Jak spakować 2 dorosłe osoby w bagaż podręczny? 10 trików i sprawdzonych sposobów.

807px pakowanie

Ostatni przedłużony weekend spędziliśmy we Wrocławiu i przed samym wyjazdem postawiliśmy sobie wyzwanie: spakować się do jednej, małej walizki (wielkości bagażu podręcznego). Nie było dla mnie oczywiste, czy się uda, zwłaszcza, że do tej pory jeździliśmy zawsze spakowani w dwie walizki, które ledwo się zamykały. Ale daliśmy radę! Dlatego dzisiaj chcę podzielić się z Wami sprawdzonymi trickami na spakowanie 2 dorosłych osób w bagaż podręczny.

Wszystkie rady przydadzą się też, gdy musicie spakować się sami na wyjazd dłuższy niż 4 dni albo zapakować garderobę “od lata do zimy”, bo nie macie pewności co do pogody. Rady są uniwersalne i stanowią uzupełnienie wpisu, który pojawił się rok temu – każdą z nich stosowałam przy wspólnym pakowaniu.

Czy warto? To podstawowe pytanie, na które tak na prawdę można odpowiedzieć dopiero po podróży. Ja nie żałuję z kilku powodów:

  • jedna walizka to mniej dźwigania – okey, ja nie dźwigam i nie wnoszę po schodach, ale musiałam ciągnąć tę swoją, co nie jest wygodne. Z jedną jest poręczniej, zwłaszcza gdy nie jedzie się własnym samochodem. My zdecydowaliśmy się na podróż Polskim Busem ze względu na mocno ograniczoną ilość wolnych miejsc parkingowych w centrum Wrocławia. I z jedną walizką było nam o wiele wygodniej niż z dwiema.
  • ograniczone miejsce w walizce powoduje, że stawiamy na jakość nie na ilość – dzięki temu wiem, że spakowałam się rozsądnie i zabrałam ze sobą tylko te rzeczy, które były mi na prawdę potrzebne. Niczego nam nie brakło.
  • nie miałam problemów z przekopywaniem się przez rzeczy męża, a on przez moje – zawsze po przyjeździe na miejsce wypakowujemy się. Trwa to maksymalnie 10 minut, a rzeczy nie kiszą się w torbie, nie gniotą i mamy porządek.

image

10 zasad dzięki którym spakowaliśmy się do jednej walizki wielkości bagażu podręcznego:

  1. lista potrzebnych rzeczy – moja podzielona została na dwie części: rzeczy, które muszę wziąć i rzeczy, które chciałabym wziąć, jeśli się zmieszczą. Nie zmieścił się np. drugi aparat 😀
  2. suszarka i ręczniki na wyposażeniu – wyjeżdżając na wakacje szukamy miejsc, gdzie suszarka, a nawet ręczniki znajdują się na wyposażeniu. Zaoszczędzamy w ten sposób całkiem sporą ilość miejsca. Warto też, zainwestować w ręcznik z mikrofibry, który da się złożyć do niewielkich rozmiarów.
  3. zaplanowane zestawy ubrań – zarówno moje, jak i męża (on miał łatwiej, wiadomo:)). Wszystkie rzeczy, które ze sobą wzięłam mogłam ze sobą dowolnie zestawiać, tworząc różne “outfity”. Eksperyment z 10-elementową garderobą idealnie nadaje się na takie, krótkie wyjazdy. I koniecznie przynajmniej jedna sukienka.
  4. rolowanie – o tym już pisałam, ale mam wrażenie, że zwijanie ubrań jest niedoceniane, a pozwala zaoszczędzić całkiem sporo miejsca. Łatwiej jest ubrania ułożyć, wypełniając każdą wolną przestrzeń. Nigdy też nie zabieram ze sobą ubrań, które uwielbiają się gnieść, bo nie chce mi się prasować na wakacjach. Gdyby jednak coś się pogniotło, to polecam powieszenie ubrania w zaparowanej od gorąca łazience. Pod wpływem pary drobne zagniecenia się rozprostują.
  5. ciężkie i grube na sobie – najgrubsze ubrania zakładamy na siebie, nigdy nie wiadomo jaka pogoda będzie kilkaset kilometrów dalej, a wiadomo że prognozy się idealnie nie sprawdzają. Ale w drodze powrotnej było tak gorąco, że upakowaliśmy kurtki do walizki i też się zmieściły!
  6. małe zamiast dużego, szczególnie gdy chodzi o kosmetyki – szampon, żele pod prysznic przelałam do podróżnych pojemników z Rossmanna, zabrałam próbki kremu i maseczkę do włosów w saszetce (zamiast odżywki). Do przezroczystej kosmetyczki zapakowałam niezbędną ilość płatków kosmetycznych, w końcu nie potrzebne jest całe opakowanie. Zamiast dużej szczotki do włosów wzięłam małą, składaną (na której też podnosiłam grzywkę), a z produktów do stylizacji ograniczyłam się do miniatury lakieru do włosów. Moja kosmetyczka dzięki temu zmniejszyła się o jakieś 2/3!
  7. minimalizm – który objawia się poprzez jedną rzecz danego rodzaju, szczególnie gdy chodzi kosmetyki do makijażu, buty, torebki, biżuterię. Zawsze w podróż brałam plecak, a torebka wpakowana była do torby. Tym razem wzięłam tylko niedużą torebkę, z której korzystałam zarówno podczas podróży i spacerowania po Wrocławiu. Z kosmetykami do makijażu nie mam dużego problemu, bo na co dzień też posiadam po jednej rzeczy danego rodzaju i ten codzienny zestaw zabrałam ze sobą. Jeśli chodzi o buty to zawsze ograniczam się do 3 par (to jakie ze sobą zabieram zależy od miejsca i pory roku). Tym razem były to balerinki (je założyłam na siebie), sandałki i japonki, które nadadzą się pod prysznic i zastąpią ciapcie. Mąż ograniczył się do jednej pary butów (mężczyźni to jednak mają łatwiej ;)). Z biżuterią też postanowiłam nie szaleć, ostatnio mam fazę na wszystko co delikatne. Całą biżuterię założyłam na siebie i pasowała mi do każdego zestawu ubrań.
  8. mała elektronika – iPada obdarzyłam stuprocentową miłością dopiero podczas tego wyjazdu i już wiem, że będzie godnie zastępował laptopa podczas wszystkich naszych podróży. Zamiast książek Kindle, szczególnie na dłuższe wyjazdy. My tym razem wzięliśmy 2 książki z naszego ślubnego stosu – ciekawość zwyciężyła, a miejsca nie brakowało 🙂
  9. wykorzystanie nawet najmniejszej przestrzeni w walizce – układanie w walizce trzeba potraktować jak najściślejsze dostawianie cegiełek i wypełnianie każdej wolnej przestrzeni. Najcięższe na dno, szklane i delikatne włożone między ubrania albo w nie zawinięte, skarpetki w buty, itd. Żadnych luzów!
  10. na spółkę – z mężczyzną może ciężko wziąć dużo rzeczy na spółkę, ale szamponem czy pastą do zębów możemy się podzielić. Jeśli wyjeżdżacie w większej grupie, to warto się dogadać i rozdzielić rzeczy między siebie, nie zabierając 3 lokówek na 3 kobiety 🙂

To już chyba wszystko, a wykorzystując rady z poprzedniego wpisu, pakowanie nie powinno już stanowić żadnego problemu. Jeśli o czymś zapomniałam, to koniecznie dajcie znać w komentarzach. I podzielcie się swoimi przemyśleniami na temat wspólnego pakowania do jednej walizki!

A na koniec mam dla Was kilka ujęć moich ulubionych miejsc we Wrocławiu.

image

Powód, dla którego w ogóle we Wrocławiu się znaleźliśmy, czyli koncert Linkin Park.

image

Nie wiem czy to zwiększający się z wiekiem lęk wysokości czy starzenie, ale mimo wjazdu windą na wieżę widokową byłam przerażona jak nigdy! Nogi z galarety!

image

Most Zakochanych – nasza też już wisi.

imageimageimageimage

Dwa ukochane miejsca we Wrocławiu: Pergola i Ogród Japoński. Nadal trochę żałujemy, że wybraliśmy nocleg w centrum, a nie bliżej tych miejsc, bo właśnie tam najlepiej ładowaliśmy baterie.

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Myślałam, że to na jakiś dłuższy wyjazd w tę jedną walizkę 🙂 Ja z moim Brodaczem też opanowaliśmy sztukę minipakowania i jesteśmy niesamowicie zadowoleni z efektów. Mało noszenia, wygoda, łatwość poruszania się w niemal każdych warunkach. Minipakowanie to jedna z najlepszych rzeczy, jakich można się w życiu nauczyć 🙂

    • Ten był krótki, ale na dłuższy też już dalibyśmy radę 🙂 Masz rację, że minipakowanie jest bardzo przydatne, bo gdy raz nauczymy się tej sztuki, to przydaje się też w pakowaniu plecaka czy torebki na co dzień. Po prostu wyrabiamy sobie nawyk nie zabierania ze sobą zbędnych rzeczy.

  • Marta M-M

    Ja zawsze ręczniki biorę swoję, bo nie lubię „cudzych” 😛

  • Od niedawna roluje i rzeczywiscie to zdaje egzamin.

  • Wrocław <3

  • Maroko

    No to teraz urosłam 😉 Odkryłam te zasady i to już jakieś 3 lata temu !! Pakowanie na wyjazd weekendowy czy dłuższy to raptem10 minut roboty, a nie męka jak dla niektórych, jeśli już opanuje się podstawy 🙂 Ale człowiek uczy się całe życie: na rozwieszanie bluzek w zaparowanej łazience nie wpadłam, super! 😀

  • Pingback: Wolny Tygodnik #8 | wolnoMi()