Jak stworzyć własny produkt fizyczny? Historia powstania balancy.calendar

Jak stworzyć produkt fizyczny

Od tworzenia mojego pierwszego produktu minęło już dobre kilka miesięcy, dlatego mogę z pewnym dystansem opisać Wam jak, to wszystko wyglądało. Dzisiaj opowiem o tym jak stworzyć produkt fizyczny w oparciu o historię balancy.calendar. Nasze wzloty i upadki, szukanie wykonawców i wprowadzenie produktu do sprzedaży.

Piszę z perspektywy „nas”, czyli mojej i mojego męża, bo w stworzenie tego produktu byliśmy i nadal jesteśmy tak samo zaangażowani. Mam to szczęście, że mąż jest grafikiem-projektantem i nikt inny, tak jak on, nie potrafi moich pomysłów z kartekpapieru ubrać w piękny projekt.

Mam też nadzieję, że ten wpis będzie przydatny dla osób, które chcą się zmierzyć z tworzeniem biznesu opartego produkt i za bardzo nie wiedzą czego się po drodze spodziewać.

Jak stworzyć produkt fizyczny? Nasza historia

1. Pomysł

Posiadanie pomysłu na produkt, to już bardzo dobry początek, ale to niestety nie wystarczy, choćby był to najlepszy pomysł na świecie. Pierwszy moment, w którym zrodziła się moja potrzeba na posiadanie spersonalizowanego kalendarza, to była końcówka 2014. Wiedziałam, że układ tygodniowy jest dla mnie, ale brakowało mi w tego typu kalendarzach miejsca na priorytety czy zapisanie spraw, które mam wykonać w danym tygodniu, ale nie muszę ich przypisywać do konkretnego dnia. Wiecie takie zadania, które się przepisuje z dnia na dzień, a ostatecznie realizuje się je w piątek czy niedzielę.

2. Domowe prototypy i testowanie

Zaczęłam sama rozrysowywać taki układ planu tygodnia na zwykłej kartce, później na komputerze. Podzieliłam się tym pomysłem z mężem, a on obiecał, że mi taki zaprojektuje, żeby było ładnie i poprawnie drukarsko (mąż grafik, to skarb). W międzyczasie wrzucałam zdjęcia na Instagrama, gdzie było widać ten układ tygodnia i zawsze pojawiały się pytania o to, gdzie taki kalendarz kupiłam. Mniej więcej tak zrodził się pomysł, by podzielić się efektami na blogu.

Zanim jednak, to nastąpiło, powstało mnóstwo wersji, testów i domowych prototypów. Ponieważ na kartce A4 miał się zmieścić cały tydzień z niepodzieloną sobotą i niedzielę, i jeszcze miejsce na ważne sprawy w tygodniu, to cały design musiał być dobrze przemyślany. Prototypy były chyba w każdym kącie domu. Przy produkcie papierniczym, gdzie ważna jest funkcjonalność i przydatność, można go testować w domowych warunkach, drukując na zwykłej drukarce (ok, mąż kupił półprofesjonalną drukarkę w tamtym okresie, ale obecne prototypy robimy na zwykłym sprzęcie z marketu). Nie zawsze konieczne jest zlecanie wykonania produktu do testów, firmie zewnętrznej. To jest olbrzymi plus, bo minimalizujemy koszty już w początkowej fazie pomysłu.

Na tym etapie też pierwszy raz pomyśleliśmy, o tym by stworzyć produkt fizyczny. Nie dla zysku, tylko dla idei. Było to dosyć naiwne myślenie, dlatego warto już od samego początku zastanowić się, ile funduszy potrzebujemy by w produkt zainwestować, ile produktów w miesiącu musimy sprzedać, by zarabiać, jednocześnie pamiętając o podatkach. Wtedy warto się zorientować jakie są mniej więcej koszty produkcji, ile kosztuje otworzenie sklepu, wypisać sobie na kartce wszystkie za i przeciw. Oczywiście te ceny nie będą ostateczne, ale dobrze mieć choć ogólny zarys. Jeśli macie pod ręką znajomego księgowego lub przedsiębiorcę, poproście o poradę w wyliczeniach.

Już na tym etapie należy przemyśleć:
  • co ma wyróżniać nasz produkt na tle innych?
  • do kogo go kierujemy?
  • czego potrzebujemy, by go wyprodukować?
  • czy mamy dalsze pomysły na rozwój biznesu?
  • czy biznes będzie mógł funkcjonować bez naszego udziału, np. gdy będziemy chorzy lub na wakacjach?

W trakcie opracowywania najlepszej wersji powstał też mój produkt marzeń – funkcjonalnie i z wyglądu. Wygląd jest dosyć istotny, bo dążenie do niego będzie determinować kolejne decyzje. Nie warto jednak się do niego zbyt mocno przywiązywać, bo w trakcie pracy może okazać się, że coś innego bardziej Wam się spodoba, albo zwyczajnie jakieś rozwiązanie będzie mniej opłacalne czy zatrzyma cały biznes.

3. Badanie rynku

Etap badania rynku jest bardzo potrzebny, bo pozwala się zorientować, czy w ogóle ktoś będzie chętny na zakup naszego produktu. Tego, że chcę udostępnić kalendarzowe pliki do darmowego wydruku byłam pewna, niezależnie od tego czy produkt fizyczny powstanie, czy też nie. To też była świetna okazja do tego do przeprowadzenia małego badania rynku. Wtedy spodziewałam się, że na listę zainteresowanych osób zapisze się ok. 100 osób, a zapisało ponad 1000. Dla mnie była to ilość ogromna, co tylko upewniło mnie w tym, że warto się tym zająć. Jednocześnie zyskałam najlepszych testerów – Czytelników bloga, do których kierowałam produkt.

Pokazując kalendarz na blogu mieliśmy już pierwszy profesjonalny, oprawiony prototyp i wstępnie zaklepanego wykonawcę (we wpisie, w którym udostępniałam kalendarz do druku możecie zobaczyć jak wyglądał).

4. Szukanie wykonawcy

Jeśli nie jesteście w stanie sami wytworzyć swojego produktu, to będziecie zmuszeni znaleźć kogoś, kto to potrafi. Zaufać mu, zlecić wykonanie i wierzyć w to, że ostatecznie produkt będzie taki jak sobie wymarzyliście i zgodny z briefem. Znalezienie takiej osoby czy firmy jest bardzo trudne i czasochłonne, choć zdarzają się „złote strzały”.

W naszym wypadku był to etap, w którym najczęściej chciałam się poddać. Mam wrażenie, że branża poligraficzna jest bardzo zamknięta na niestandardowe pomysły. Do tego stopnia, że ambitnie planuję dokształcić się drukarsko, by w przyszłości realizować takie produkty samodzielnie. Na 20 zapytań o realizację, odpowiedź można dostać w porywach od 5 firm. Z czego kolejne 2 nie są w stanie zrealizować części wymagań. U nas największa blokadą były zaokrąglone rogi i opracowanie okładki.

Wybór materiałów i sposobu druku

Wykonanie kalendarza książkowego można zlecić na dwa sposoby. Zarówno wydruk i oprawę jednej firmie, albo dwóm niezależnym firmom. Pierwszego wykonawcę na oprawę mieliśmy w lipcu 2015. Niestety okazało się, że sam wydruk jest znacznie droższy, niż w przypadku zlecenia wydruku z oprawą i wtedy zmieniliśmy podejście do szukania odpowiedniej drukarni. Tu spotkaliśmy się z blokadą w postaci niechęci do produkcji małych nakładów. A jeśli nakład mógł być mały, to cena jednostkowa kalendarza była bliska cenie, po której chciałam go sprzedawać. Minimalny nakład, od którego zaczyna się opłacać, to 500 sztuk, optymalny to kilka tysięcy.

W naszym wypadku drukarnia nie potrafiła doradzić jaki papier wybrać, czy klejenie, czy szycie (bezpieczniejsze), czy sprężyna (tańsza) będzie lepszym wyborem, jaki materiał na okładkę. Oczywiście, jeśli będziecie dopytywać to coś tam się dowiecie, dostaniecie próbnik, ale nikt Wam nie zagwarantuje, że taka decyzja będzie najlepsza. Powszechna jest praktyka zwalania decyzji w całości na klienta, bo gdy coś nie wypali drukarnia ma czyste ręce. Z taką rzeczywistością się zderzyliśmy. Do tego od tych wszystkich aspektów w dużej mierze zależy cena produkcyjna, to jak produkt będzie wyglądał i jakiej będzie jakości.

Musicie podjąć decyzje:
  • jaki nakład
  • jaki papier wybrać
  • jaka ma być okładka, czy miękka, twarda (grubość tektury)
  • czym ma być oklejona
  • czy okładka ma być klejona, czy szyta, czy na sprężynie
  • jaka ma być wyklejka
  • jaki ma być kolor nici
  • czy ma być kapitałka i jaki ma mieć kolor
  • czy mają być tasiemki/zakładki i w jakim kolorze, jakiej szerokości
  • inne cechy: zaokrąglone rogi (jakie zaokrąglenie), koperta (według jakiego wykrojnika)
  • czy ma być tłoczone logo na okładce
  • czy ma być zapięcie i jakiego rodzaju
  • czy zadruk ma być kolorowy czy czarnobiały

W międzyczasie urodziła się nam Córeczka, zmieniły się priorytety i choć cały czas poszukiwania wykonawcy trwały, to nie były bardzo intensywne. To był też czas, kiedy w ogóle chciałam porzucić temat własnych produktów. Ta przerwa była potrzebna, bo wtedy też uświadomiłam sobie jak balancy.calendar ma wyglądać, czego w nim potrzebuję, odświeżyliśmy też design, powstała nazwa sklepu balancy.me i nazwy produktów od niej wychodzące.

Wykonawca 1

Pod koniec czerwca 2016 znaleźliśmy drukarnię, która na wszystkie nasze zapotrzebowania mówiła „tak, możemy”, „tak, da się zrobić”, a na dodatek wycena nie była straszna. Termin realizacji był przyzwoity i w zasadzie byliśmy pewni, że wystartujemy pod koniec lipca, najpóźniej w połowie sierpnia.

Zlecając wykonanie nakładu musimy część kwoty za jego wykonanie zapłacić z góry. To ważne, gdy planujemy wystartować ze sprzedażą własnego produktu, bez odpowiedniej zaliczki nie zaczniemy. Do tego dochodzą koszty prototypów produkcyjnych, czyli wysyłanych pojedynczych egzemplarzy, które pozwolą Wam ocenić, czy produkt jest na takim poziomie jak chcecie. U nas tutaj zaczęły się schody.

Pierwszy prototyp nie był najgorszy – kilka aspektów do poprawy, jeden też z naszej winy. Nie takie logo, sztywniejsza okładka, strony w innej kolejności. Tragedii nie ma, są to rzeczy, które przecież da się prawić. Reakcja drukarni na to, że czekamy na kolejny prototyp bez błędów nie była zbyt obiecująca, ale dotarł… z opóźnieniem. A tam znów, logo nie takie, choć bliższe ideału, plan tygodnia dzielony z planem miesiąca, a okładka odpadła po dwóch otwarciach. Kontakt z drukarnią zaczął być utrudniony, brak odpowiedzi na maile, nieodbieranie telefonów, później chwilowe poprawienie komunikacji, obietnica kolejnego prototypu, który nigdy nie dotarł. Podobnie jak zwrot zaliczki po rozwiązaniu umowy. I mimo że od tego czasu minęło już dobrych kilka miesięcy, to ciągle na samą myśl o tych wydarzeniach, wszystko się we mnie gotuje.

To był ten moment, kiedy kolejny raz miałam ochotę rzucić wszystko i więcej się za to nie zabierać, a z drugiej strony ciągle intuicja mi mówiła, żeby to robić i się nie poddawać. Wiecie, taki wewnętrzny głos, który mówił „spróbuj, a jak nie wypali, to zajmiesz się czymś innym. Tego doświadczenia nikt ci nie zabierze„.

Wykonawca 2

We wrześniu skontaktowaliśmy się z nowy wykonawcą, który wcześniej dał nam o 50% wyższą wycenę, ale chcieliśmy zrobić choć jeden prototyp przedprodukcyjny, by wiedzieć, czy da się stworzyć organizer bliski naszych marzeń. Nie napiszę Wam, ile kosztował, bo bloga czyta moja Mama i boję się o jej zdrowie, ale z pewnością to jeden z najdroższych kalendarzy świata :). Są osoby, które za taką kwotę żyją cały miesiąc. Ostatecznie okazało się, że balancy.calendar może wyglądać tak jak chcemy i po wielu wieczorach spędzonych na rozmowach, liczeniu kosztów, podjęliśmy decyzję. Działamy!

5. Produkcja

To ten etap, kiedy niewiele od Was zależy. Czekacie, aż wielkie paczki do Was przyjadą. Wraz ze zleceniem produkcji, postanowiliśmy powiadomić resztę świata o tym, że będzie produkt fizyczny, uruchomiliśmy sklep, rozpoczęliśmy przedsprzedaż. To był czas, kiedy zajmowaliśmy się marketingiem, zrobieniem zapasów bibułek i pudełek do pakowania, zamówieniem wizytówek, pieczątek i bilecików.

Kiedy już cały nakład do nas dotarł, nie obyło się bez „przygód”. Tłoczone logo nie wyglądało tak jak powinno i część kalendarzy wróciła do poprawki. Na szczęście nasz wykonawca jest bardzo rzetelny, nie robił problemów, a ja jestem w stanie mu zaufać, bo wiem jakie inne cuda od niego wychodzą.

6. Sesje zdjęciowe, opakowania, ceny, regulaminy, księgowość i uruchomienie sklepu internetowego

Tworząc produkt fizyczny nie można zapomnieć o całej oprawie i rzeczach, które są mniej fascynujące, a bez nich się nie obędzie. Najprzyjemniejsza, to sesja zdjęciowa. Naszą, której efekty widzicie w tym wpisie, robiła Agnieszka Werecha TiAmoFoto. Oprócz sesji w międzyczasie robiłam zdjęcia na stronę sklepu czy na Instagram. Mając już kilka prototypów szukaliśmy też idealnego sposobu pakowania, takiego, który będzie i ładny, i bezpieczny. Do tego przygotowania do uruchomienia sklepu internetowego, regulaminy (tutaj polecamy Wojtka Wawrzaka z bloga PraKreacja) i ustalenie ostatecznej ceny. To był dla mnie najtrudniejszy etap prac, bo trzeba było uwzględnić wszystkich koszty, podatki oraz miesięczną kwotę funkcjonowania sklepu przy jednocześnie najniższej możliwej cenie.

O tych wszystkich aspektach nie będę już dziś pisać szczegółowo, bo tekst wyszedł i tak mega długi. Jeśli chcielibyście się dowiedzieć jak to u nas wyglądało, dajcie znać, który aspekt szczególnie Was interesuje.

Na koniec tak w skrócie, na co trzeba być gotowym:

  • jeśli coś może pójść nie tak, to napewno pójdzie
  • na wszystko zawieraj pisemne umowy
  • minimalizuj koszty wokół produktu, bo dopóki nie zaczniesz sprzedawać, to nie masz pewności, że ktoś ten produkt kupi, ale nie oszczędzaj na samym produkcie, bo może się to odbić na jakości
  • jeśli planujesz start na lipiec, to wystartujesz w listopadzie
  • musisz się pogodzić z tym, że gotowy produkt może nie spełniać 100% Twoich oczekiwań, ale tylko Ty będziesz o tym wiedzieć 😉

Uff, no to chyba tyle, choć i tak mogłabym opowiadać więcej i bardzo szczegółowo. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało zadawajcie je w komentarzach, postaram się na wszystkie odpowiedzieć. I dajcie koniecznie znać, czy chcielibyście więcej takich wpisów zza kulis i czego powinny dotyczyć :). 

A przy okazji bardzo dziękuję Wam za wsparcie w trudnych momentach, bo bez Was balancy.calendar nigdy by nie powstał ❤️.

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close