5 powodów, dla których lepiej jest mieć mniej

10 powodów dla których lepiej jest mieć mniej

Organizacja jest potrzebna, wtedy gdy mamy za dużo rzeczy, by od razu znaleźć to, czego szukamy. Dlatego czasem warto zastanowić się czy aby na pewno potrzebujemy kolejnego przedmiotu do kolekcji. Może lepiej zrezygnować z zakupu albo odłożyć go w czasie, bo dziś wydaje się niezbędny, a w perspektywie kolejnych miesięcy tak naprawdę nam się nie przyda.

Choć nie jestem zwolenniczką pozbywania się wszystkiego i lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, to doszłam do wniosku, że kiedy posiadamy mniej nasze życie jest łatwiejsze. Chociażby w kontekście sprzątania i porządków. Moja definicja minimalizmu nie zmieniła się w ciągu ostatnich miesięcy, ale mimo wszystko dużo bardziej świadomie kupuję na przykład moje ukochane kubki. A więc, dlaczego według mnie, lepiej jest mieć mniej rzeczy?

Mniej sprzątania

Im więcej mamy bibelotów poustawianych na półkach, tym więcej rzeczy zbiera kurz, który później należałoby z każdej z nich zetrzeć. Czyli mamy więcej sprzątania. Ograniczenie ilości rzeczy, które stoją na wierzchu czy na otwartych półkach ułatwi i przyśpieszy sprzątanie. Podobnie jest z poduszkami, narzutami i innymi tekstyliami, które mamy w domu. Im więcej ich mamy, tym więcej rzeczy jest do prania. Im więcej mebli na podłodze, tym odkurzanie staje się bardziej skomplikowane.

Ja uwielbiam poduchy i ciągle rozglądam się za nowymi. Wprowadzają przytulność do wnętrz, która sprawia, że gdziekolwiek bym nie była czuję się jak w domu. Ale przed każdą decyzją zakupową poważnie zastanawiam się czy są one mi tak niezbędne i czy znajdę czas by prać je tak często jak tego potrzebują. I nie chodzi o to by zrezygnować z nich całkowicie, tylko o to by dokonać świadomego zakupu, który będzie miał też wpływ na ilość mojego czasu poświęconego na sprzątanie.

Nie ma problemu z przechowywaniem

Niewielka ilość rzeczy zawsze się zmieści. Nie ma problemu ze znalezieniem dla nich miejsca, bo jest go pod dostatkiem. Ale kiedy kolekcje zaczynają nabierać pokaźnych rozmiarów zaczynamy rozmyślać w jaki sposób je uporządkować, gdzie je pochować i przechować. Dotyczy to chyba wszystkiego co posiadamy: ubrań, naczyń, książek, kosmetyków. Właśnie dlatego jestem przeciwniczką robienia zapasów i posiadania tylko tych rzeczy, z których na co dzień korzystamy.

Łatwiej znaleźć miejsce dla nowych rzeczy

Nawet jeśli kupimy coś nowego, to wprowadzenie tego do naszego otoczenia jest łatwiejsze, jeśli wcześniej nasza przestrzeń nie była zagracona. Najlepiej stosować przy tym zasadę jeden za jeden, ale zachowując zdrowy rozsądek nie obrośniemy w niepotrzebne rzeczy minimalizując to, czego potrzebujemy. Sama po sobie wiem, że zakupy zawsze wiążą się z poszukiwaniem miejsca, nawet jeśli do tej pory danej rzeczy nie mieliśmy. Zawsze trzeba coś przeorganizować czy inaczej ustawić. A gdy miejsca brakuje radość z nowej rzeczy jest dużo mniejsza.

Łatwiej znaleźć potrzebne nam przedmioty

W końcu niewiele z nas może pozwolić sobie na stratę czasu w postaci bałaganu. A im więcej mamy tym trudniej się odnaleźć szukaną rzecz. Zawsze można książki zorganizować alfabetycznie, ubrania kolorystycznie, grupować podobne przedmioty razem, ale tak naprawdę gdybyśmy nie mieli tego dużo, to zaawansowane organizowanie nie byłoby nam potrzebne. I choć bardzo lubię organizację, to dochodzę do wniosku, że im mniej mamy, tym mniej nam ona potrzebna.

Mniej stresu

Jeśli mamy mniej, trudniej zrobić bałagan. A bałagan powoduje, że nie jest łatwo się skupić, konieczność częstego sprzątania u wielu osobach wywołuje stres. Zresztą ja też nie lubię sprzątać dużo i długo. W końcu dużo łatwiej posprzątać pusty prawie pusty pokój niż taki, w którym jest kilkanaście mebli i kilkadziesiąt dekoracji. Do tego chciałoby się, by nasze mieszkania chociaż trochę wyglądały jak z katalogu, a dużo łatwiej taki stan uzyskać kiedy mamy mniej. Czyste i proste wnętrza uspokajają i przyjemniej się w nich odpoczywa.

Ciekawa jestem Waszego zdania w tym temacie. Czy widzicie związek między ilością posiadanych rzeczy a ilością sprzątania? We mnie ta świadomość kiełkowała dość długo, ale teraz decydując się na więcej jednocześnie myślę o konsekwencjach w postaci miejsca na przechowywanie i konieczności sprzątania. 

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • makate

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś! Właśnie ze względu na te wszystkie powody staram się nie mieć zbyt wiele, a w każdym razie nie mieć „nadmiaru”. Dodatkowe sprzątanie, brak miejsca na nowe rzeczy i trudność z ułożeniem tego co jest mimo świetnej organizacji… to dla mnie sygnały że mam zbyt wiele jak na swoje możliwości. Cudownie jest mieć akurat tyle by piękne rzeczy cieszyły oko a nie zawalały półki 🙂

  • Magda K-ska

    Pewnie, że jest związek między ilością a sprzątaniem. Wyrzuciłam 90% durnostojek – kurzołapek i sprzątam trzy pokoje w 30 minut, mniej więcej 10 minut na pokój, przy czym najwięcej czasu zajmuje mi odkurzanie, bo lubię być dokładna i zajrzeć w każdy zakamarek. Też miałam słabość do poduszek, w każdym pokoju po kilku, wyrzuciłam, mam teraz 4, dwie w sypialni i dwie w salonie i święty spokój. I jedyne co zbieram, choć już w bardzo ograniczonych ilościach to książki, ale na szczęście szybko się je wyciera miotełką:)

  • Weronique

    jak nic tzn. kolor jest pustką, pustka jest kolorem. Książeczka Minimalisty – prosty poradnik szczęśliwego człowieka

  • kwiatuszek2104

    Calkowicie sie z Toba zgadzam, kiedys gdy mialam malo rzeczy latwiej mi bylo wszystko ogarnac, a teraz czesto czuje ze sie mecze z powodu posiadania wielu rzeczy. Radoac takze mija nowego ubrania czy pomocnika eo kuchni gdy stoja 3 miski ciuchow do prasowania i szafka z naczyniami miesci tak niewiele. Ale niestety ciezko jest Sian pozbyc rzeczy, ktore juz sie posiada, dlatego tez staram sie teraz robuc rozwazne nowe zakupy i 3 razy zastanawiam sie przed zakupem nowej rzeczy. Dzieki pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Święta prawda, którą staram się powoli wprowadzać do mojego życia. Zaczęłam od pozbycia się nadmiaru ciuchów i torebek. To, co mogłam pochowałam w pudełka. Zbędna biżuterię pooddawałam. Dzięki temu łatwiej jest mi utrzymać porządek, choć jeszcze daleko mi do ideału. 🙂 Grunt to się starać!
    Bardzo przyjemny tekst!

  • Och jak ja się z Tobą zgadzam!!! Tyle, że zrozumiałam to stosunkowo niedawno 😉

  • Genialne zasady. Szczególnie podoba mi się zasada jeden za jeden. Często zostawia się stare rzeczy z myślą że może jeszcze kiedyś się przydadzą…A prawda jest taka że kupiliśmy je bo ich odpowiedniki się wysłużyły. Gdzie więc logika? 😀

    • Z taki historii przypomina mi się zakup lodówki przez moje wujostwo. Stara została w garażu, bo lepiej chłodziła 😀

  • Zgadzam się. Poza tym, kiedy mamy mniej rzeczy, bardziej doceniamy te posiadane.

  • Pewnie że większa ilość rzeczy = większa ilość sprzątania 🙂 Jest z czego robić bałagan. A tak poważnie to wciąż zastanawiam się, czy minimalizm jest tak naprawdę dla mnie – bo z jednej strony kocham otaczać się fajnymi rzeczami i dobrze się czuję z kupowaniem, a z drugiej ta ilość rzeczy mnie dość mocno przytłacza – jestem właśnie w trakcie realizacji programu Edyty Zając – 30 dni do zmian – ciekawe jakie efekty przyniesie mój przedłużony pierwszy tydzień 🙂

    • Nie każdy musi być minimalistą i nie uważam, że to coś złego. Ja też uwielbiam kiedy wokół mnie są piękne przedmioty, zakupy i tworzenie różnych dekoracji sprawiają mi mnóstwo frajdy, ale myślę, że najważniejsze zachować we wszystkim zdrowy rozsądek, nie przywiązywać się do przedmiotów i kiedy przyjdzie potrzeba po prostu się z nimi rozstać.

      A książkę Edyty mam na liście. Muszę w końcu sprawić sobie prezent 🙂

  • newania

    Zdecydowanie się zgadzam z Twoją tezą 🙂 Unikam wszelkich kurzołapek na półkach, choć oczywiście trudno wyeliminować wszystko w 100%, zostają jakieś świeczki, ramki ze zdjęciami itp. Ale twardo walczę z nadmiarem 🙂

  • Zasada minimalizmu to ta, którą staram się od niedawna sukcesywnie wprowadzać w moje życie, ale również otoczenie. Zbieranie nadmiernych ilości bibeltów, jakieby one nie były jest tak naprawdę nie potrzebna. Sam człowiek po czasie dochodzi po co ja to kupiłam, tylko zajmuje miejsce, a tak naprawdę z tego nie korzystam. Warto, tak jak sama wspominasz, już podczas zakupów zastanowić się czy to jest mi aż tak niezbędne jak na daną chwilę o tym myślę.

  • Podpisuję się pod tym rękami (rękoma?) i nogami 🙂 Ostatnio mieliśmy małą rewolucję w mieszkaniu, malowaliśmy sypialnię, przedpokój i salon gdzie były największe zmiany. Dwie komody i regał zastąpiłam jedną bardzo pojemną komodą z Ikei. Żeby sprzedać komody (2 z salonu i jeszcze 1 w przedpokoju) musiałam je najpierw opróżnić… załamałam się ile ja tego mam! Po co mi to wszystko? Dużo rzeczy wyrzuciłam, część porozdawałam, nadal uważam że mam dużo rzeczy ale w porównaniu co było kiedyś a jest teraz to niebo a ziemia. Wczoraj zrobiłam rewolucję w szafie. Mimo wnękowej szafy na całą ścianę nie mieściłam się w niej. A po odgruzowaniu nagle mam wolną półkę, w ogóle więcej miejsca a ile wolnych wieszaków 🙂 Kiedyś nie wyobrażałam sobie mieć mniej, no bo po to żyjemy żeby kupować i korzystać z dóbr materialnych. Niby tak ale należy być bardziej świadomym swoich potrzeb i to że mogę i chcę mieć mniej to nie znaczy żę nie będę szczęśliwa 🙂
    PS Przepraszam za tak długi komentarz 🙂 Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Ja bardzo lubię czytać długie komentarze 🙂 „Kiedyś nie wyobrażałam sobie mieć mniej, no bo po to żyjemy żeby kupować i korzystać z dóbr materialnych. Niby tak ale należy być bardziej świadomym swoich potrzeb i to że mogę i chcę mieć mniej to nie znaczy że nie będę szczęśliwa :)” Piękne zdanie ❤ Mogę się pod nim podpisać.

  • O dziwo to prawda, że im mniej bibelotów wala mi się pod ręką, tym mniej stresu odczuwam. Jest jakiś spokój, radość i czysta przestrzeń. Nie czuję się przytłoczona i zagracona. Tak, piszę to otoczona masą dupereli, których nie miałam czasu posprzątać i staram się zmotywować do tego, by w końcu powywalać wszystkie zbędne rupiecie. :)!

    • To mam nadzieję, że ten komentarz pomógł w mobilizacji! 🙂

      • Pomógł 😀 Jak tylko znajdę trochę czasu (ha ha ha) to zrobię. 😉 Dzisiaj prasowanie i bieżące sprawy, dorosłość..

  • Ja jestem z tych minimalistycznych. I to nie dlatego, że lubię minimalizm (no dobra lubię), ale dlatego, że nie lubię sprzątać 🙂
    Poza tym wyrzucam dany ciuch po tym jak nie miałam go na sobie rok (oddaję po prostu dalej – często z metką :D) i jest miejsce na nowe <3

    • Ja rocznej zasady też się trzymam, ale ostatnio zmieniam ją na sezon (choć zwykle, to łączy się właśnie z rokiem). Jeśli nie nosiłam czegoś zimą, to kolejnej też na pewno tego nie założę. Ale w innych rzeczach, np. bardziej eleganckich czy wizytowych sukienkach znów nie zawsze ta metoda roku jest dobra, bo może się to jeszcze nadawać do noszenia, ale nie było takiej eleganckiej okazji 🙂

      • Eleganckie rzeczy czy sukienki też zazwyczaj trzymam dłużej, chyba, że się rozmiar zmieni 😀

  • Ewa

    Zdecydowanie tak, mniej przedmiotów znaczy więcej czasu, bo nie będzie on poświęcony na sprzątanie. Lubie porządek, więc właśnie posiadanie mniejszej ilości przedmiotów świetnie się u mnie sprawdza. Każdy domownik ma garderobę, gdzie świetnie się mieszczą nie tylko ubrania i wszytko ma swoje miejsce. Dzięki czemu w pokojach nie potrzebuję tabunu półek czy szafek zbierających kurz.

  • Cu-Kinia

    Odkąd odkryłam Twojego bloga dojrzewam do wprowadzenia zmian w moim otoczeniu. Zawsze lubiłam mieć trochę bałaganu, w którym tylko ja się orientuję, ale ostatnio zaczęło mnie to męczyć (zwłaszcza kiedy nie mogłam znaleźć jakiejś ważnej rzeczy). Nie jestem z tych, którzy lubią sprzątać, tym bardziej spodobał mi się Twój sposób z 15-minutowymi „sesjami” 🙂
    Dzięki! 🙂

    • Cieszę się! Ja przez długi czas mówiłam, głównie szkolny, mówiłam, że mam artystyczny nieład 😉 Ale w sumie to nigdy nie byłam bałaganiarą, aczkolwiek poszukiwania rzadziej używanych rzeczy się zdarzały. A 15-minutówki są dla mnie wybawieniem i chyba już nigdy z nich nie zrezygnuję.

  • Ja też nie lubię dużej ilości bibelotów, bo nienawidzę tracić życia na sprzątanie 😛

  • Nie kupuję rzeczy, które trzeba długo czyścić, bo nie. Szkoda mi czasu 🙂

  • Aniu myślę, że bardzo spodobałby Ci się mój salon – jest w nim stół. Tylko. Nic więcej. Nie ma nawet krzeseł, bo stół ma 30 cm wysokości i siedzi się przy nim na podłodze. Sprzątanie w salonie nawet ja ogarniam (ale już niekoniecznie w innych pomieszczeniach gdzie tak minimalistycznie nie jest 🙂

    • Ja siebie w tak dużym minimalizmie nie widzę :D, ale jeśli chodzi o sprzątanie to wiem, że to raj i do Ciebie idealnie mi pasuje 🙂 W ogóle jeśli ktoś nie lubi sprzątać, to taki minimalizm w urządzani wnętrz powinien być dla niego wybawieniem. A duży macie salon?

      • ok 30m kwadratowych

        • To ogromna przestrzeń! 🙂 Całe mieszkanie, w którym obecnie mieszkam ma 35 metrów kw. Ale w takim dużym minimalistycznym salonie musi się dobrze przebywać!

          • Aniu nasze poprzednie mieszkanie miało 34 metry. I mieszkaliśmy tam w czwórkę 🙂 To, co lubię w moim salonie to fakt, że może stać się wszystkim – naszą rodzinną pracownią malarską, salą do tańca, miejscem do gimnastyki, miejscem spotkań itp. Możliwości aranżacji są nieograniczone 🙂

  • Monika

    Zgadzam się całkowicie! Mam porównanie z aktualnym wynajmowanym mieszkaniem i moim domem rodzinnym. Wynajmujemy z mężem mieszkanie od trochę ponad roku i raczej mamy w mieszkaniu same rzeczy, które są nam potrzebne. Wiadomo – są pewne rzeczy, których nie użyjemy, ale ponieważ nie mamy zbyt wielu mebli to ograniczamy gromadzenie zbędnych przedmiotów. Dzięki temu sprzątanie zajmuje nie wiele czasu i dużo się przy tym nie męczymy:) Natomiast w moim domu rodzinnym w przeciągu 25 lat ( bez przeprowadzania się) nagromadziło się mnóstwo rzeczy, których i tak się nie używa, zajmują miejsce a niektórych szkoda wyrzucić. W sumie sporo jest podobnych przedmiotów w kilku egzemplarzach. Żeby mieć wrażenie porządku nie wystarczy tylko ogarnąć. Potrzebne jest dość gruntowne sprzątanie i wszyscy domownicy są wkurzeni przez ciągłe przekładanie przedmiotów, które nie mają swojego miejsca.

  • Uważam, że kluczem jest harmonia i umiar, i że dla każdego te zasady rozsądnego posiadania mogą być inne. Każdy ma inne potrzeby, inną rodzinę, inny styl zycia inny dom (i metraż!) wreszcie. Grunt, żeby przedmioty nad nami nie zapanowaly. Dla mnie na przykład ksiązki sa szalenie ważną częścią życia, chcę je zbierać i eksponować, i nie wyobrażami sobie nabywania nowej na zasadzie wymiany 1 za 1. Niemniej nadal porządek bez przesady jest kluczem do sukcesu.
    P.s. W pewnym miejscu z Twojego zdania wynika, że jesteś przeciwniczką posiadania tylko tych rzeczy, z których się aktualnie korzysta 😉

  • Oj tak, już teraz mam problem z przechowaniem różnyh dekoracji, do których mam słabość 🙂 może to kwestia braku odpowiedniej przestrzeni. Niemniej jednak zgadzam się z każdym punktem, choć nie ukrywam że zdarza mi się kupić coś pod wpływem chwili i dopiero później zastanawiam się gdzie to umieścić 😉

  • Anelise

    Ja zgadzam się z Tobą absolutnie! Przeciwniczką tego założenia jest jednak moja mama, która wciąż i wciąż zwozi do domu niemałe graty, a później wszystko leży na wierzchu i psuje swoim wyglądem wygląd – dodam, że posprzątać tego też nie ma komu 🙁
    Tak więc mam np. w kuchni dwie lodówki, z czego jedna cały rok stoi i czeka na Boże Narodzenie, bo tylko wtedy rzeczy nie mieszczą się w jednej oraz dwa pieczniki, bo w piekarniku popsuł się termostat a mama nieświadomie kupiła piecznik również bez termostatu. Masakra….

    • Sytuacja z dwiema lodówkami jest mi znana – podobnie było u mojego wujostwa, tyle że zapasową lodówkę trzymali w garażu, bo nowa słabiej chłodziła. Może da się jakoś małymi krokami mamę przekonać do zmian? Choć wiem, że to ciężka praca, bo przede wszystkim takich zmian trzeba chcieć samemu.

      • Anelise

        Każde próby rozmowy, krzyki, sugestie kończą się kłótnią albo jeszcze jednym przyniesionym do domu gratem :/

        W dniu 16 maja 2015 16:29 użytkownik Disqus napisał:

  • Dodać jeszcze: więcej pieniędzy w portfelu 🙂

  • Zdecydowanie widze związek miedzy ilościa klamotów, a sprzątaniem i w sumie wolę mieć mniej rzeczy (od durnostojek na półkach, przez ciuchy po książki). Jest wtedy jakby więcej powietrza do oddychania, otoczenie mnie tak nie przytłacza. Problemem jest dla mnie doprowadzenie do tego stanu. Na studiach, gdy mieszkałam z dala od domu, to było łatwe, bo przywoziłam rzeczy wybrane. W domu za to latami w różne rzeczy obrastałam i trzeba by mase powyrzucać, ale wtedy załącza się lampka „a może to mi się przyda za dwa tygodnie i będzie płacz”. 🙁 Szcześliwie wyleczyłam się już z przywożenia pamiątek z wyjazdów, nadal czasami coś sobie kupię, ale raczej są to rzeczy użytkowe (płyty CD, kubki (choć to też powinnam ograniczyć), biżuteria) a nie kurzołapki. 🙂

    • Dobrym sposobem na takie „a może się przyda” jest odłożenie do jakieś pudła na dnie szafy lub w miejsce, z którego nie korzystasz. Zawsze po kilku tygodniach dziwię się, że jeszcze tego nie wyrzuciłam 😉

  • Posiadanie nadmiaru jest szczególnie upierdliwe, gdy się przeprowadzasz. Wtedy okazuje się, ile rzeczy tak naprawdę posiadasz, których nigdy nie używasz. Dzięki przeprowadzce pozbyłam się prawie 10 par butów, a o różnych duperelach, takich jak stare magazyny to już nie wspomnę nawet 😉 Przynajmniej na nowym mieszkaniu odkryłam, że lepiej jest mieć mniej, bo niedobór jest bardziej estetyczny niż nadmiar.

  • Ja również zgadzam się w 100% z tym, o czym piszesz. Bardzo pożyteczne porady. Pozdrawiam 🙂

  • Natalia

    Ja to mam dużo ozdób i innych bibelotów, ale nie umiem wybrać który naprzykład mogę oddać komuś innemu xD