Wyprawka dla noworodka – moje podejście przy drugim dziecku

Nie wiem czy to kwestia przygotowań na pojawienie się kolejnego maleństwa, czy raczej wewnętrznej potrzeby niezapeszania zbyt wczesnymi przygotowaniami, ale za kompletowanie wyprawki dla drugiej Córeczki zabrałam się dosyć późno. Myślę jednak, że w dużej mierze jest to spowodowane tym, że mam jasne oczekiwania co do tego, co jest nam potrzebne. Za pierwszym razem towarzyszyła mi duża niepewność i głównie bazowanie na intuicji. Dzisiaj po prostu wiem, co się sprawdziło, co polubiłam, a czego nie.

Lista do druku, którą dzieliłam się z Wami ponad 3 lata temu jest ciągle aktualna, natomiast pojawiły się na niej nowe pozycje, zastępując inne. Często podpytujecie mnie o to, co się sprawdziło i czy ta druga wyprawka jest taka sama jak pierwsza, dlatego zapraszam Was na moje podejście do wyprawki przy drugim dzidziusiu.

Wyprawka dla noworodka – moje podejście przy drugim dziecku

wyprawka dla noworodka

Kącik dla dziecka

Kącik maluszka, to miejsce, przy którym na początku spędzamy najwięcej czasu. Oczywiście wiele zależy od tego czy decydujemy się spać razem z dzidziusiem czy osobno, ale miejsce, gdzie jest łóżeczko, przewijak czy wygodny dostęp do ubranek jest konieczne. Co u nas się sprawdziło i co się pojawi tym razem?

  • Łóżeczko – głównym elementem wyprawki Zosi było łóżeczko z przewijakiem i organizerem. Postawiliśmy na łóżeczko z Allegro z regulacją wysokości i wyjmowanymi szczebelkami oraz szufladą, która świetnie sprawdziła się do przechowywania ubrań. Jak na tę cenę (150 zł z materacykiem) ten wybór był świetny i decyzji nie żałuję. Zosia korzystała z niego ponad dwa lata i drugi dzidziuś też będzie z niego korzystał. Ale nie od razu!
  • Kosz Mojżesza – na pierwsze miesiące zdecydowaliśmy się na Kosz Mojżesza. Wtedy, przy wielu wydatkach, nie zdecydowaliśmy się na niego głównie ze względów finansowych, ale też wiele osób odradzało go jako zbędny wydatek na bardzo krótki czas. Zosiowe łóżeczko stało w sypialni i mimo małego mieszkania w salonie czy w kuchni nie miała swojego miejsca. Później był to leżaczek, ale na samym początku leżała na sofie, więc gdy w domu pojawiali się goście, miejsca dla wszystkich było mało. Dzisiaj wiem, że to zakup potrzebny, choćby posłużył nam 2-3 miesiące. Kosz Mojżesza jest mobilny, lekki, ma funkcję kołyski (Zosia bardzo lubiła być kołysana), więc wierzę, że sprawdzi nam się tym bardziej, że mieszkamy w sporym domu.
  • Miejsce do przewijania – jeszcze nie podjęliśmy decyzji o przewijaku – wtedy mieliśmy taki na łóżeczko i choć opinie są podzielone, to ja się cieszyłam, że go mamy. Teraz jednak wiem, że maluszka dam radę przewinąć wszędzie, więc nie czuję tak dużej potrzeby by go mieć, ale też nie wykluczam (poprzedni był pożyczony, więc go już nie mamy). Chyba dam sobie czas przez pierwsze dni, a jak uznam, że go brakuje, to po prostu dokupimy.
  • Koszyczek – koszyczek na pieluszki i podstawowe środki czystości, to coś z czego korzystaliśmy bardzo długo, więc teraz to też obowiązkowy element kącika.
  • Beciki – becik był przez długi czas idealny do spania. Mieliśmy trzy, które ciągle były w obiegu. Polecam szczególnie takie bez wkładki usztywniającej (od razu je wyjęłam i wyrzuciłam) i koniecznie wiązane. Rzepy przy wiercioszku nie będą trzymać. Ja miałam zapasowe wstążki do wiązania. Później sprawdziły nam się śpiworki, poduszka i kołdra musiały czekać aż Zosia podrosła.
  • Kocyk – przydadzą się ze dwa, najlepiej bawełniane. Do otulenia czy w domu, czy na zewnątrz.
  • Pieluszki muślinowe/ bambusowe otulacze – bardzo polecam otulacze czy muślinowe pieluchy, które są wielozadaniowe, a u nas mega sprawdzały się do spowijania maluszka. Później były delikatnym kocykiem na lato czy chroniły od słońca. Świetne są te w dużym rozmiarze i ja wolę je milion razy bardziej niż pieluchy tetrowe.
  • Pieluszki tetrowe – u nas 10 sztuk, to było aż za dużo. Ale kilka na pewno warto mieć.

wyprawka dla noworodka

Ubranka

Przy pierwszym dzidziusiu to było istne szaleństwo. Nie wiedziałam co tak naprawdę się sprawdzi i co będzie wygodne dla mnie i dla dzidziusia. Zestaw początkowy zależy od pory roku, u nas kolejny raz pierwsze miesiące wypadają na jesień/zimę.

  • Pajacyki – to numer jeden! Najwygodniejszy strój dla dzidziusia i dla nas. Wszystkim kaftanikom i śpioszkom mówię nie (choć mamy takie po Zosi i będziemy używać), ale nie będę ich dokupować. Body z długim rękawem też nam się nie sprawdziło, szczególnie na te pierwsze miesiące. Ich mamy po Zosi najwięcej w stanie „jak nowe”. Co ważne – pajacyki zapinane przez środek, te przez główkę są niewygodne, a w zapinanych na boku dwa razy przecinaliśmy nogawki nożyczkami. Jeśli chodzi o ilość sztuk z danego rozmiaru, to najmniejszych jak najmniej, ale mimo że Zosia miała 58 cm jak się urodziła, to w rozmiarze 56 przez pierwsze tygodnie pływała. Posłużył krótko, ale według mnie warto mieć, bo za duże ubranka jednak są mało wygodne.
  • Body z krótkim rękawem – pod pajacyki czy inne ubranka dla nas były najwygodniejsze. Nawet takie zakładane przez głowę, ale dlatego że można je założyć od dołu. Oprócz pajacyków podstawowy element wyprawki.
  • Kombinezon – żeby maluszkowi było cieplutko podczas pierwszych podróży i spacerów.
  • Czapeczki – z czapeczek korzystaliśmy tylko przy wyjściach na zewnątrz. Wiele też zależy od pogody, bo wiosną i latem pewnie całkowicie bym z nich zrezygnowała. Mamy kilka cieńszych (za dużo) i jedną grubszą.
  • Skarpetki
  • Buciki, rajtuzki, opaski czy „wyjściowe” ubranka można mieć, ale w naprawdę minimalnej ilości. Spokojnie dokupicie w razie potrzeby. Dzisiaj nasz dzidziuś ma więcej butów niż ja. W dużej mierze po Zosi, przy czym część to były prezenty od razu za małe.

wyprawka dla noworodka

Higiena i pielęgnacja

Tutaj naprawdę potrzeba niewiele rzeczy!

  • Pieluszki – do szpitala najmniejsze, później dwójeczki. Jeśli odwiedzający Was goście będą pytać co kupić, to naprawdę warto powiedzieć, że paczkę pieluch. Zosia dopiero teraz bawi się niektórymi misiami, które dostała przy pierwszych odwiedzinach (!).
  • Linomag – najlepszy krem do pupki. Sudocrem, zasypki, Bepanthen – te wszystkie produkty są bardzo dobre, ale jednak zielony Linomag u nas sprawdził się najlepiej. Dobrze sprawdza się także jako krem do sutków.
  • Wanienka
  • Ręcznik z kapturkiem
  • Do kąpieli woda – przez pierwsze tygodnie woda naprawdę wystarczy. U nas najlepszy do kąpieli jest płyn Babydream, ma naturalny skład i nie szczypie w oczka.
  • Duże płatki kosmetyczne i woda zamiast chusteczek nawilżanych w domu.
  • Chusteczki nawilżane na wyjścia, ale warto sprawdzić skład przed zakupem.
  • Katarek – na choroby i katar, podłączany do odkurzacza. Frida i ręczne gruszki mogą się przy nim schować.
  • Sól fizjologiczna do przemywania oczek i noska
  • Nożyczki lub obcinaczki do paznokietków – wiele się nasłuchałam, że te bezpieczne nie zdają egzaminu – u nas się sprawdziły ;).
Karmienie

Moje karmienie piersią Zosi to pół roku randek z laktatorem. W związku z tym życzę Wam, by moja wyprawka do karmienia zupełnie Wam się nie sprawdziła i nie była potrzebna ;). Zosia nie lubiła smoczków, więc to element wyprawki, który się nie przydał. Od początku nie inwestowaliśmy w smoczki, butelki, laktatory. Chyba w szkole rodzenia dostaliśmy taki zestaw promocyjny i to było nasze zabezpieczenie, gdyby coś poszło nie tak. Czy brać je do szpitala? To zależy od szpitala :). Mimo że ja z samego rana zadzwoniłam po Sebastiana, by dowiózł mi nakładki, ściągaczkę czy butelkę, to wizyty na oddziale były od 11.00 i nie został na niego wpuszczony. Więc po prostu lepiej byłoby, gdybym ze sobą to wszystko miała. Lepiej mieć i nie skorzystać, niż nie mieć i żałować – po ostatnich doświadczeniach mam takie zdanie.

W razie potrzeby pamiętajcie też, że na każdym oddziale powinien znajdować się laktator medyczny. Ja się dowiedziałam dopiero przed wyjściem, a wcześniej żadna położna nie zaproponowała mi skorzystania z niego. Później przez długi czas wypożyczałam go z wypożyczalni laktatorów do domu, bo tylko z nim mogłam utrzymać laktację na dobrym poziomie.

  • Smoczek
  • Butelka
  • Laktator – bez porównania lepszy jest elektryczny.
  • Nakładki do karmienia – tu ile osób, tyle opinii. U nas jedyne przystawianie jakie się udawało, to przez nakładki i nawet moja doradca laktacyjna zalecała nam taką metodę. Ale to jest na tyle indywidualna kwestia, że nie ma jednego dobrego rozwiązania dla wszystkich.
  • Wkładki laktacyjne – przydają się bardzo dla zachowania komfortu. Ja też długo korzystałam z wielorazowych.
Zabawa i pamiątki

Zabawki, to kwestia bardzo indywidualna, na początek według mnie zupełnie nie są potrzebne. Natomiast miejsce na zbieranie pamiątek już mam.

wyprawka dla noworodka

  • Album na pierwsze lata życia dziecka – dla Zosi dostałam go w cudownej paczce od Czytelniczki. Uwielbiam go totalnie, zaczynamy od tego kim jest moja rodzina, przez okres ciąży i pojawienie się na świecie, pierwszy rok życia i dalsze ważne wydarzenia. Są naklejki opisujące co się działo, miejsce na zapiski, śmieszne zdania i zdjęcia. Cudowna rzecz! Ostatnio zobaczyłam na Bonami albumy z tej samej serii (tutaj link do mojego) i od razu zamówiłam dla drugiej córeczki.
  • Kontrastowe książeczki – to jedna z pierwszych zabawek, którą Zosia była realnie zainteresowana przez długi czas i książeczki na pewno będą u nas i teraz.
  • Mata edukacyjna – mata sprawdziła się przez jakieś 2 miesiące, mieliśmy pożyczoną, dziś bardziej skłaniam się do drewnianego stojaka edukacyjnego.
  • Mata piankowa – korzystaliśmy całkiem długo, dopóki Zosia nie zaczęła się przemieszczać poza matę. Koniecznie z dużych elementów! Mniejsze zajmują więcej miejsca, a ich rozłożenie i złożenie więcej czasu.
  • Gryzaki – maluszki pakują wszystko do buzi, dlatego różnego rodzaju gryzaki są super, a gdy idą ząbki dają też ulgę.
  • Leżaczek – bujaczek – to rzecz, która bardzo nam się przydała, choć dostaliśmy jakiś podstawowy model. Dziś mam leżaczek na liście na przyszłość, ale ostateczną decyzję jaki będzie zostawiam na moment, gdy będę mogła ocenić potrzeby córeczki. Automatyczne bujanie wydaje mi się bardzo spoko opcją!
Spacery i podróże

Tutaj w pierwszych miesiącach mam doświadczenia „nie lubię spacerów ani jazdy samochodem” :). Dziś mocno zastanawiamy się na tym, czy wózek głębinowy jest nam niezbędny. Gdybym mieszkała w bloku, to raczej nie miałabym watpliwości.

  • Fotelik samochodowy – tutaj chcę Wam napisać tylko jedną rzecz: marketowe nosidło z wózków 3w1 bez atestów, nie jest bezpiecznym fotelikiem do jazdy samochodem. Pamiętajcie o tym i nie róbcie oszczędności na bezpieczeństwie maluszków.
  • Wózek – im lżejszy tym lepszy. U nas bardzo sprawdziły się skrętne koła. Ważny jest też wygodny dostęp do torby. Myślę, że coś takiego jak wózek idealny nie istnieje, a po krótkim teście nie jesteśmy w stanie przekonać się czy jeden jest lepszy od drugiego. U nas i tak najlepiej działały spacery po wyobistych chodnikach i na nich Zosia się uspokajała i zasypiała. Inaczej spacer to był wielki płacz, a w domu wózek w ogóle nie był tolerowany.
  • Mufki – czyli ochraniacze na dłonie jeśli spacerujecie zimą. Raczej inwestowałabym w osobne na każdą dłoń, ale jest zdecydowanie wygodniej niż np. zdejmując rękawiczkę.
Gadżety

Przy zakupie gadżetów jestem równie ostrożna jak przy zakupie zabawek, ale jest kilka z nich, bez których dziś nie wyobrażam sobie funkcjonowania.

  • Chusta – mało spacerowaliśmy w niej na zewnątrz, ale chusta ratowała mi życie w domu. Wolne ręce, maluszek utulony i uspokojony, kręgosłup odciążony od noszenia. Nie wyobrażam sobie mojej wyprawki bez chusty. Byliśmy na kursie chustonoszenia i taką opcję Wam bardzo polecam, ale tym razem na początek stawiam na chustę elastyczną.
  • Wishbear – którego szum jest podobny do odgłosów z brzuszka i działa na maluszka wyciszająco. Sam miś u nas był w użyciu rzadko, natomiast mechanizm szumiący sprawdzał się przez długi czas. Zosia wybudzała się pod wpływem różnych dźwięków, dlatego z czasem był dobrym tłem do spania, szczególnie w małym mieszkaniu. No i sam mechanizm jest super wygodny do zabrania w podróż. Bo w domu jedynym dźwiękiem uspokajaczem był szum suszarki, a szum z Wishbear był zagłuszany płaczem (moja doradca laktacyjna radziła nam, by do karmienia włączać odkurzacz :)).
  • Niania elektroniczna – z niej tak naprawdę korzystamy dopiero od maja, byśmy mogli słyszeć Zosię, która śpi w swoim pokoju a my jesteśmy, np. w ogrodzie albo na innym piętrze domu. Sprzęt wart każdych pieniędzy! Nasza oprócz nasłuchu ma funkcję mówienia do dziecka, lampkę sterowaną przez rodzica, czy pomiar temperatury. Ja nie pogardziłabym jeszcze zegarkiem ;). W małym mieszkaniu może nie być tak potrzebne, ale już np. gdybyście chcieli wyprowadzić psa na krótki spacer, gdy dzidziuś śpi, to sprawdzi się super!

Książki

I na koniec zostawiam Wam książkę, która zbudowała mój macierzyński spokój w pierwszych miesiącach. Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy dr Karpa. Powinnam napisać, zgodnie z obecną modą, że Zosia była high need baby  i trochę ponarzekać na „inne macierzyństwo”. Natomiast dr Karp mówi o brakującym czwartym trymestrze i doradza co zastosować, by maluszkowi nie brakowało bodźców z brzuszka mamy, które zna i które działają na niego uspokajająco. U nas bardzo te rady się sprawdzały i choć wiem, że zmęczenie pierwszych miesięcy powodowało, że nie byłam w stanie ocenić czy do wszystkich rad się dobrze stosujemy, to bez tej książki (którą poradziła mi zresztą doradca laktacyjna) byłoby mi o wiele trudniej.

 

 

Starałam się w jednym miejscu opisać to, co dla mnie jest niezbędne. Zachęcam Was jednak do tego, by przede wszystkim słuchać swojej intuicji. Maluszki są różne, my też mamy inne potrzeby, dlatego zawsze trzeba szukać rozwiązań najlepszych dla siebie. 

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close