Jak wiele wspólnego mam z Dominique Loreau? Recenzja „Sztuki sprzątania”

807px sztuka sprzątania recenzja

O “Sztuce sprzątania” Dominique Loreau przeczytałam pierwszy raz u Mari, później u Magdy i czytając ich recenzje wiedziałam, że muszę sama sprawdzić jak wiele wspólnego mam autorką, bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że bardzo wiele.

image

Ale gdy zaczęłam czytać…

To tylko moja zapowiedź recenzji na blogu przymusiła mnie bym ją przeczytała do końca. Dobrze wiecie, że nie trzeba mnie przekonywać do sprzątania, że lubię porządek i widzę jak bardzo dom pokazuje mój stan, spokój i odnalezioną rutynę. Czasem przeorganizowanie jednej półki jest dla mnie “terapią”, która pozwala przemyśleć i rozwiązać nurtujące mnie dylematy. I co do tego z autorką książki jesteśmy zgodne. Obie widzimy sprzątanie jako element szczęśliwego życia.

image

Jednak gdy czytam, że wynajmując pomoc domową oddaję obcej kobiecie swoją kobiecość, to mam szeroko otwarte oczy ze zdumienia i myślę sobie, że pani Loreau żyje oderwana od rzeczywistości. Kiedy widzę powołane przysłowie tureckie “sprzątanie wieczorem przynosi nieszczęście”, to mam wrażenie, że nakłania się mnie do wiary w zabobony. I choć sama lubię sprzątać rano, to jeśli ktoś lubi sprzątać wieczorem, nie będę go na siłę nakłaniać do zmian i przyjęcia mojej “jedynej” prawdy.

Książka jest pełna sprzeczności. Z jednej strony jesteśmy przekonywani, że największą krzywdę wyrządził nam postęp, bo przez to musimy używać przeróżnych środków czystości, a z drugiej czytamy zachwyty nad tworem nowoczesności – ściereczką z mikrofibry. Autorka przekonuje nas, że wystarczy jedna szmata by wyczyścić cały dom, a później radzi by do każdego pomieszczenia kupić ścierkę w innym kolorze i najlepiej podpisać nazwą pomieszczenia. Zastanawiam się po co, skoro każda ma być w innym kolorze.

Na każdym kroku odczuwa się, że sprzątanie jest jak największa wartość, do której musimy podchodzić tak jak do najważniejszego nabożeństwa. Myślę, że nie będzie przesadzone gdy uznam ją za fanatyczkę, do której jest mi dosyć daleko.

image

Bo o ile zgadzamy się do ogólnego celu sprzątania, to środki jego osiągnięcia i przypisywane im znaczenie zupełnie nas różnią. Ja nie chcę poświęcać sprzątaniu więcej czasu niż to konieczne, staram się je przyśpieszyć jak tylko mogę, natomiast autorka pisze: „Poświęć należyty czas na posprzątanie i uporządkowanie swojego domu. Są to gesty i chwile, które nadają sens naszemu życiu”. Cytuje Mistrza zen Deogen “Obchodź się z garnkiem tak, jakby chodziło o ciebie samego… Traktuj wszystkie naczynia tak, jakby były twoimi własnymi oczami”. Sugeruje by przywiązywać się do rzeczy, bo one nas określają oraz umiłować koncepcję estetyki zen wabi-sabi, która opiera się na umiłowaniu wszystkiego co stare, spatynowane i podniszczone.

Zupełnie to do mnie nie przemawia, przez większą część lektury miałam wrażenie, że autorka przesadza. Zwyczajnie przegina podnosząc sprzątanie do rangi świętości. Jak we wszystkim, także w tym przypadku, trzeba zachować zdrowy rozsądek. Życie w bałaganie jest złe, ale celebrowanie każdej sekundy sprzątania przez powolne i dokładne ruchy, też nie jest dobre.

Na plus…

W książce znajdziemy omówienie i zastosowanie naturalnych środków czystości. I tu nie mam się do czego przyczepić, choć ja zbyt wiele nowego się nie dowiedziałam. Również “po mojemu” jest część o nawykach, które usprawnią sprzątania, tak by było szybko i dokładnie. Tak, to kolejna sprzeczność. Na początku czytamy, by nigdzie się nie śpieszyć, żyć prosto i powoli, a dalej znajdujemy rady jak sprzątać szybko.

Na pewno podejście przedstawione w “Sztuce sprzątania” jest interesujące, ale myślę, że nieadekwatne do czasów i miejsca, w którym żyjemy, a do zaprezentowanych przekonań trzeba podejść ze sporym dystansem. Nie sądzę bym sięgnęła po inne pozycje tej autorki, bo po kilku recenzjach “Sztuki prostoty” i swoich odczuciach, wiem czego mogę się spodziewać. A szkoda, bo zabierałam się za czytanie z bardzo pozytywnym nastawieniem.

A Wy czytaliście którąś z książek Dominique Loreau? Jakie są Wasze wrażenia?

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Czytałam „Sztukę porządkowania” i „Sztukę sprzątania”, teraz jestem w trakcie „Sztuki planowania”.
    Do wszystkich musiałam zastosować mocny filtr ideologiczny, zwłaszcza przy tej drugiej – odniosłam wrażenie, że owa książka jest wykładnią ideologii zen (a przynajmniej jej części). Jednak po odfiltrowaniu zostało mi z nich trochę dobrego, tzn.:
    „Sztuka porządkowania” – skłoniła mnie do uporządkowania szafy (pozbyłam się większości ubrań! ekstra:)), a także do upraszczania swojego otoczenia i patrzenia redukcyjnego („co by tu jeszcze wywalić”). Chociaż odrzuciłam jej metodę (wygonić rodzinę na parę dni i zrobić generalne porządki), to zadziałała na mnie motywująco i inspirująco.

    „Sztuka sprzątania” – odkrywczo podziałała na mnie wizja sprzątania za pomocą samej wody i ściereczki 😉 przy okazji zainspirowała mnie na nowo do ustalenia harmonogramu i regularnego sprzątania (chociaż wprowadzam to stopniowo); interesujący rozdział z poradami praktycznymi; zabawny fragment o czyszczeniu ubikacji i maksyma „czysta ubikacja świadczy o zacności gospodarza” – prawda, że motywuje? 😀
    * co do sprzeczności zgodzę się z Tobą, Aniu – też to zauważyłam, zwłaszcza kiedy pisze o minimalizmie i porządku, a potem radzi do każdej czynności mieć osobną pierdółkę 😉

    „Sztuka planowania” – spodobał mi się pomysł zapisywania różnych rzeczy praktycznych, ale też sentymentalnych (wspomnienia, marzenia itp.) – faktycznie daje poczucie większego uporządkowania i spokoju np. lista pomysłów na prezenty.

    Ogólnie mogę polecić, bo z każdej da się coś wyciągnąć dla siebie.

Close