Co mi daje planowanie?

co-daje-planowanie

Jedni bez planowania nie wyobrażają sobie życia, inni uważają je za stratę czasu i ograniczenie spontaniczności. Ja zaliczam się do tych pierwszych, ale tak naprawdę dopiero ostatni rok zaowocował tym, że zaczęłam planować praktycznie każdą część mojego życia. Właśnie dlatego ostatnio zastanawiałam się, czy z tego mojego planowania płyną realne korzyści. Zwłaszcza, że czasem słyszę zarzuty „a gdzie ta spontaniczność” albo „bo Ty lubisz mieć wszystko zaplanowane” (więc pewnie nie mam ochoty na nieplanowaną kawę). A to właśnie w ciągu ostatniego roku miałam najwięcej czasu na niezaplanowane wyjścia i jednocześnie zrealizowałam najwięcej celów, które postawiłam przed sobą na początku roku i w jego trakcie. I choć czasem to moje planowanie dotyczy banalnych rzeczy, to wolę zgodnie z planem czytać książkę czy nadrabiać odcinki ulubionego serialu, niż ciągle nie mieć na to czasu.

Co mi daje planowanie?

1. Kalendarz i listy zadań pamiętają za mnie

Dzięki temu moja głowa jest wolna od różnych drobnych rzeczy, które chciałabym zrobić i o których trzeba pamiętać. Nie budzę się w nocy z myślą „muszę zrobić, to, to i jeszcze to” a rano i tak o niczym nie pamiętam. To, że od razu zapisuję zadania mniej i bardziej poważne, daje mi bezcenny spokój. A ja mogę się skupić na tym, co ważne, czyli na czerpaniu z życia pełnymi garściami. Zapisanie przyjemności i rzeczy, które chcę zrobić dla siebie powoduje, że nie odkładam ich ciągle na później. Nie skupiam się tylko na tym co muszę zrobić, ale też na tym, co chciałabym zrobić.

2. Konsekwentnie realizuję zadania, cele, marzenia i zachcianki

Posiadanie planu daje mi motywację do konsekwentnego realizowania tego, co sobie założyłam. Ostatnio wszystko się przesuwa w czasie i nie idzie tak jakbym sobie tego życzyła, ale patrząc na mój plan i szczegółowe listy zadań, dostaję kopa, by zrobić choć jedną małą rzecz, która przybliży mnie do obranego celu. Nie jest ważne, kiedy go zrealizuję, ważne że robię cokolwiek by się do tego celu zbliżyć.

Nawet jeśli moja realizacja planów przeciąga się w czasie, to i tak w ostatnich miesiącach zrealizowałam więcej niż w ostatnich latach. Do tego mogę obserwować swoje postępy zaglądając w kalendarz. W końcu nic tak dobrze nie nastraja do działania jak obraz tego, co już zrobiłam i odhaczone kolejne marzenia.

3. Regularność i systematyczność

Dzięki planowaniu wielu różnych dziedzin stałam się bardziej systematyczna. Planowanie posiłków sprawiło, że regularnie próbuję nowych przepisów czy mam czas, by zrobić w domu zdrową przekąskę na najbliższe dni. Znaczenie też poprawiła się moja systematyczność w pielęgnacji, a to ma wpływ na moje zdrowie i samopoczucie.

4. Znajduję czas na wszystko

Im więcej planuję, tym szybciej realizuję moje plany, a dzięki temu mam więcej czasu na spontaniczność, nieplanowane wyjazdy, wyjścia czy błogie lenistwo. Mogę sobie na nie pozwolić, bo dzięki temu, że wiem, co mam do zrobienia, przesunięcie planów nic nie rujnuje. Nawet choroba mnie tak bardzo nie ogranicza, bo wiem co muszę zrobić, gdy poczuję się lepiej i z łatwością mogę ustalić, co jest priorytetem, a co może zaczekać. Zastanawiałam się, dlaczego realizując więcej mam poczucie, że mam więcej czasu – skoro 10 minut planowania to zaoszczędzona godzina, to chyba wszystko powinno być jasne :).

5. Ratunek i wrócenie na dobre tory w trudnych sytuacjach

Planowanie ma też wielką zaletę, którą odczuwam w trudnych życiowych sytuacjach. Kiedy świat się wali i nie wiadomo co będzie, to ten zaplanowany szkielet jest punktem odniesienia, który pozwala wrócić na dobre tory. Zająć myśli codziennymi sprawami i ich odhaczaniem. Choć i wykonanie nie cieszy tak jak zwykle, to pozwala odnaleźć równowagę. Zazwyczaj skupiam się wtedy na planach obowiązkowych, które trzeba załatwić, ale to, że mam się do czego odnieść pozwala nabrać dystansu i zająć działaniem złe myśli.

 

Oczywiście bywa, że plan się sypie, a czasem celowo nie planuję nic na najbliższe dni. Taki zaplanowany detox pozwala mi wrócić do działania z ogromną motywacją. Kontrolowany jest bardzo potrzebny :). Najważniejsze w planowaniu, to nie bać się zmiany planów. Czy to wynikającej z sytuacji losowej, na którą nie mamy wpływu czy z naszych świadomych decyzji. Tylko wtedy planowanie może nam dobrze służyć. A przede wszystkim o to chodzi, by plan pomagał nam realizować cele, marzenia czy zwyczajne codzienne zachcianki.


Szukasz kalendarza idealnego?
Balancy.calendar jest dla Ciebie!

baner-balancy-kup-teraz-ania


A jak jest u Was? Planujecie, odczuwać pozytywne skutki planowania czy jednak myślicie, że jest zbyt ograniczające? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania!

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Anna Jach

    Ja dawno dawno temu (jeszcze w czasach gimnazjalno-licealnych) miałam nawyk bardzo konkretnego i drobiazgowego planowania, co znacznie ułatwiało mi życie 🙂 Niestety po rozpoczęciu studiów jakoś zarzuciłam planowanie, a już w ostatnim roku to w ogóle nie ogarniałam swojego życia. Ale trafiłam na niebałagankowy blog i powoli wracam na dobre tory 🙂 I choć póki co udaje mi się zrealizować max. 70% dziennych planów, to mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej 🙂

    • <3 70% to i tak bardzo dużo! Ja miałam takie okresy, że nie realizowałam nawet połowy. Ale zaczęłam rozsądniej planować i teraz już wiem jak to robić, by planowanie mnie nie ograniczało tylko pomagało w codziennym życiu 🙂

  • Jane599

    Ja się cały czas bronię przed skrupulatnym planowaniem, bo wtedy będę cały czas na pełnych obrotach, a tak mogę sobie posiedzieć z książką, pooglądać serial, ogólnie błogie lenistwo 🙂

    • A widzisz, u mnie dzięki planowaniu to jest tak, że na pełnych obrotach jestem kilka godzin dziennie (choć to zależy od dnia ze względu na specyfikę pracy), a później nic mnie nie goni. Zresztą nawet realizując te plany często też nie muszę być na pełnych obrotach, bo jakieś zadanie rozkładam na części i mogę je wykonywać wolniej, a bez planu zostawiłabym pewnie na ostatnią chwilę i robiła na spince 🙂

      • Daria

        Do planowania miałam kilka podejść. Na ogół po kilku dniach się poddawałam. Chyba wynikało to z faktu, że planowałam nierozsądnie i zawsze na koniec dnia okazywało się, że połowy rzeczy nie zdążyłam zrobić. Przygnębiało mnie to, więc porzucałam planowanie. Obecnie, już od dwóch miesięcy, planuję codziennie. Podchodzę do tego bardziej z głową i jestem o wiele bardziej zadowolona z życia. Bez tworzenia list, potrafiłam siedzieć przy pracy od 10.00 rano do 2 w nocy, a tak naprawdę w tym czasie przepracować jakieś 6 godzin. Reszta czasu to godziny zmarnowane na zastanawianie się co dalej i różnego rodzaju rozpraszacze. Teraz, dzięki tworzeniu list, mam większą motywację do działania. Zadania wykonuję szybciej bo jestem na nich bardziej skupiona. Dzięki temu wieczorem zawsze mam czas dla siebie! Coś o czym jeszcze dwa miesiące temu mogłam pomarzyć. Dzięki planowaniu zawsze znajdę czas przed snem na czytanie książki, obejrzenie filmu czy domowe spa. Bez planowania dzień jest po prostu taki rozlazły 😉 Człowiek ma wrażenie, że nic nie zrobił, a cały czas czuje się zmęczony. Teraz mam mój organizer w którym widzę czarno na białym ile rzeczy danego dnia zrobiłam 🙂

  • mutrynki.pl

    Ja odkryłam planowanie, nie dalej niż miesiąc temu (aż głupio się przyznawać) ;), ale od tamtej pory nie wyobrażam sobie mojego dnia bez planu :D. Przepadłam w kalendarzu, czuję się z tym świetnie. Mój dzień jest jakby pełniejszy 🙂

  • Ewa J.

    z powodzeniem planuję wiele rzeczy od liceum, mam stos zapisanych kalendarzy, i prawdę mówiąc – bez kalendarza w torebce czy plecaku czuję się jak bez ręki! „To spotkanie miało być w poniedziałek czy wtorek?”, „spotkanie z komisją będzie o 13 czy 13.30..?” – takie coś sprawia że tracę wypracowaną pewność siebie i nieraz tracę niepotrzebnie czas, czekając na spotkanie które jednak będzie następnego dnia 😉
    Do proponowanego przez Ciebie planowania pielęgnacji czy posiłków nie mogłam się przekonać, aż wczoraj przyszedł przełom 😀 posiłki będą planowane na 3-4 dni, dostosowując się do zajęć na uczelni i ogólnych planów, a plan pielęgnacji chyba ordynarnie ‚zerżnę’ od Ciebie (jeśli pozwolisz!) – przy tym mam pytanie: czym wykonujesz peeling skóry głowy, bo jakoś nie mogę trafić w swój ideał 😉
    pozdrawiam 🙂

    • Oczywiście, że pozwalam 🙂 Mam nadzieję, że się sprawdzi! Peeling skóry głowy najczęściej robię z cukru (mieszam go z szamponem) albo z fusów kawy (to rzadziej). Teraz mam jeszcze w planach kupić specjalny peeling enzymatyczny właśnie do skóry głowy, bo czytałam, że sprawdzają się dużo lepiej.

  • Ten moment tuż przed zaśnięciem, kiedy przypominam sobie coś pilnego, a niezapisanego… Okropność. A nie zawsze mam siłę wstać i zapisać. Mogłabyś opisać w praktyce, jak planujesz? Co do minuty, czy jak? Bo mnie takie ścisłę bloki czasowe natychmiast się rozłażą.

  • Zauważyłam, że gdy mam do zrobienia coś stresującego i wpisuję tp do kalendarza to poziom stresu nie spada. A gdy tego nie zapisuję to łatwiej mi się za to zabrać. Wpisuję to na listę już po zrealizowaniu i skreślam ?

  • Uwielbiam temat planowania i organizacji. Sama czasem mam z tym problem i nie pilnuje się tego co sobie zaplanuje. ale ciągle pracuje nad tym aby moje metody planowania sprawdzały się u mnie w 100%. Bo planowanie daje naprawdę wiele 🙂

  • Aniu a kiedy będzie można kupić Twój kalendarz zorganizowanej kobiety? Ja i planowanie to jakaś porażka… jakoś nie mogę się przemóc do tego 🙂 Może właśnie Twój kalendarz mi w tym pomoże 😀

    • annalle

      podpinam się pod pytanie – zawsze w tych okolicach roku zaczynam szukać kalendarza, a coś mi intuicja podpowiada, że Twój będzie naprawdę idealny 🙂

    • @disqus_EjmbFHDv4t:disqus @annalle:disqus Robię wszystko by był gotowy na początek grudnia, ale kiedy już myślę, że znalazłam wykonawcę na odpowiednim poziomie, to później srogo się muszę rozczarować. Wierzę jednak, że ten termin jest realny 🙂

  • Naprawdę bardzo doceniłam organizację czasu. Wcześniej zapełniałam kalendarz przez kilka pierwszych miesięcy, a później rzucałam go w kąt. Teraz już wiem, że robiłam to źle, uczę się na własnych błędach i idzie mi dużo lepiej. 😉 Zresztą, kiedy nie planowałam, strasznie przeciągałam i odkładałam pracę, teraz mam o wiele więcej wolnego czasu. 😀 I wcale nie brakuje mi spontaniczności (choć sama nie wiem już, czy jestem tak naprawdę jej fanką :))

  • Ola

    Ja prostu zapisuję zadania w Wunderlist i zabieram się za to, na które mam akurat ochotę. Wcześniej używałam planera Filofax, ale musiałam go wszędzie ze sobą taszczyć i jeśli zapomniałam o zabraniu go z pracy do domu, nie pamiętałam, co miałam do zrobienia. Mam tylko jedną zasadę: nie osadzam zadań w czasie jeśli nie muszę, ale wszystkie zadania „krótkoterminowe” staram się dokończyć do piątku, tak aby weekend mieć całkowicie wolny, a nowy tydzień zaczynać z nowymi zadaniami. 😉

  • simply lifetime

    pokochałam planowanie. nie dlatego, że mogę kontrolować każdą część życia, bo czasami trochę spontaniczności nie zaszkodzi, ale przede wszystkim dlatego, że zyskałam mnóstwo czasu, który dotąd traciłam – odkładałam zadania na potem, zbyt długo zwlekałam z ich realizacją i nie potrafiłam umiejętnie zaplanować dnia. żeby było mi jeszcze przyjemniej kupiłam sobie cudny planer na cały rok i nie wychodzę bez niego z domu 🙂

  • Kiedyś byłam bardzo uporządkowana, wymagał tego ode mnie tryb pracy w korporacji i dziecko w wieku szkolnym. Jednak kolejna ciąża, a potem problemy zdrowotne sprawiły, że jakoś wypadłam z rytmu organizacyjnego. Młoda ma już 2 lata, ja od roku prowadzę swój biznes i strasznie brakuje mi rozplanowania dnia, tygodnia, miesiąca. Czuję potrzebę uporządkowania swojego czasu, by lepiej nim gospodarować, by móc w końcu znaleźć czas dla siebie. Z drugiej strony może trochę boję się stać się niewolnikiem kalendarza (tak jak to było kiedyś)…I dlatego jakoś zebrać się nie mogę…Może poradzisz jak się przełamać? od czego zacząć?
    Będę wdzięczna 🙂

    • Może zacznij od robienia listy to-do na każdy dzień? U mnie wiele lat temu, to właśnie od tego się zaczęło 🙂

      • Dzięki Aniu 🙂 metoda małych kroczków może się sprawdzi, mam taką nadzieję 🙂 to do pisania start

  • Ja tez jestem z grupy osob planujacych. W moim notesie mam zapisane wszystkie pomysly, plany, marzenia. Kalendarz jest zapelniony lista rzeczy do zrobienia, a ja je potem systematycznie odhaczam. Dzieki temu mam spokoj i nie zdarza sie zebym o czyms zapomniala.

  • U mnie planowanie ma się dobrze i spełnia swoje zadanie, dopóki córka nie złapie kolejnej infekcji, przez którą musi zostać w domu. Wtedy wszystko się wali, a ja walę głową w mur 🙂

    • Tak to jest z tym planowaniem.
      Czasami można planować al tu trach…. 🙂

  • W.

    Odkąd pamiętam planuję, zapisuję i przechowuję kalendarze, z oporem przerzucam się na wersję elektroniczną, nie wyobrażam sobie fukcjonowania bez planowania. Odkąd pracuję prowadzę dwa kalendarze, rozważam opcję prowadzenia od najbliższego roku jednego, ale niechętnie póki co podchodzę, bo nie lubię mieć prywatnych spraw wymieszanych z zawodowymi, zwłaszcza, że zawodowe listy to do i wszystko z nimi związane mieszczą się w utartym czasie – 8-17.00 😉

  • Bardzo podoba mi się Twoje podejście do życia. Ja aż tak mocno nie planuję, może już nie czuję takiej potrzeby?
    Trochę bym z Tobą się nie zgodziła, że to co opisujesz to „czyste planowanie”, bo piszesz, że przesuwasz sobie plany do zrealizowania i Ci to w niczym nie przeszkadza.
    Mnie planowanie kojarzy się z tym, że trzeba zrealizować to co się zaplanuje dokładnie w tym czasie, w którym się zaplanowało..
    A bardzo podoba mi się to co piszesz właśnie dlatego, że Ty przesuwasz swoje zadania na czas, kiedy masz może więcej mobilizacji, żeby je zrealizować czy więcj siły, więcej ochoty itp.
    Podoba mi się dlatego, ze nie jest to „sztywne” planowanie i np. ja nazwała bym ten temat bardziej jako wyznaczanie sobie celów (mniejszych i większych celów). 🙂

    • Jeśli chodzi o taką sztywną realizację planów, to miałam taki etap w życiu i prowadził tylko do frustracji. Dlatego uważam, że planowanie musi być elastyczne. Warto sobie ustalić sztywne poranki (np. 8-10) na najważniejsze zadanie w ciągu dnia. Cokolwiek by się później nie zadziało, to ta najważniejsza rzecz jest zrealizowana 🙂

      Ja właśnie tak patrzę na planowanie – jak na wyznaczanie celów na każdy dzień 🙂

      • No i wtedy to się całkowicie mogę zgodzić z Twoim podejściem do planowania 🙂

  • ewelina

    Zawsze kochałam planowanie a z tobą Aniu kocham jeszcze bardziej 🙂 mam prośbę napisz posta o tym jak dokładnie planujesz dzień bardzo by mi się przydał twój przykładowy dzień od wstania do położenia się spać

    • O tym jak planuję dzień pisałam tutaj: http://niebalaganka.pl/jak-zaplanowac-dzien-moj-system-krok-po-kroku/ Natomiast jak on wygląda tak od rana do wieczora, to zależy od dnia, a teraz ze względu na ciążę też się wiele zmieniło. Zawsze stawiałam na 3 duże zadania, teraz stawiam na 1 dużo, bo w końcówce ciąży brakuje mi już energii i dużo rzeczy robię znacznie wolniej. Dostosowuję plan do zmieniającej się sytuacji 🙂

      Ale mam nadzieję, że za kilka miesięcy już będę miała bardziej stały rytm i wtedy taki wpis powstanie 🙂

  • Mnie zawsze bawią wypowiedzi osób twierdzących, że planowanie to strata czasu. Faktycznie planując mam go mniej, jednak poświęcam go wtedy temu, co naprawdę ma dla mnie znaczenie – zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Bez planowania bardzo łatwo zacząć skupiać się na tym co pilne i czego chcą od nas inni. Przeważnie jest to jednak sprzeczne z tym, czego sami byśmy chcieli.
    Druga kwestia – moim zdaniem planowanie jak najbardziej może iść w parze ze spontanicznością. Co więcej może ją podsycać! Gdy nie muszę pamiętać o rachunkach które trzeba opłacić do 10, o poście którego mam publikowanym i w ogóle o jego napisaniu mogę więcej czasu, uwagi i „energii” przeznaczyć na próbowanie czegoś nowego.
    Dawid

  • Monika

    Planuję. Lubię planować. Muszę planować. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez planowania. Bez planu pewnie robiłabym tylko to co niezbędne i to na co mam ochotę, wtedy kiedy mam na to ochotę. A czasami mam gorszy dzień, kiedy naprawdę nic mi się nie chce. Jednak dzięki listom zadań do wykonania mam motywację, żeby jednak coś zrobić, wykreślić z listy i mieć motywację, że mimo wszystko jednak coś zrobiłam. dzięki punktom na liście mam większą motywację, żeby zrobić coś czego naprawdę nie lubię (jak prasowanie czy mycie okien), bo wiem że jak się z tym uporam to będę mogła odhaczyć kolejny punkt. Często wyjeżdżam z domu na weekendy więc wtedy mam tylko 4 – dni w tygodniu, żeby zrobić coś w domu, i dla siebie. Nie wyobrażam sobie jak miałabym to ogarnąć bez planu.

    • To widzę, że podobnie jak u mnie. My też często wyjeżdżamy na weekendy (akurat teraz się to zmieniło ze względu na bliski termin rozwiązania, ale generalnie częściej nas w weekendy w domu nie było, niż byliśmy), więc planowanie działa motywująco. A gdy mam dzień lenia, to staram się zrobić choć jedno zadanie z listy. Czasem się rozpędzę i dzięki temu zrobię więcej, a czasem zrobię tylko to jedno, ale zawsze jestem choć o nie do przodu. Bez listy pewnie bym zupełnie odpuszczała.

    • Mirela G

      Życie bez listy zadań byłoby trudne. Też taką tworzę. Na nie działa ona bardzo motywująco. I nawet jeśli czegoś nie zrobię, to jeśli odhaczę 6 zadań z 8, to wiem, że zwsze te 6 zrobiłam 🙂

  • Coraz bardziej doceniam planowanie i bardzo je lubię. Pomaga mi być zorganizowaną kobietą na co dzień. Wkrótce będę próbować Twój kalendarz, bardzo mi się podoba! 🙂

  • Bez kalendarza byłabym jak dziecko we mgle 🙂 Dzięki szybkim zapiskom, nie muszę zawracać sobie głowy zbędnymi rzeczami, wystarczy tylko, że odpowiednio wcześniej spojrzę na rozkład tygodnia, czy nawet chociażby kilku następnych dni i wiem, że nic mi nie umknie.

    • Masz rację, że nic Ci nie umknie z tego co tam zapisałaś.
      Ale uwierz mi, że wiele tam nie zapisujesz, a też się w Twoim życiu to wydarza.

      • I to staram się właśnie przeżywać spontanicznie. Kalendarz pomaga mi natomiast w organizacji życia zawodowego, naukowego, a także w wielu innych, istotnych sprawach, o których pamiętać muszę, ale nie w każdej sekundzie. Dlatego dbając o równowagę, zrzucam pewien ciężar na swoje zapiski w kalendarzu 🙂 To tylko pomoc, a nie wyrocznia mojej codzienności 😉

        • @alabasterfox:disqus Absolutnie mogę się podpisać pod Twoimi komentarzami 🙂

  • Planujemy, ale bardzo luźno. Od nowego roku może zrobimy eksperyment z rozpisaniem zadań na poszczególne dni i zobaczymy, jak nam się to uda i czy poprawi to jakość naszego życia i da nam więcej czasu na przyjemności.

  • doszłam do tego samego 😉

  • Kocham takie posty. Nigdy nie planowałam, dopiero dzięki twojemu blogowi staram się tego uczyć 🙂

  • Robię wszystko by był na początku grudnia, ale ciągle mam pod górkę :/

    • Ollaala

      Aniu, a jak planujesz orientacyjnie cenę? Wiem, że nic konkretnego, ale chodzi mi o przedział czy będzie np. ok 30 czy bliżej tych jak PSCz, DYL, Happy planner w dużo wyższych cenach?

      • Wiesz, trudno mi to jeszcze w tym momencie określić. Chciałabym by cena była maksymalnie przystępna, ale ponieważ ciągle szukam wykonawcy i odpowiedniej jakości to nie mogę jej teraz nawet określi czy bliżej jednego czy drugiego pułapu 😉

  • Ja myślę tak samo jak Ty. I kto wie czy to nie jest najważniejsze w planowaniu 🙂

  • Bez planowania czuję się zagubiona. Lubię kontrolować swój czas, by wiedzieć, kiedy mogę sobie pozwolić na totalny relaks. I przede wszystkim, jeżeli od razu zapiszę, to nie zapomnę. 🙂 I powiem Ci, że Twój planner jest świetny ze względu na tygodniowy plan na dwóch stronach. Dotychczas miałam planner dzienny i musiałam wertować kartki, by zobaczyć, co muszę zrobić w tym tygodniu. Teraz widzę wszystko. No i niezbędne są karteczki indeksujące i samoprzylepne. :3

    • Bardzo się cieszę <3 A bez karteczek indeksujących i samoprzylepnych nie działam! 😀

  • Kasia

    Muszę w końcu się zebrać i wydrukować Kalendarz Zorganizowanej Kobiety. Planuję wszystko co się da dlatego będzie on świetnym uzupełnieniem codziennej organizacji. Testowanie czas zacząć :)))

  • Ollaala

    Aniu, jesteś moim ostatnim ratunkiem – wylał mi się wkład w długopisie (taki standardowy), długopis nie jest wyjątkowy, całkowicie zwykły reklamówkowy leków ale ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną, jest przezroczysty więc widać że w środku jest totalnie zalany tuszem. Masz może pomysł jak go odratować?

    • Perfumy/dezodorant na bazie alkoholu – albo popsikaj do środka i na jakąś wykałaczkę/patyczek do szaszłyka nałóż płatki kosmetyczne do wytarcia albo spryskaj ten płatek kosmetyczny. Generalnie u mnie zawsze na tusz z długopisu najlepiej działa dezodorant, szczególnie na niemateriałowe powierzchnie. Pewnie trzeba będzie powtarzać kilka razy, ale wg mnie powinno pomóc 🙂

      • Ollaala

        Dziękuję, biegnę działać!!!

        • Ollaala

          Już zaczyna działać, super! Zostawiłam wlane perfumy do środka bo sporo się wylało i musi się rozpuścić. Cudownie że mój facet ma sporo perfum których nie używa 😉

          • No to super! 🙂 Moja teściowa ostatnio czyściła perfumami lakierowane buty, a nie było na nich śladów z długopisu 😀 Także perfumy do czyszczenia też są spoko!

  • ‚Najważniejsze w planowaniu to nie bać się zmiany planów (…)’ to chyba najlepsze zdanie jakie w życiu czytałam o planowaniu czasu, a sporo się naczytałam bo jestem zdeklarowaną fanką organizacji czasu 🙂

  • Mam nadzieję, że maksymalnie do połowy grudnia, tak by trafił do zainteresowanych na Święta 😉

  • Wciąż się uczę, ale co najważniejsze zaczynam czerpać z planowania prawdziwą przyjemność 😀

  • Nic nie daje mi takie satysfakcji jak skreślanie kolejnych punktów z listy rzeczy do zrobienia, uwielbiam to, po prostu uwielbiam.

  • Sam nie raz myślałem o jakimś planowaniu tygodnia a nawet dnia…ale w moim życiu tyle się dzieje: zlecenia, blog, rodzina że każde planowanie już po 2 godzinach od rozpoczęcia dnia sypie się w najlepsze…ale to chyba też może brak mojej determinacji i może gdzieś wgłębi siebie lubię ten bałagan i niepewność 🙂

  • Hulaj Dusza

    Wielu osobom się wydaje, że jak się już coś zaplanuje, to trzeba się tego trzymać i nie ma mowy o odstępstwach. A tu właśnie chodzi o to, aby planować, ale dawać sobie furtkę, bo nigdy nie wiemy, co nam może niespodziewanego wypaść. I żeby nie popadać z tego powodu we frustrację, tylko umieć się przeorganizować. Ja planowanie lubię, mąż już mniej, ale chyba idzie ku lepszemu 😛

Close