7 nowych rzeczy w moim życiu

Jakoś tak dawno na blogu nie było wpisu z cyklu 7 rzeczy, czyli takich naszych blogowych pogaduch, w którym piszę o rzeczach, jakie mnie ostatnio zachwyciły. Spisałam sobie nawet listę takich „wakacyjnych ulubieńców”, ale już dawno po wakacjach, a mi brak weny, by dokończyć tamten wpis. Pomyślałam jednak, że wracając do tej serii, napiszę Wam o tym, co mnie teraz mocno życiowo kręci. I to niekoniecznie związanego z domem :).

7 nowych rzeczy w moim życiu

Pomysł na ten wpis zrodził się u mnie dosyć dawno, a te „nowe rzeczy” trochę się od tej pory zmieniły. Jednak są takie obszary, które ulepszam z sukcesem od kilku miesięcy, próbuję rozwiązań, których wcześniej nie stosowałam i okazuje się, że można się w nich zakochać.

1. Nowa organizacja dnia

Z tą moją nową organizacją dnia, to w sumie różnie bywa, ale są dwa obszary, z których jestem mega dumna. Pierwszy to podział dnia według czasu, który spędza moja Córeczka w żłobku. Czyli do południa w 100% pracuję, by po jej powrocie być w 100% mamą. Jasne, zdarzy się, że coś muszę sprawdzić, załatwić po południu, ale w większości przypadków dajemy radę. Druga sprawa to odzyskane wieczory. Przez długi czas praca wieczorem, kiedy Zosia zaśnie, była prawie jedyną opcją i został mi taki straszny nawyk, że do tej pracy siadałam też wieczorami. We wrześni walczyliśmy z S. by takich wieczór było mniej i w większości daliśmy radę. Jeśli już, to nie więcej niż godzina pracy!

Do wprowadzenia zostaje mi tylko wcześniejsze chodzenie spać.

2. Siłownia

Jednym z moich celów na ten rok było wprowadzenie regularnej aktywności fizycznej. Do tej pory, jeśli chciałam, to zmobilizowałam się do ćwiczeń w domu. A teraz totalnie mi to nie wychodziło. Dlatego podziwiając efekty znajomej ze żłobka, zapisałam się na babską siłownię, a w zasadzie do klubu sportowego dla kobiet. Okazało się, że zobowiązanie i comiesięczne opłacanie karnetu działa mobilizująco i te 3 razy w tygodniu ćwiczę. Super jest to, że podczas ćwiczeń mamy zawsze trenera, który obserwuje czy wykonujemy je poprawnie, co kilka tygodni kontrolne mierzenie i ważenie, a wszystko w super atmosferze. Oprócz standardowego treningu są organizowane dodatkowe, np. joga w grupie czy zumba, więc przy okazji można spróbować czegoś nowego.

3. Joga w grupie i zumba

To tak nawiązując do punktu wyżej. Joga w grupie była na liście moich 100 celów a na zumbę zapisałam się, bo miałam taką możliwość. I jak do tej pory nie rozumiałam jej fenomenu, to już rozumiem! To są też dwie aktywności, które zostają ze mną na stałe.

4. Hybrydy w domu

Hybrydy w salonie robiłam prawie dwa lata i w zasadzie nie widziałam sensu wracać do lakieru, bo ten trzymał się na moich paznokciach pół dnia. Natomiast przyszedł taki czas, że zastanowiłam się, czy jest to dla mnie optymalne rozwiązanie finansowo i czasowo. Około 2 miesiące robię sobie pazurki sama w domu i powiem Wam tak: finansowo wychodzi lepiej, ale z tym czasem to sama nie wiem. Rozkładanie tego całego sprzętu, przechowywanie go, zdjęcie hybrydy, zrobienie paznokci, zajmuje mi tyle samo albo więcej czasu, niż dojazd do salonu. Jeśli lubicie częste zmiany kolorów, to zakup większej ilości lakierów podważa aspekty finansowy (i gdzieś to trzeba trzymać!). Ogólnie polecam, pewnie drugi raz bym się zdecydowała, ale dotarły do mnie też minusy takiego rozwiązania, o których raczej rzadko się mówi.

5. Zbieranie mebli ze śmietników

Tak, dobrze czytacie. To też jeden z moich punktów na liście 100 celów: odnawiać stare meble. Zawsze zachwycałam się takimi meblami do przeróbki, ale pragmatyzm brał górę. Co ja z tymi rzeczami zrobię, nie mam ich gdzie trzymać, itp. Ale mijając to krzesło nie mogłam się oprzeć. Będzie idealne do mojego mikro biurka!

Rozglądam się też za innymi meblami, dwa krzesła ktoś mi sprzątnął sprzed nosa, ale u babci na wsi czeka już na mnie fotel i stary kredens (ten rezerwuję do naszego domu od 11 lat :D).

6. Naturalne kosmetyki

Naturalna pielęgnacja to coś na co się przerzucam od kilku miesięcy. Najpierw były kremy do twarzy, później podkłady mineralne, a teraz mam zbieram się za wymianę całej kolorówki na mineralną. I jestem tym totalnie zachwycona. Po wielu latach faszerowania skóry silnymi kosmetykami, te naturalne naprawdę robią wiele dobrego. I choć mojej skórze daleko do ideału, to bardzo mnie ta tematyka wkręciła.

7. Kuchnia wegańska i Happy detoks

Ostatnią rzeczą, o której chcę Wam opowiedzieć, a która jest w sumie dużą nowością, to kuchnia wegańska. O tym, że testuję różne przepisy pisałam Wam przy okazji książek kucharskich, które polecam. I choć nie wiem, czy jestem już gotowa przerzucić w 100% na bycie weganką, to coraz mocniej doceniam i chętniej szukam takich smaków.

Z kuchnią wegańską mocno łączy się też Happy Detoks, który na tej mojej liście jest najnowszy, bo jestem na nim od wczoraj. Przeczytałam książkę Kasi Bem i stwierdziłam, że spróbuję. Ogólnie ostatnio nie za dobrze czułam się z moją dietą. Z jednej strony obserwowałam organizm pod kątem produktów, które mi szkodzą, a z drugiej zajadałam stresy chipsami. Taka prawda ;). Jestem jednak zdania, że jeśli chce się coś zmienić, to po prostu trzeba to zrobić, a takie holistyczne podejście do dbania o siebie bardzo mi odpowiada, dlatego podjęłam wyzwanie. Przez 10 dni jestem na diecie wegańskiej, bez kawy, z poranną medytacją i jogą. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym wytrwała, bo pokus mam sporo (czekolada w domu, w którym pachnie kawą, a ja kocham kawę i czekoladę). Ale po jednym dniu mega wygładziła mi się skóra, sama jestem w szoku, a ostatnio taki efekt miałam po retinoidach.

Ciekawa jestem, jakie zmiany pojawiły się w Waszym życiu, a może któraś z moich szczególnie Wam się spodobała? 🙂

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close