Wyzwanie zaplanować gotowanie – moje refleksje o planowaniu posiłków

SONY DSC

Mój największy “domowy problem” to gotowanie. Specjalnie nie pałam do niego miłością, a potem jeszcze to nieszczęsne zmywanie. Ale o ile sam proces twórczy jest już dla mnie naturalny i pojawią momenty, kiedy myślę “lubię to”, to wymyślenie “co na obiad?” zyskało miano najbardziej niechcianego zdania w 2013 roku. Tak, teraz to zmieniam, a rozwiązanie okazało się prostsze niż myślałam 🙂

Na początek:

Jeśli planujesz posiłki z wyprzedzeniem, zawsze wiesz co na obiad, lubisz gotować i przygotowywać dania dłużej niż 30 minut, to prawdopodobnie nie znajdziesz w tym poście nic odkrywczego. To ja powinnam uczyć się od Ciebie!

Jeśli jesteś początkującą panią domu i ogarnięcie obiadów na cały tydzień jest dla Ciebie wyzwaniem, a nie chcesz ciągle przywozić słoików od mamy albo stołować się na mieście, to przybij piątkę i czytaj dalej 🙂

Moja kulinarna diagnoza, czyli co i jak lubię gotować

Zdefiniowanie problemu jest kluczem do jego rozwiązania. Już wiem, że zaplanowanie obiadowego menu, to dla mnie problem, który odbiera mi przyjemność z gotowania, ale żebym mogła go rozwiązać musiałam ustalić, że:

  • moją ulubioną kuchnią jest kuchnia włoska, może mało oryginalnie, ale dla mnie to gwarancja dobrego smaku i optymalnej ilości czasu spędzonej na gotowaniu
  • bardzo lubię zupy, ale przy obiadach muszę uwzględnić też męskie podniebienie
  • ma być szybko i prosto ze składników łatwo dostępnych
  • i jeszcze powinno zostać mało zmywania
  • nie mogę używać piekarnika, bo upieczenie w nim czegokolwiek skończy się przypaleniem od spodu i surowizną od góry. Nadaje się tylko do pizzy na tortilli.
  • planowanie obiadów na cały tydzień u nas się nie sprawdza. Tylko następnego dnia trzymaliśmy się planu, a później plany się zmieniały i obiady też były inne, bo np. nie było wystarczającej ilości czasu, by przygotować zaplanowane danie
  • musimy mieć zapasy, z których zawsze da się przygotować obiad (dzisiaj idealnie z logistyką zakupową w tym temacie wstrzeliła się Agnieszka)
  • gotowanie porcji na dwa dni też nam nie wychodzi
  • czasem lubię być słoikiem i przywieźć coś od mamy czy przyszłej teściowej 🙂

image

Moje dotychczasowe błędy:

Trochę czasu zajęło mi uświadomienie sobie, co robię źle, a to było przyczyną mojego “nie lubię gotować”.

  • wpisywanie do przepiśników przepisów, których nigdy nie wypróbowałam, a które chciałabym wypróbować. Skutkowało to tym, że obiady, które umiem zrobić miałam w głowie, a nie w zeszycie, więc z niego nie korzystałam. Przypomnienie sobie z głowy “jak to było” i “co ja w ogóle mogę ugotować” zabierało mi całą chęć do gotowania i wiązało się ze stresem.
  • chciałam ugotować jak najszybciej, więc najbardziej lubiłam duży ogień, przez co musiałam cały czas pilnować garów. Już wiem, że im dłużej się pichci na małym gazie tym lepiej smakuje, a ja nie muszę ciągle stać w kuchni.
  • gotowanie było dla mnie stresujące, bo nie miałam jasnego planu na jego przebieg. Wkradał się chaos, a ja nie wiedziałam, co mam teraz zrobić i często robiłam nie w tej kolejności co powinnam, a jak sobie to uświadomiłam to się denerwowałam. Postępowałam zupełnie inaczej niż podczas sprzątania, aż w końcu dotarło do mnie, że niektóre zasady są uniwersalne 😀

image

Co zrobiłam by nie pytać więcej z rozżaleniem “co na obiad”?

  • spisałam wszystkie dania, które umiemy zrobić – zwyczajna lista, spis z podziałem na zupy i nie zupy. Warunek był jeden – tylko przepisy wpróbowane, które nam smakują i które bez problemu przygotujemy. To był największy przełom!
  • zrobiłam nowy piękniejszy scrapbookowy przepiśnik, w którym mam spis potraw i przepisy tylko na sprawdzone dania.
  • w zakładkach utworzyłam folder “pomysły na obiad”, gdzie dodaję wszystkie przepisy podpatrzone na blogach, które chciałabym zrobić w najbliższym czasie. Zwykle są to szybkie i proste dania, które potencjalnie mogą nam smakować, czyli zawierają składniki, które lubimy. I co najważniejsze, zaczęliśmy je przygotowywać. Dopiero gdy nam zasmakuje przepis wpisuję do przepiśnika.

image

Co z planowaniem i zakupami raz w tygodniu?

  • część zakupów robimy raz w tygodniu i wtedy uzupełniamy produkty potrzebne do naszych domowych zapasów, które stanowią bazę obiadową.
  • mniej więcej ustalamy dania, które chcielibyśmy zjeść w danym tygodniu, ale gotujemy z tego, co akurat mamy w lodówce, a decyzja zapada zwykle dzień wcześniej. Jemy to na co akurat mamy ochotę. Nie robię szczegółowych planów czy rozpisek. Wystarczy, że porównam zawartość półek i lodówki ze spisem potraw.

Mój problem w zasadzie został rozwiązany, pytanie “co na obiad” pada w pozytywnym kontekście, a ja nawet trochę polubiłam gotowanie. Jeden punkt z listy planów na ten rok zrealizowałam i w kolejnych miesiącach mam zamiar go udoskonalać.

A jak to jest u Was? Zgaduję, że wśród Was więcej jest miłośniczek gotowania niż sprzątania, więc liczę na Wasze rady, sugestie i przepisy na proste, szybkie i smaczne dania.

A w sekrecie Wam powiem, że i tak najbardziej lubię te dni, gdy gotuje Narzeczony 😉

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close