Nasze rodzinne rytuały (okiem męża)

Fot. Magdalena Mizera

Dziś Ania odpoczywa i zbiera siły przed ostatnim wysiłkiem w tym tygodniu. Śpi w wielkim łóżku z córką. Korzystając z okazji ja przejmuję stery i zapraszam do wpisu, o którym Ania mi dzisiaj opowiedziała.

Codzienność składa się z pierdyliarda zdarzeń. Mniejszych i większych, które tworzą kolejne dni. Myślę, że wszyscy zasługujemy na to by pośród szumu informacji i zdarzeń, otrzymywać chwilę czasu „na swoje sprawy”. Razem z Anią jesteśmy wielkimi zwolennikami wyznaczania sobie przyczółków świętego spokoju i planowania relaksu. Takie zanurzenia poniżej powierzchnię peryskopu, by mieć wreszcie czas dla siebie. Dzięki temu czujemy kiedy wziąć oddech.

Przebudzenia

Rytuał naszej córki. „Mama! Tata!” – szczerze o 5.50 brakuje mi tylko okrzyku „Już widno!” (to będą kolejne jej słowa). Na szczęście godzina budzenia trochę nam się przesuwa, ale na slow-wstawanie znaleźliśmy też metodę. Czasem działa, czasem gorzej. Gdy wciągamy córkę pod wspólną kołdrę na 15 minut czasami potrafi zasnąć nawet i na godzinę. Sukces! Takie dospanie we trójkę jest przyjemne, bo nikt nie musi wstawać niczym zombie i nieprzytomnym wzrokiem pytać „Dzisiaj ja ogarniam małą?”

Śniadania

Lubię gotować. Serio. Nieskomplikowanie. Odpręża mnie to. Dlatego śniadania są super. Zwłaszcza te wspólne. Ania kiedyś powiedziała, że dbanie o dom jest trochę jak mówienie drugiej osobie „kocham Cię”. Nigdy na to nie patrzyłem w ten sposób. Zatem ja też mówię. Śniadaniem. Jemy razem, zawsze, więc nawet jak ktoś się podtruje z powodu moich kulinarnych wybryków to cierpimy zespołowo.

Spacery

Gdy tylko za oknem nie leje, a my wreszcie ogarnęliśmy, bierzemy dzieciaka pod pachę i ziuu na lody. Dieta, nie dieta, lody muszą być. Zośkę kantujemy trochę waflem z małą łyżką bitej śmietany. Ja wybieram zawsze dziwne smaki. Gdyby były lody o smaku kiełbasy to do swojej porcji dołożyłbym jeszcze musztardowe. Ania zawsze nie może się zdecydować i wiem, że czeka na moje „bierz wszystkie”, ale do urodzin jest jeszcze chwila, więc milczę jak głaz. Poza lodami, na spacerach zwykliśmy chodzić. Długo!

Zdjęcia

Ania robi piękne zdjęcia rodzinne, dba o druki i odpowiednią ekspozycję w albumie. Wiecie same najlepiej czego można się po niej spodziewać, więc nie będę się rozpisywał. Moja rola to moderacja, akceptacja, konsultacja. Generalnie męska obecność. Wzdychanie, wspominanie, a w razie potrzeby ramieniem otulenie. Lubię to! I myślę, że większość facetów też. Wspólne aktywności zawsze na propsie.

Przy okazji zdjęć nie mogę przemilczeć bombowego pomysłu 1 zdjęcia w roku, w tym samym miejscu. Mamy 3! Wiem szał! Ale w tym roku będzie czwarte i gdy na nie patrzę rozumiem jaką drogę przeszliśmy. Polecam Wam! Ania pisze o tym pomyśle we wpisie: Jedno zdjęcie w tym samym miejscu…

Zaproszenia do swojego świata

Kiedy pisałem ten akapit, nasunęła mi się jeszcze myśl na conajmniej kilka przesłodzonych punktów, ale stwierdziłem, że skończę z tym. Przecież jeśli dacie ten tekst Waszym męskim połówkom do poczytania, stwierdzą „co to za gość”. „Pewnie w knajpie pije sok z żurawinki, a do roboty zasuwa na różowym jednorożcu prosto do tęczowego królestwa.”. Uwaga, będzie refleksja! Najważniejszy z rytuałów to zaproszenie do swojego świata. Ania ma projekty DIY, które tak naprawdę nie angażują mnie, ale zawsze mi o nich opowiada, a ja słucham. Nie czuję się zaskoczony pomalowaniem zegara w naszej sypialni na złoto, nowym kubkiem czy paprotką-nie-wiadomo-po-co. Ona nie wścieka się, że kolejne planszówkowe pudełko ląduje na naszym stole, albo że przerabiam tubę po plakacie na wieżę arcymaga-nie-wiadomo-po-co. To głupstwa, które warto nie tylko akceptować, ale i nimi się interesować. Jeśli lubię whiskey to Ania jej próbuje, zwyczajnie z ciekawości, jeśli ona zawzięcie czyta kolejną książkę pytam o czym jest. Taki ping-pong. Mamy wieczór na jogę, mamy wieczór na planszówkę, planujemy wspólnie budżet i konsultujemy pomysły w swoich projektach. Obecnie walczymy o odzyskanie całych piątków. Stworzenie trzydniowego weekendu to trudny temat, ale dzielnie walczymy.

Ach i jeszcze jedno! Pomagamy sobie! Zawsze. To jeden z naszych codziennych rytuałów <3 Jak ten wpis. Więc dajcie łapkę w górę i zostawcie komentarz bym poczuł, że pomogam i ja!

P.S. I łapcie jednorożca, na szczęście!

Autor: Sebastian

Kreatywna głowa, inspirator, projektant. Fan Trello, Slacka i myślenia wizualnego. Lubię ładne gadżety, poruszające książki, F1 i gry bez prądu.

Close