Podział obowiązków w związku. Wywiad z Olgą i Rafałem Pietraszewskimi

Dwa lata małżeństwa na odległość, dziś wspólne życie w Norwegii z dala od rodziny. Jak w takich sytuacjach organizować wspólną codzienność, dzielić się obowiązkami, znaleźć porozumienie, by nie robić sobie wyrzutów o rozrzucone zabawki na dywanie? Dziś zapraszam Was na kolejny wywiad z cyklu Podział obowiązków w związku, w których pytam inspirujące pary o tym jak dzielą się obowiązkami.

Z mojej perspektywy to ogromne wyzwanie, żyć razem, ale jednak na odległość. Sama nie wiem czy w takiej sytuacji dałabym sobie radę i jak wiele czasu zajęłoby mi przestawienie się na funkcjonowanie w taki sposób. A przeprowadzka do Norwegii też brzmi dużo bardziej odważnie niż moja w Beskidy. Dlatego postanowiłam zapytać właśnie Olgę i Rafała jak organizują sobie życie i dzielą się obowiązkami. Bo przecież nie tylko oni są w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że wywiad będzie dla Was inspirujący!


Powiedzcie w skrócie jak wygląda Wasze życie. Czym się zajmujecie, jak pracujecie i ile osób wchodzi w skład Waszej rodziny? Mieszkacie w domu czy mieszkaniu?

Nasza rodzina to cztery osoby. Jesteśmy rodzicami 7-letniej Leny i 2-letniego Natana. Od ponad dwóch lat mieszkamy w Norwegii, w 15-tysięcznej miejscowości oddalonej ok. 20 km od Bergen. Współdzielimy dom z Norwegami, nasze mieszkanie zajmuje ok. 90 mkw. Rafał jest monterem wentylacji i pracuje na etacie w norweskiej firmie. Ja jestem freelancerem, od ponad 4 lat pracuję w domu. Prowadzę też blog makehappyday.com. Lena chodzi obecnie do 2 klasy szkoły podstawowej, Natan jest nadal ze mną w domu.

Czy życie w czystym i uporządkowanym domu jest dla Was ważne? Czy ma drugorzędne znaczenie?

Olga: Wychowałam się w domu, w którym bardzo dużą uwagę przywiązywało się do dbania o porządek i stety, a czasami niestety, też bardzo dbam o to, żeby w domu panował względny ład i porządek, co przy małym dziecku nie jest łatwe. I tak, jak lubię sprzątać i spędzać czas w uporządkowanym mieszkaniu, tak nadal problemem bywa zaakceptowanie, że ten porządek panuje dosłownie przez kilka minut. Staram się jednak przymykać na to oko i zabawki porozrzucane po całym salonie nie irytują mnie już tak jak kiedyś. Praca w domu wymusiła też na mnie to, że przestałam codziennie odkurzać i pozwalam sobie wstawić kubek do zlewu i go tam zostawić. Kiedyś było to niewyobrażalne i od razu musiałam go umyć 🙂 Ale nadal czysty i uporządkowany dom to właśnie taki dom, w którym chcę żyć i w tej kwestii jesteśmy raczej zgodni.

Rafał: To prawda, ja też lubię, jak jest czysto i w domu panuje porządek, ale mam do tego trochę luźniejszy stosunek od Olgi. Nie spinam się, gdy talerze po obiedzie lądują w zlewie i stoją tam przez godzinę, za to Olga chciałaby, żeby od razu były zmyte.

Ponad dwa lata temu zamieszkaliście razem w Norwegii. Wcześniej Rafał tutaj pracował, a Ty Olga mieszkałaś i pracowałaś w Polsce. Jak wtedy wyglądał u Was podział obowiązków? Głównie wtedy gdy Rafał przyjeżdżał do domu? Zrzucałaś na niego wszystkie zadania, pozwalałaś odpocząć czy traktowaliście ten czas w wyjątkowy sposób, bez codziennych obowiązków?

Każdy przyjazd Rafała do domu to było prawdziwe święto. Dom był wysprzątany, pachniał świeżą pościelą i ciastem. Na chwilę odpuszczaliśmy sobie codzienną rutynę, Lena zostawała w domu, wychodziliśmy na obiad do miasta. Ale po kilku dniach wszystko wracało do normy i nasz podział obowiązków nie różnił się niczym od tego, jaki mieliśmy przed wyjazdem Rafała.

Jeśli mielibyście porównać to w Polsce czy w Norwegii łatwiej Wam utrzymać porządek?

Olga: W mieszkaniu, które wynajmowaliśmy w Polsce było o tyle łatwiej, że było ono sporo mniejsze od naszego norweskiego domu, więc i sprzątanie i utrzymanie porządku było łatwiejsze.

Rafał: No i tam mieliśmy tylko jedno dziecko.

Olga: Tak, to prawda. Natan urodził się w Norwegii i wiele w naszym domu zmienił. Przy Lence utrzymanie porządku było znacznie łatwiejsze, poza tym mieliśmy też więcej czasu, bo było tylko jedno, a nie dwójka dzieci w domu. Mieszkając tutaj zauważyłam natomiast, że łatwiej jest nam utrzymać porządek w dziecięcych zabawkach, których kupujemy minimalną ilość, a że nie mamy tu rodziny, dzieci nie otrzymują prezentów w postaci kolejnych lalek, klocków, czy przytulanek. Ze względu na dość małą ilość miejsca do przechowywania na bieżąco staramy się wyprzedawać lub oddawać ubrania, z których dzieci już wyrosły, nie gromadzimy zbędnych rzeczy itd. Dzięki temu o porządek też jest łatwiej. Bardzo staramy się też robić rozsądne zakupy, głównie jeśli chodzi o wyposażenie kuchni i kolejne kubki, miski, czy talerze. Przeprowadzka do Norwegii uświadomiła nam, jak dużo rzeczy, często zbędnych, zgromadziliśmy przez kilka lat wspólnego życia. A że musieliśmy upchnąć je w jeden samochód osobowy (Rafał: na szczęście był to samochód kombi!) postanowiliśmy kupować mniej i tylko to, co naprawdę niezbędne, żeby w przypadku ponownej przeprowadzki, było łatwiej to wszystko zapakować i przewieźć. I chociaż nie zawsze się to udaje, to i tak jest całkiem nieźle.

Jak wygląda u Was podział obowiązków? Czy macie sztywny plan, kto się czym zajmuje czy ustalacie to na bieżąco?

Olga: Nie jesteśmy typem ludzi, którzy umieją działać wg z góry określonych zasad i nasz domowy podział obowiązków jest bardzo umowny. Wydaje mi się natomiast, że jest dość sprawiedliwy i nie chyba nigdy nie zdarzyło nam się licytować, kto ma więcej obowiązków itd. Wiadomo, że ja będąc przez cały dzień w domu robię w nim więcej, ale są takie czynności, za które odpowiada głównie Rafał.

Czy tak było od początku Waszego wspólnego mieszkania czy podjęliście jakieś konkretne kroki, które doprowadziły Was do punktu, w którym dziś jesteście?

Olga: Wydaje mi się, że to wszystko zmieniało się wraz ze zmianami jakie zachodziły w naszym życiu i stało się taką niepisaną umową między nami. Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek rozmawiali o podziale obowiązków, żeby jedno na drugim musiało coś wymuszać itd. To, że oboje lubimy porządek od początku wspólnego życia ułatwiało nam dbanie o naszą przestrzeń, a podział obowiązków pojawił się w nim w naturalny sposób.

Pamiętacie jakiś punkt zapalny w zakresie podziału obowiązków? Jeśli tak, to co to było?

Rafał: Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek posprzeczali się o podział obowiązków w domu. Kilka razy zdarzyło się natomiast, że Olga, która jest bardzo szybka i wszystko chce mieć zrobione na już, miała problem z zaakceptowaniem i zrozumieniem, że zrobię coś później, albo w nieco wolniejszym tempie, niż ona. To powodowało napięte sytuacje, ale nigdy nie doprowadziło do kłótni, czy nieprzyjemnej wymiany zdań.

Możecie opowiedzieć jak wygląda Wasz przykładowy dzień? Kto pierwszy wstaje, kto szykuje śniadanie, kto odwozi dzieci? Jak się organizujecie w takim codziennym życiu?

Olga: Rafał wychodzi z domu po 6 rano, więc to ja szykuję śniadanie dla dzieci, wyprawiam i odprowadzam Lenkę do szkoły, a po powrocie do domu zajmuję się Natanem, ogarniam mieszkanie, przygotowuję obiad, robię pranie itd. Zwykle w tym czasie zajmuję się też odpowiadaniem na maile i ogarniam sprawy związane z blogiem.

Rafał: Ja po pracy odbieram Lenę ze szkoły i najczęściej ok. 16 jesteśmy w domu. Olga czeka na nas z obiadem, który zawsze jemy wspólnie, później zabieram dzieci na plac zabaw, a dwa razy w tygodniu zawożę Lenę na trening.

Olga: Wieczory są u nas zawsze długie, bo dzieci dość późno chodzą spać. Ja zajmuję się usypianiem Natana, Rafał czyta Lence. Często dopiero ok. 22 Rafał jedzie po zakupy, sortuje śmieci, ogarnia kuchnię po kolacji, a ja w tym czasie pracuję.

Czy pojawienie się dzieci zmieniło coś w Waszej domowej organizacji?

Wszystko (powiedzieliśmy to w tym samym momencie i zaczęliśmy śmiać)! No może poza tym, że od samego początku to ja gotowałam, a Rafał zajmował się robieniem zakupów. I tak naprawdę nie pamiętam już jak to było, gdy nie było dzieci, bo Lenka pojawiła się w naszym życiu dość szybko, po 1,5 roku związku.

Czy dzieci mają już jakieś obowiązki domowe?

Olga: Natan jeszcze nie, ale Lenkę uczymy już dbania o porządek w jej pokoju. Jest z tym jednak dość ciężko, bo niestety nie widzę, żeby odziedziczyła po nas zamiłowanie do porządku. Staram się jednak angażować ją w takie prace, jak ścielenie łóżka, sprzątanie biurka i pokoju po zabawie. Zdarza się też, że Lena proponuje pozmywanie naczyń po obiedzie, ale nadal są to dość sporadyczne sytuacje. Poza takim typowym dbaniem o porządek, angażujemy dzieci w takie czynności, jak wspólne robienie zakupów, Lenka często towarzyszy mi też w kuchni i chętnie pomaga w pieczeniu ciast, czy nakrywaniu do stołu. Pamięta też o tym, że sortujemy śmieci i zanim wrzuci coś do kosza upewnia się, czy jest to ten właściwy.

Zdarza Wam się korzystać z pomocy pani do sprzątania?

Rafał: Nie i nigdy nie korzystaliśmy z tego typu pomocy. Olga jest typową zosią-samosią i wszystko zrobi sama, nawet jeśli później nie będzie miała siły dojść do łóżka.

A co w trudnych sytuacjach, kiedy dzieci chorują, zaczynają się buntować? Jak sobie z tym radzicie? Jak wtedy wygląda Wasza domowa organizacja? Np. zamawiacie jedzenie z dowozem do domu, bierzecie wolne w pracy? I jakie macie sposoby, by wrócić na właściwe tory?

Olga: W naszym związku był taki czas, gdy Rafał mieszkał sam w Norwegii, a ja byłam z Leną w Polsce. Przez ten czas Lenka przeszła wszystkie możliwe choroby wieku przedszkolnego, a ja nauczyłam się radzić sobie ze wszystkim sama i chyba dzięki temu choroby dzieci nie wywracają w tej chwili naszego życia do góry nogami. Wiadomo, że są sytuacje, gdy wszystko trzeba podporządkować dziecku i skupić się tylko na nim. W takich sytuacjach ważne jest to, żeby czuć wsparcie drugiej osoby, umieć sobie odpuścić i skupić na tym, co najważniejsze.

Rafał: Zwykle jest tak, że jak dzieci są chore, to Olga jest z nimi w domu. I nadal świetnie wszystko ogarnia, nawet jeśli nie spała w nocy, albo miała kilkanaście pobudek. Czasami mam wrażenie, że w takich kryzysowych sytuacjach wstępują w nią jakieś dodatkowe pokłady energii (których na co dzień i tak jej nie brakuje) i robi wtedy jeszcze więcej niż zwykle. A ja staram się ją wspierać, pytam jak i w czym mogę pomóc, jak trzeba wychodzę wcześniej pracy, żeby pojechać z dziećmi do lekarza i przejmuję nad nimi opiekę po pracy, żeby Olga mogła odpocząć, albo zająć się swoimi sprawami zawodowymi lub blogowymi.

Rafale, co najlepiej robi w domu Olga?

Gotuje! Moja żona bardzo lubi gotować i robi to naprawdę bardzo dobrze. Jest bardzo kreatywna w kuchni i nawet jeśli odtwarza jakieś potrawy, to w jej wydaniu są one lepsze od oryginalnych. Lenka często mówi, że mama jest najlepszą kucharką na świecie i że to, co akurat zjadła, było najlepszym daniem w jej życiu.

Olga, co najlepiej robi w domu Rafał?

Odkurza! Robi to tak dokładnie, że często się z niego śmieję, że już dokładniej się chyba nie da. No i najlepiej bawi się z dziećmi, czego ja akurat nie potrafię.

Jakich 3 rad udzielilibyście parom/rodzinom, które chcą dokonać zmian na lepsze w swojej rodzinnej organizacji?

Olga: Moim zdaniem w domowym podziale obowiązków najważniejsze jest to, żeby każdy robił to, co lubi, z czym dobrze się czuje, co nie sprawia mu trudności. Ważne jest też wzajemne wsparcie i zrozumienie, po co właściwie to wszystko robimy. Jeśli chcemy żyć w ładnym, uporządkowanym i pachnącym świeżością domu, spać w wyprasowanej pościeli i jeść codziennie ciepły obiad, dążenie do osiągnięcia tego celu będzie przyjemnością, a nie drogą przez mękę.

Rafał: A ja bym od siebie dodał, żeby się nie spinać i nie stresować tymi zabawkami na dywanie, pozwolić sobie na luz i nagłe zmiany planów. Jasne, że czyste podłogi są ważne. Ale jeszcze ważniejszy jest czas spędzony razem.

Bardzo dziękuję Oldze i Rafałowi za wywiad. Cieszę się, że mogłam poznać ich życie „od kulis”. Mam nadzieję, że Wy również wynieśliście z niego coś wartościowego dla siebie 🙂

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close