Minimalizm w kosmetyczce. 5 zasad, których staram się przestrzegać

minimalizm-w-kosmetyczce

Moje podejście do minimalizmu już znacie – klik. I tak jak pozwalam sobie na kupienie kolejnej książki czy kolejnego kubka, to kosmetyków mam minimalną ilość.

Taki kosmetyczny minimalizm trzyma się mnie od zawsze. O ile wiele korzyści ze sprzątania dotarło do mnie z wiekiem, to chyba ten minimalizm kosmetyczny mam wrodzony, a do tego wiąże się ze skąpstwem, bo po co mam wydawać pieniądze na drugi kosmetyk dający mi taki sam efekt 😀 I choć w ostatnim czasie odkryłam wiele nowych kosmetyków i akcesoriów, to moje zasady się nie zmieniły.

Jeśli chcecie nawet trochę zminimalizować ilość posiadanych przez Was kosmetyków, to myślę, że wprowadzenie choćby jednej z nich może wiele zmienić.

5 zasad, które pozwalają mi utrzymać minimalizm w kosmetyczce

1. Używam tego, co mam. Zanim kupię jakikolwiek kosmetyk, który odpowiada tej samej funkcji, to najpierw wykorzystuję te, które już posiadam.

2. Nie robię zapasów. Nawet gdy jest mega, hiper, super promocja. Jeśli mam dany kosmetyk i wiem, że starczy mi na ponad tydzień, to nie ma takiej opcji, żebym go kupiła. Co nie znaczy, że nie korzystam promocji. Ale to końcówka danego kosmetyku powoduje, że jej szukam. Promocja nie jest powodem, dla którego daną rzecz kupuję.

3. Lista niezbędnych kosmetyków i moich ulubieńców. Przygotowałam sobie w kalendarzu listę kosmetyków i akcesoriów do makijażu, których potrzebuję. Z tego, co pamiętam zrobiłam ją pod wpływem książki „Makijaż z Katosu”, która wpłynęła na rozszerzenie mojej kosmetyczki o kilka uważanych do tej pory za totalnie niepotrzebne. A ponieważ nie mam pamięci do nazw, to zapisuję sobie nazwy i numery, które się sprawdziły. I szanuję ulubieńców. Jeśli znajdę kosmetyk, który naprawdę mi odpowiada, to nie szukam i nie testuję jego zastępców. Pech polega tylko na tym, że w momencie kiedy takiego ulubieńca znajdę, to zostaje wycofany ze sprzedaży. Powiedzcie, że też tak macie? 😉

minimalizm-w-kosmetyczce-2

4. Nowe, tylko przemyślane. Zazwyczaj nie ekscytuję się kosmetyczną nowością zobaczoną na jakimś blogu, ale jeśli mam wybrać się np. po nowy tusz, bo poprzednie się nie sprawdziły, to wszystkie kosmetyczne blogi i Wizaż są przeszukane od A do Z. Wnikliwie czytam i analizuję pod kątem moich potrzeb, tak by zminimalizować trafienie na bubla.

5. Nie kupuję kosmetyków na specjalne okazje. No dobra, kupiłam z okazji ślubu. Ale to był wyjątkowy wyjątek, bo okazało się, że mniejszą krzywdę robię sobie sama niż profesjonalne makijażystki. Poza tą jedyną nie ma specjalnych okazji, które powodują, że koniecznie muszę mieć ten inny odcień na jeden raz. Nie gromadzę kosmetyków, których mogę użyć tylko raz w roku, czy tylko na wielkie wyjście. Nawet jeśli zdecyduję, że kupię nowy odcień, to musi on być takim, który będę nosić często. Zresztą tak też jest z kosmetykami ślubnymi. Przy tej okazji znalazłam idealny odcień różu i pomadki.

minimalizm-w-kosmetyczce

Prosty, naturalny makijaż, który podkreśla moje atuty jest zdecydowanie moim ulubionym. W takim najlepiej się czuję, a do jego uzyskania potrzeba niewiele, choć na pewno mógłby być doskonalszy i bardziej precyzyjny. To co widzicie na zdjęciu powyżej, to wszystko, a nawet za dużo, czego potrzebuję do zrobienia takiego makijażu. W tym zestawie jest aż 5 moich ulubieńców, ale ciągle poszukuję cudnie wydłużającego tuszu do rzęs. Wszystkie moje kosmetyki do makijażu znajdziecie pod koniec tego wpisu. Aż tyle 🙂

A jak jest u Was? Minimalizm, szaleństwo czy znajdujecie się po środku?

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

Close