Moja garderoba – jak ogarnęłam szafę i znalazłam własny styl?

Są takie pytania, które wracają do mnie jak bumerang. Co robić, by mieć tylko te ubrania, w których faktycznie chodzę? Jak ograniczyć zakupy do minimum, bo przecież ich nie lubię? Jak połączyć codzienną wygodę przy Maluszku z elegancją? Gdy już wydawało mi się, że znam swój styl, to okazywało się, że jednak ubrania, które posiadam są słabej jakości. Później ciąża i bycie mamą, kilogramy, które spowodowały, że nie mieściłam się w ulubione ubrania. Ciągle coś było nie tak.

W połowie wakacji wrzuciłam na Instagram zdjęcie mojej „kompletnej” szafy i w związku z pojawiającymi się tam pytaniami, postanowiłam Wam napisać więcej o tym, jak wyglądało u mnie poszukiwanie własnego stylu. W końcu o samej organizacji szafy pisałam już mnóstwo razy!

Moja garderoba – jak ogarnęłam szafę i znalazłam własny styl?

Nie mogę powiedzieć, że byłam osobą, która miała mnóstwo ubrań, a nie miała w czym chodzić. Był jednak czas, kiedy miałam tych ubrań dosyć dużo. Czas odkrycia second handów i kupowania dużej ilości ubrań. Różnych ubrań. Wśród nich były świetne, które mam do dziś. Były też takie, które nadawały się do wyrzucenia po jednym praniu. Jednak, to właśnie dzięki temu  nauczyłam się bez problemu rozstawać z ubraniami, nie trzymać tego w czym nie chodzę i nie zostawiać ubrań na lepsze czasy .

Co mi pomogło?
  • Miesiąc z dziesięcioma ubraniami – pisałam o nim nawet na blogu. Przeprowadziłam go po przeczytaniu książki Lekcje Madame Chic  i ciągle wspominam jako fajne doświadczenie w odkrywaniu tego, co naprawdę lubię nosić.
  • Przegląd Szafy ze StyleDoctor – z bazy kolorystycznej zaproponowanej przez Kalinę nadal korzystam. Z ubrań, które miałam wtedy w szafie zostały mi raczej pojedyncze rzeczy, ale różne zdradzone przez nią triki są ze mną do dzisiaj. Ugruntowałam sobie też wiedzę o tym jakie fasony pasują do mojej sylwetki i dzięki temu mogę szybko i świadomie kupować ubrania. Po prostu wiem, co mi totalnie nie pasuje.
  • książka Elementarz Stylu Kasi Tusk – wiem, że jeśli chodzi o tę pozycję, to są różne opinie. W moim przypadku jest to jedyna książka o stylu, do której wracam przed każdymi większymi zakupami i przy sezonowych przeglądach szafy. Szczególnie pomocne są propozycje bazowych ubrań i możliwość zapisania swojej listy. Nie patrzę jednak na te „obowiązkowe bazy” w ciemno. Wiem np. że trencz nie jest dla mnie, nie mam gdzie go nosić i nosić nie będę. Podobnie jest z balerinkami, które przy mojej sylwetce średnio się sprawdzają. Te zastępuję butami na platformie. Nie podążam ślepo za radami, tylko dopasowuję je do siebie, ale są dla mnie ogromną inspiracją.
  • tablice na Pintereście ze stylizacjami, które mi się podobają – baza i ściąga z tego jak mogłabym się ubierać i jak kompletować stylizacje.

Sukienka kupiona w Answear.com

Zasady, którymi się kieruję:

  • kupuję tylko to, co naprawdę mi się podoba – wcześniej często miałam tak, że kupowałam coś, bo musiałam, mimo że nie spełniało do końca moich wymagań. Teraz takie sytuacje się nie zdarzają, wolę czegoś nie mieć, niż kupić byle jakie zastępstwo. Patrzę na kolor, czy pasuje do moich innych ubrań, fason i przydatność ubrania (czy będę miała, gdzie je założyć).
  • patrzę na materiał – tutaj dużo dobrego zrobiła Asia i jej wpisy o slow fashion. Praktycznie zrezygnowałam ze wszystkich ubrań, które są z poliestru i akrylu. Choć czasem zrobię wyjątek, to jednak staram się ich unikać.
  • jakość na co dzień – kiedyś miałam taki nawyk, że na „jednorazowe” ubrania wydawałam największe kwoty. Te ubrania, w których chodziłam na co dzień były raczej tańsze. Dzisiaj ta proporcja mi się odwróciła. Wolę zainwestować w ubrania, w których chodzę codziennie: do sklepu, na spacer, na randkę z mężem. A gdy kupuję ubrania na „wielkie wyjścia”, np. wesele, to zazwyczaj kończy się na znalezieniu fajnej sukienki na promocji.
  • maksymalna uniwersalność ubrań – wybieram ubrania, które odpowiednio zestawione mogę założyć i na biznesowe spotkanie, i do piaskownicy. Niemożliwe? Też mi się tak wydawało, ale ja czuję, że udało mi się to połączyć. Co prawda nie chodzę na plac zabaw w dresie, ale nie chodzę tam też w szpilkach.
  • sukienki, to najlepsze co mnie spotkało – kiedyś bardzo rzadko nosiłam sukienki i spódniczki. Teraz większość mojej szafy stanowią te pierwsze. I uwielbiam to, że nie muszę poza butami, dobierać do nich nic więcej. Jeśli chodzi o spódniczki, to tu od 4 lat szukam ideału na lato. Tak, kupuję tylko to, co naprawdę mi się podoba ;).

Moje ulubione letnie sukienki: Tova, Answear, Answear, Lidl

Bluzka Tova Fashion

Gdzie robię zakupy?

Nigdy nie lubiłam zakupów ubraniowych. O ile w sklepach meblowych mogłabym zamieszkać, to kupowanie ubrań zawsze było katorgą. W tym temacie niewiele się zmieniło, ale odkąd mam dziecko, zakupy robię bardzo szybko. Po prostu  nie tracę czasu na zbędne zastanawianie się, czy to na pewno do mnie pasuje. Jeśli muszę się zastanowić, to znaczy, że nie pasuje .

Rzadko też chodzę na zakupy.  Ogromną ilość ubrań i dodatków kupuję przez internet . A jeśli już idę po coś do stacjonarnego sklepu, to wcześniej wypatrzyłam to na stronie internetowej.

Moje ulubione sklepy:

  • Answear.com – zazwyczaj pierwsze zakupowe kroki kieruję tam. Niezależnie czy szukam czego codziennego czy bardziej eleganckiego. Dostawa jest szybka, zwrot bezproblemowy, tylko czasem nie mogę dojść do ładu z rozmiarówką.
  • Tova – moje okrycie tej wiosny. Znajdziecie tutaj polskie ubrania dobrej jakości. Uzupełniłam tu szafę o sporo bazowych ubrań, sukienkę, w której przechodziłam prawie całe lato. Bardzo polecam.
  • Mohito, H&M, Reserved – to sklepy stacjonarne, z których mam kilka ubrań, ale coraz rzadziej znajduję tam coś odpowiedniego dla siebie.
  • Lidl – czasem podczas zakupów spożywczych wpadnie mi coś w oko w Lidlu, np. letnia sukienka z lnu i bawełny. Na pewno trzeba tutaj patrzeć mocno na skład.
  • Renee – sklep online z butami. Zamówiłam tu kilka par butów, zostały ze mną jedne, ale za to mega wygodne.

Jestem bardzo ciekawa, jak proces budowania wymarzonej garderoby wygląda u Was? Czym się kierujecie przy wyborze ubrań? Jakością, ceną, a może to styl jest najważniejszy? Gdzie robicie zakupy? I najważniejsze! Czy w swojej szafie macie ubrania, których nie nosicie, a których nie chcecie się pozbyć?

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Agata Klimaszwsk

    Moja szafa i ja – ten związek przeżywa wiele wzlotów i upadków. Prowadzę bardzo… różny styl życia i jestem przekonana, że nie da się zorganizować w moim przypadku „jednej” bazy. Na co dzień pracuję z małymi dziećmi, więc tam strój jest raczej sportowo-freestylowy. Często też wyjeżdżam na Mazury i moją działkę – muszę mieć „robocze” ciuchy, których nie będę bała się utytłać w błocie. A kiedy wychodzę z koleżankami lub na randkę, uwielbiam zaszaleć z deseniami na ubraniach, więc część moich ubrań to dzikie wzory 🙂 U mnie schemat: Trencz, rurki i biała koszula nigdy się nie sprawdził i raczej się nie sprawdzi. Mimo wszystko, staram się wybierać ubrania jak najbardziej uniwersalne, w dobrej cenie (uwielbiam ciucholandy!) i tylko z dobrym składem (głównie noszę wiskozę).

    • Ciucholandy też uwielbiam, chociaż ostatnio rzadko zaglądam. W Łodzi nie znalazłam jeszcze takiego pewniaka, które miałam w rodzinnym Piotrkowie. Ale raz w roku jestem i znajduję jakąś perełkę 🙂

  • Moja ulubiona spódnica jest właśnie z Tovy <3 nawet pisałam do nich o inne wersje kolorystyczne, ale niestety już nie produkują tego modelu ;(

    • To jest zawsze ból, znaleźć ideał, a później się dowiedzieć, że już go więcej nie będzie 🙁

  • Barbara Janiuk

    Mam bardzo podobne podejście co do kompletowania ubrań do twojego, jak nie to samo. A książka Kasi nie wyróżnia się znacznie od innych poradników modowych, ale też ją polubiłam. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że ludzi biednych nie stać na tanie rzeczy. Może to i trochę kontrowersyjne ale uważam, że jest w tym sporo racji. Ja zawsze staram się kupować jak najlepsze jakościowo rzeczy, w takiej cenie która nie spowoduje debetu na koncie 😉 Kupuję zatem jedną parę porządnych jeansów za 300zł z tą nadzieją, że będą mi służyć dłużej. Mogę sobie na to pozwolić to kupuję, jeśli coś jest za drogie to szukam jak najlepszego odpowiednika w swoim budżecie. Ale mam również kilka świetnych gatunkowo rzeczy z ALDI i czasami niektórzy mi w to nie wierzą, że takie ‚coś’ z „dyskontu spożywczego” 😉 Podejście do zakupów mam identyczne, z tym że mam dwóch maluchów (3 i 1,5roku) Byłam raz, podziękowałam 😉 i rzeczy kupuję głównie na Zalando. Sprawdzam również nasze rodzime marki, bo cudze chwalimy a swego czasem nie znamy 🙂 pozdrawiam

    • „ludzi biednych nie stać na tanie rzeczy”, ja się w sumie zgadzam z tą opinią. I to nie tylko w kwestii ubrań, ale też innych rzeczy czy sprzętów. I może brakło tego w moim wpisie, ale mam dokładnie takie samo podejście – kupuję najlepsze jakościowo rzeczy w cenie, na którą mnie stać.

      W Aldim rzadko zaglądam na dział z ubraniami, ale teraz będę się im lepiej przyglądać 🙂

  • Tardis

    u mnie temat ciuchów jest trudny. Staram się pozbyć tego, czego już nie noszę. Zmieniam się ja, zmienia się mój styl. Mam problem z wyrzucaniem. Ale uczę się. Naprawdę! Dzięki tobie Aniu! A im bardziej wyrzucam tym mniej kupuję. Bo tak bardzo nie umiem wyrzucać, że dwadzieścia razy zastanawiam się nad tym, czy aby na pewno ta bluzka jest mi potrzebna? Wolę też wydać na ubranie więcej, ale upewniam się, że daną rzecz założę w połączeniu z co najmniej trzema innymi rzeczami. I jakość. Nauczyłam się na to patrzeć. I oduczyłam się też patrzeć na markę. Też mam kila rzeczy z Lidla (koszulki na ramiączkach) Ale i z Tchibo. A mój ulubiony sklep to Promod i Orsey.
    I nie znoszę kupowania spodni! Wydałam kiedyś 300zł na spodnie! JEDEN sezon wytrzymały. JEDEN! Nigdy więcej patrzenia na markę 😛

    • „Bo tak bardzo nie umiem wyrzucać, że dwadzieścia razy zastanawiam się nad tym, czy aby na pewno ta bluzka jest mi potrzebna?” No właśnie! To jest ten kolejny pozytywny aspekt wyrzucanie rzeczy – przy zakupach zastanawiasz się, czy aby na pewno tego potrzebujesz!

      Z Promod mam kilka ubrań kupionych w ciucholandzie i bardzo je lubię, natomiast w aktualnych kolekcjach średnio mogę coś dla siebie znaleźć. Orsey w ostatnich latach stracił u mnie na rzecz Mohito, ale miałam od nich moją ukochaną torebkę, którą chyba będę pamiętać przez całe życie 🙂

      Też nie lubię kupować spodni. Jakoś w czerwcu podarły mi się jeansy i stwierdziłam, że dopóki nie schudnę nie będę kupować nowych 😀 Nadal ich nie mam 😀

      • Natalia Kuzioła

        Ja mam tak samo właśnie zastanawiam się czy coś kupić lub wyrzuć ostatnio kupiłam kilka bluzek bardziej dopasowanych do mnie w Sinsay. Kolejnym aspektem pozbycia się rzeczy była sprzedaż kosmetyków kilku żelów do twarzy, które jak się okazało wysuszały mi skórę paletki do oczu. Dla mnie ważna okazała się wizyta w sklepie Inglot tam mi dobrano kilka kolorów idealnie pasujących do mojej tęczówki oka. Spodnie kupuję ale w hm mam jedną parę na 2 lata i kupiłam na lato kilka ale na promocje online. Ze sklepów wysyłkowych na którym się nie zawiodłam polecam bonprix. Tak samo mam z biżuterią mam jeden łańcuszek ze srebra poświęcony i dokupię jeszcze coś i złoty oraz złote kolczyki nie kupuję już żadnych plastików.

  • Edyś Ojtam

    Jak zwykle świetny artykuł 🙂 Zainteresowała mnie marka Tova, jak z rozmiarówką u nich – nie widzę na ich stronie tabeli rozmiarów 🙁

  • Ahhh wciąż odkładam ten proces na później…. najtrudniej zacząć! 🙂

    • Dokładnie, zwłaszcza, że nie jest to proces, który da efekt z dnia na dzień 🙂

  • Będzie w niedzielę, albo wcześniej, bo dostaję mnóstwo pytań o niego i nie nadążam odpowiadać 😀

  • Paula

    Ciężko mieć jedną bazę gdy prowadzi się zróżnicowane życie tj. praca biurowa, praca na dworze, wyjazdy w nieznane i zwykłe, wygodne codzienne życie 😉

  • U mnie zmiany w szafie zapoczątkowała książka Asi Glogazy „Slow Fashion. Modowa rewolucja”. I chociaż nigdy nie miałam nadmiaru ubrań to po jej przeczytaniu mam ich jeszcze mniej, za to niemal wszystko świetnie do siebie pasuję. Czytałam też książkę Kasi Tusk i wiele jej wskazówek bardzo mi się przydało, dzięki czemu mam teraz spójną garderobę i gotową bazę.

    Kupuję ubrania patrząc na skład materiału i wiele rzeczy zostaje przez to w sklepie. Bo chociaż mi się podobają, wiem że ich jakość nie jest warta ich ceny i zamieszkania w mojej szafie 😉

    Moim największym problemem jest w tej chwili dostosowanie zawartości szafy do warunków atmosferycznych 😉 I tak powoli to, co się w niej znajduje dzieli się na odzież sportowo-outdoorowo-casualową oraz tą, którą zabieram lecąc do Polski 🙂

    • Tak, dostosowanie ubrań do pogody to jest zmora 🙁 Taką teraz mamy aurę, że chyba zainwestuję w kalosze… Także wiesz, okaże się, że norweski zestaw sprawdzi się i w Polsce 🙂

      • U mnie kalosze to teraz podstawa, ostatnio kupiłam też buty z Gore-tex, żeby móc chodzić w nich na spacery w deszczowe dni i w góry też. Ale potrzebuję np. spodnie przeciwdeszczowe, które są jakie są i wyglądam w nich jak wyglądam, ale cóż…wyższa konieczność 🙂

  • Magda Sigulska

    Też pokochałam sukienki. Coraz staranniej kupuję ubrania. Dzięki za Twoje konkretne rady.

  • Karolina

    Od jakiegoś czasu również stałam się bardziej świadoma, jeżeli chodzi o ilość i jakość ubrań w mojej szafie. Jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie zanim dojdę do ideału, ale jestem już bliżej niż dalej. Ubrań jest zdecydowanie mniej, są lepszej jakości i każde da się połączyć przynajmniej z trzema innymi (taka moja mała wariacja na temat capsule wardrobe;)). Średnio cztery razy w roku robię przegląd szafy, ale nie jest to regułą. Najczęściej robię go wtedy, kiedy zdaję sobie sprawę, że półki są pełne, a ja znowu nie mam co na siebie włożyć 😉 Wtedy wyciągam wszystko, grupuję według kategorii lub przeznaczenia i wybieram co będę nosić, a czego nie. Dodatkowo też lubię założyć rzeczy, nad którymi się waham i poprzymierzać z kilkoma innymi, których nigdy wcześniej nie połączyłam. Czasami wychodzą mi świetne zestawy! Taka częstotliwość porządków sprawia też, że nauczyłam się żegnać z ubraniami bez sentymentów 😉 A że ubrania, które są w dobrym stanie najczęściej odnoszę dla potrzebujących, to wręcz sprawia mi to frajdę 🙂 Moją bolączką są… spódnice. Uwielbiam je, ale zupełnie nie potrafię w nich chodzić. Ciągle coś mi w moich zestawach nie pasuje… Chciałabym jeszcze, żeby w mojej szafie zagościło więcej ubrań uszytych z naturalnych materiałów, a ostatecznie żeby tylko takie można było w niej znaleźć. Na razie jednak pozostaje mi wybierać mniejsze zło, poprzez analizę metek 😉
    Pozdrawiam 🙂

  • Magda

    Ja mam aktualnie taki problem, że ostatnio trochę przytyłam i w wiele ubrań się nie mieszczę 🙁 Cały czas mam nadzieję, że schudnę do poprzedniego rozmiaru więc ani nie wyrzucam za małych rzeczy, ani nie kupuję za wiele nowych. I jestem w takim martwym punkcie.

    • Mam ten sam problem i długo zastanawiałam się, jak z tego wybrnąć. Przez lata gromadziłam rzeczy, do których myślałam, że schudnę, a jak już schudłam, to okazywało się, że są już niemodne, albo pożółkłe 🙁 Nawet napisałam o tym posta na swoim blogu, ale nie chcę niepotrzebnie linkować 😉

  • Ivai Q

    Również lubię mieć fajną bazę w szafie 🙂 i sama nadal szukam takiej idealnej 😀 jednak zgadzam się z jednym komentarzem, że wiele zależy od zasobności portfela. Sama chętnie kupowała bym lepsze ciuchy, ale wolimy z mężem odkładać na dom. Niestety coś za coś, a chcąc jeszcze zdrowo się odżywiać i czasem gdzieś spontanicznie wyskoczyć… to jednak budżet może nie udźwignąć takiego obciążenia. Zgadzam się, że lepsza jakość starcza na dłużej, ale z „pustej kiesy nawet Salomon nie wypłaci”. Pozostaje „cieszyć się z małych rzeczy” 😀

    • To jest trudny temat, bo nie zawsze cena idzie w parze z jakością, z drugiej strony też nauczyłam się odkładać kasę na to, by kupić lepsze ubranie. Tak miałam np. z piżamami z Lunaby, które tanie nie są. Szczególnie, że tu chodzi o piżamę. Ale uzbierałam na jedną (chyba 1,5 roku mi to zajęło), później na drugą i w sumie poza dwiema mocno letnimi koszulkami są moją piżamową bazą 🙂 Warto też szukać w second handach, bo można trafić mega perełki bez wydawania dużych kwot.

  • Myślę, że mogę przybić Ci piątkę 😉 W mojej szafie mam tylko to, w czym faktycznie chodzę i czuję się dobrze. Jeśli muszę kupić coś nowego to również dopasowuję to do pozostałych rzeczy z garderoby. Jeśli nie pasuje, nie kupuję. Jeśli nie jestem pewna na 100%, też nie.
    Moje podejście do ciuchów (a raczej do ich jakości) zmieniła Asia Glogaza i jej artykuł o materiałach. Teraz, cokolwiek bym nie kupowała, zawsze patrzę na metkę.
    Staram się też nie mieć dużo rzeczy, a to co mam musi być ponadczasowe. Ogólnie nie lubię robić zakupów, więc na shopping chodzę raz-dwa razy do roku. Czy mi to wystarcza? Absolutnie! 🙂

  • makate

    Bardzo ciekawy wpis 🙂
    U mnie jest tak, że zasadnicze ogarnięcie garderoby mam już za sobą. Zrezygnowałam z większości rzeczy których i tak nie nosiłam, teraz mam jeszcze kilka ubrań które chciałabym sprzedać albo oddać.
    Oczywiście proces nigdy nie jest do końca skończony – w tym sensie, że jak coś się znosi to potrzebuję znaleźć zastępstwo, poza tym ciągle trochę zmieniają się moje preferencje, chcę coś dodać do mojego stylu, itd. Ale faktem jest że oddawanie rzeczy bardzo pomaga w tym żeby potem nie kupować byle czego.
    Tak jak ty uwielbiam sukienki :)) właśnie za to że „robią” cały strój i za wygodę. Nie wiem czy tutaj można (jeśli nie to usuń nazwę) ale chciałam ci polecić moje odkrycie sukienkowe ostatniego roku, czyli polską markę Marie Zelie 🙂

  • Ula

    Dzis po raz kolejny przeczytalam ten wpis na blogu o ogarnianiu szafy i po raz kolejny mnie zainspirowal i zmusil aby po raz kolejny zajrzec do mojej. Pomimo iz w ciagu ostatnich 4 miesiecy zrobilam podwojne wietrzenie szafy i oddalam 3 duze torby ciuchow i butow to dzis znowu sie przerazilam!!!! 🙁 zrobilam kolejne wietrzenie szafy i po raz kolejny odlozylam cala walizke ubran (19,5kg) do oddania. Ale musze przyznac, ze bardzo dobrze sie od razu z tym poczulam 🙂 Uwielbiam czytac Twoje wpisy Niebalaganko 🙂 zawsze mnie inspiruja do dzialania

  • Dokładnie, ciucholandy najlepsze! Wczoraj kolejny raz się o tym przekonałam 🙂

  • Ja mam ogromny problem z wyrzucaniem ubrań, bo przecież „może być po domu”. I w ten sposób mam całą półkę T-shirtów, których nigdy nie ubieram, bo po domu noszę 5-6, a nie 20.
    Poza tym zauważyłam, że w mojej szafie zaczyna przeważać neutralna kolorystyka – szarości, granaty, błękity – oraz róż. Może to jakiś znak? 😉

    • Ja po domu mam dwie sukienki plus ewentualnie ubrania do ćwiczeń, które mogą być po domu. Przekonuje się już, że to moje optimum i choć są momenty, że braknie jakiegoś ciuszka, to jednak tak jest ok 🙂

  • Przydatny wpis 🙂 Ja wielkie porządki w szafie i przestawienie się na tryb slow fashion mam już za sobą, ale sądzę, że wielu osobom zbiór Twoich rad pomoże. Dla mnie również książka Kasi Tusk była dużą inspiracją, choć uważam, że ma zbyt ortodoksyjne podejście, a jej zasady stosują się tylko do dziewczyn o jej figurze. Pozdrowienia 🙂

Close