresowałam 😉

  • Aniu, cieszę się, że moja książka zainspirowała Cię do przemyśleń i konkretnych działań. Widzę, że nieźle Ci idzie, jestem pod wrażeniem. Czarne mydło syberyjskie sprawdza Ci się do włosów? Świetnie! A stosujesz jeszcze odżywkę albo płukankę octową? Całusy z Poznania!

    • Odżywkę, ale chyba po tym jak ją skończę przerzucę się na płukankę octową, bo dobrze na mnie działała i na wodę różaną 🙂

  • Anna Motyl

    Aniu, jakich maszynek wielorazowych używasz, szukam właśnie czegoś takiego? 🙂

    • Kupiłam w Rossmannie, w męskiem szafie 🙂

  • Kamaska

    Ja zero waste być nie potrafię, ale od zawsze staram się ograniczać ilość foliowych reklamówek i woreczków i nie brać ich jak nie trzeba, albo używać je wielorazowo, a jeśli już wyrzucam jakiś woreczek czy pojemnik to jest mi bardzo nieswojo i mam świadomość że to tylko i wyłącznie produkcja śmieci 🙁 worków na śmieci też nie kupuję, zawsze reklamówki ą moimi workami na śmieci, worek po papierze toaletowym idealnie pełni rolę worka na śmieci łazienkowe, a woreczki małe jeśli już mam to zużywam na sprzątanie po psie, to może mało ekologiczne, ale wszystko pełni swoją rolę. A dzięki Twojemu wpisowi już wiem o co poproszę pod choinkę – te książki będą idealnym prezentem dla mnie 🙂

Close