Jak polubić gotowanie? 15 sposobów, które u mnie zadziałały

Gotowanie nigdy nie było moją ulubioną czynnością. Mogłam piec ciasta (a później je jeść i tyć), mogłam godzinami zachwycać się kuchennymi gadżetami, ale jak przychodziło do ugotowania obiadu, to zawsze czułam się jakby ktoś mnie wysyłał na tortury. Na dodatek rzadko kiedy wychodziło tak jak miało, a na koniec zostawała góra zmywania. Koszmar! Po kilku latach odkryłam jednak, że są potrawy, które lubię gotować, coraz chętniej sięgam po testowanie nowych przepisów (które od razu wychodzą), a na dodatek wcale nie ma po nich dużo zmywania. I to znienawidzone gotowanie jest całkiem do zniesienia.

Ostatnio dzieliłam się z Wami ulubionymi przepisami na obiad w 30 minut, a dzisiaj podzielę się sposobami na to jak polubić to straszne gotowanie. Nie spodziewajcie się jednak ogromnych efektów od razu. U mnie trwało to jakieś…2 lata? 😀

Jak polubić gotowanie? 15 sposobów, które u mnie zadziałały

1. Gotuj dania kuchni, które lubisz jeść

Nie da się nie zauważyć, że jestem ogromną fanką makaronów. Schabowy, mielony, krokiety, gulasze, to wszystko zjem, ale bez wielkiej ochoty, a jak pomyślę, że miałabym to robić, to ochota mija mi całkowicie. Pamiętam moje pierwsze i jedyne krokiety, i tą myśl „znowu mam to smażyć?”. Uświadomienie sobie, że nie muszę i nie chcę gotować tak gotować, sprawiło, że poczułam się szczęśliwsza, a samo gotowanie mniej straszne.

Najważniejszym punktem dla mnie było nauczenie się robienia potraw, które tak naprawdę lubię jeść. Im bardziej coś mi smakuje, tym chętniej sama spróbuję przygotować. Teraz wkręciłam się we wszystkie roślinne przepisy i lubię tak gotować.

2. Zacznij od prostych i szybkich potraw

W gotowaniu tak jak we wszystkim, dobrze jest zacząć od podstaw i prostych przepisów. Jeśli zaczną nam wychodzić proste przepisy, to będziemy mieć większą ochotę na kombinowanie, dodawanie własnych składników i próbowanie nowych przepisów. Mało przetworzone jedzenie jest też zdrowsze i szybciej się je przygotowuje. Dla mnie ważne jest też, żebym nie musiała gotować dłużej niż jem. W końcu wolę jeść niż gotować.

3. Zrób listę ulubionych dań

Taka lista mnie kiedyś uratował przed odwiecznym pytaniem „co na obiad”. Zapisałam w niej tylko te przepisy, które mi wychodzą i które lubię. Było ich naprawdę niewiele, a dominowały zupy. Dzisiaj ta lista wygląda zupełnie inaczej, ale ciągle mam taki zestaw żelaznych dań, które mogę zrobić zawsze i wszędzie. Ratuje mnie też w przypadku totalnej pustki w głowie i gdy planuję obiady na kilka dni do przodu.

4. Zbieraj potrawy i przepisy w swoim przepiśniku

Korzystanie z zeszytowych przepiśników się u mnie zupełnie nie sprawdziło. Nie byłam regularna w zapisywaniu przepisów, a jak się rozpędziłam, to wpisywałam wszystkie dania, nawet te, których nigdy nie robiłam. Dlatego od kilku lat mój przepiśnik prowadzę w Trello. Pisałam o tym już kiedyś na blogu, więc odsyłam Was do tego wpisu (KLIK klik).

Ważne jest jednak, by mieć w wygodny dla nas sposób, spisane potrawy i przepisy. Tak, by można było do nich zawsze wrócić.

5. Uważne czytanie przepisów i sprawdzone miejsca na nowości

Ja jestem strasznie niedokładna, jeśli chodzi o czytanie przepisów. Do tej pory trafiają mi się z tego powodu kulinarne wpadki: albo czegoś nie mam w domu, albo nie doczytam ustawień piekarnika. A później się złoszczę, że nie wyszło i odechciewa mi się gotować. Dlatego ta uważność jest tak ważna.

Druga rzecz, to sprawdzone miejsca, z których wypróbowujemy nowe przepisy. Często coś wygląda ładnie na zdjęciu, ale to zupełnie nie nasz smak. Z książek kucharskich korzystam mało, jeśli coś nowego wpadnie mi w oko, to są to głównie blogi. Ale nie czytam blogów typowo kulinarnych. Z nich raczej korzystam, gdy szukam przepisu na konkretne dania. A te nowości gromadzę sobie przy okazji. Najczęściej u Lifemanagerki, Codziennie Fit, Make Happy Day, czy Fashionelki.

6. Jedno zapasowe, awaryjne danie

Takie rzetelne, które zawsze wychodzi i na które składniki macie zawsze w kuchni. To może być najprostsza zupa świata. Mnie wiele razy uratowało przed głodowaniem, gdy coś innego nie wyszło, no i zawsze mogę je zaserwować moim gościom. Niezastąpiony makaron z pomidorami, mozzarellą i bazylią.

7. Sprzęt jest ważny

To w czym gotujemy też ma znaczenie. Pamiętam nasz piekarnik w pierwszym wynajmowany mieszkaniu. Był gazowy i upieczenie w nim czegokolwiek więcej poza prostymi zapiekankami graniczyło z cudem. Nie mówiąc o tym, że trudno było go w ogóle odpalić, a po każdym użyciu był cały okopcony. Nie chodzi o to, że musimy mieć najnowszy i najlepszy sprzęt, by polubić gotowanie, ale jeśli tego nie lubimy, to każda taka pierdoła, typu przypalająca patelnia, będzie nas dodatkowo frustrować.

8. Ładne dodatki do kuchni

A jak już jesteśmy przy sprzęcie, to nie mogę wspomnieć o kuchennych dodatkach. Moja podstawowa zasada brzmi „jeśli mam coś kupić do kuchni, to musi być ładne”. Po to, żebym chętniej w niej przebywała. Garnek, który mi się podoba, ładne doniczki na zioła, szare ściereczki.

9. Czysta kuchnia

Nic tak bardzo nie oddala mnie od gotowania niż bałagan w kuchni. Albo świadomość tego, że po gotowaniu czeka mnie dużo zmywania i porządkowania. Znacznie łatwiej mi zacząć gotować i czerpać z tego przyjemność, gdy zaczynam w ogarniętej kuchni i gdy wiem, że sprzątania na koniec nie będzie dużo. A to gwarantują mi proste potrawy.

10. Celebruj jedzenie

Kolejna rzecz, która sprawiła, że gotowanie przestało być tak straszne, to celebracja jedzenia. Nie w biegu, nie w kuchni, ale rodzinnie, przy stole, ładnie podane. Przyjmując, że gotuję po to, by spędzić fajny czas podczas jedzenia, wychodzi na to, że to całe gotowanie ma sens ;).

11. Gotuj dla kogoś lub z kimś

Lubię gotować z mężem, bo wtedy on dowodzi, albo gotować dla Córeczki, bo nikt inny, w tak cudny sposób nie pokazuje, że jest dobre. Gotowanie dla kogoś sprawia mi dużo więcej przyjemności, zwłaszcza, gdy wiem, że nie zrobią afery, gdy nie wyjdzie ;).

12. Nagradzaj się jedzeniem na mieście

Jak już tak ładnie regularnie gotuję, to nie odmawiam sobie zjedzenia raz na jakiś czas, czegoś dobrego poza domem. Próbuję w ten sposób nowych smaków i mogę odkryć co chcę włączyć do swojego menu. Z jednej strony jest to „nagroda”, ale bywa czasem tak, że jedzenie na mieście jest moim rozwiązaniem na kryzysowy dzień. Nie boję się tego i odkąd mam niedaleko do baru z domowymi obiadami, to zwyczajnie korzystam.

13. Daj sobie czas

Pisałam już o tym na początku, ale polubienie gotowania wymaga czasu i zmiany myślenia. A żeby to gotowanie polubić, trzeba gotować, tylko po swojemu.

14. Traktuj to jak zabawę

Im mniej się staram, tym lepiej mi wychodzi. Zawsze kiedy spinam się na efekt w postaci smacznego jedzenia, to się nie udaje. A gdy gotuję tak po prostu, z myślą „najwyżej nie wyjdzie”, to jest smakowicie.

15. Planuj posiłki

Ostatnia rzecz, która też miała ogromny wpływ na polubienie przeze mnie gotowania, to planowanie posiłków. O zaletach planowania tygodniowego menu, pisałam już nie raz (KLIK klik). Jasny plan i to, że wiem, po co do tej kuchni idę, sprawia, że gotowanie jest milsze.

 

Czy to jest tak, że teraz codziennie z przyjemnością siedzę w kuchni, gotując 5-daniowe obiady? Nie. Kiedy tylko mogę korzystam z tego, że mój Mąż lubi gotować i go to relaksuje, ale zdecydowanie przestałam cierpieć w kuchni. I myślę, że jestem na dobrej drodze do tego, by je polubić tak na 100% :).

Dajcie znać, jakie są Wasze sposoby na polubienie gotowania!

Autorka: Ania Legenza

Jestem blogerką, żoną, mamą, miłośniczką planowania i dobrej organizacji. Wierzę, że porządek w domu oznacza porządek w życiu i od 4 lat przekonuję o tym innych :)

  • Ja gotować lubiłam chyba zawsze! Pierwsze samodzielne obiady gotowałam mając 12-13 lat i sprawiało mi to ogromną przyjemność, zwłaszcza, gdy wszystko wychodziło tak, jak chciałam. I to mi zostało do dzisiaj 🙂 Gotowanie jest tym, co mnie relaksuje i odpręża, a całkiem niedawno dowiedziałam się, że też rodzaj medytacji. I bardzo lubię gotować z mężem, ale nie w tej kuchni, którą mamy teraz – jest tu tak mało miejsca, że sama się nie mieszczę, a co dopiero, jak jest nas dwoje 🙂

    • Mnie gotowanie jeszcze nie odpręża 😀 I w sumie trochę Wam zazdroszczę, bo na mojego Męża też tak działa. A z drugiej strony jak byłam mała to chciałam mieć męża kucharza, żebym nie musiała gotować 😀

  • Adrianna Jatkowska

    Najlepszy punkt 15. Odkąd zaczęłam robić menu, zwykle tygodniowe, nie dość, że nie ma codzinnego myślenia co na obiad to jeszcze kupe kasy oszczędzamy 😉 mam konkretną listę zakupów adekwatną do menu i nic więcej nie kupuje. Oczywiście, w pięknej kuchni o wiele przyjemniej się gotuje 😉

  • Aleksandra Brojanowska

    Gotowanie z kimś i dla kogoś – wg mnie najważniejszy punkt 🙂 sama mogę zjeść na obiad kanapkę i będzie ok, ale gdy obiad jest efektem współpracy, smakuje bardziej (no i wszystkie czynności po połowie, więc idzie szybciej) 🙂 dodam jeszcze, że warto sprzątać etapami w „międzyczasie”, np. gdy czekasz, aż zagotuje się woda, można przetrzeć blaty lub zmyć część naczyń.

    • Zgadzam się z Tobą. „Gotowanie z kimś i dla kogoś”, bo dla siebie samej czasem mi się nie chce i właśnie na kanapce się kończy.
      pozdrawiam!

    • Ogarnianie w międzyczasie praktykuję. A jak gotuję z mężem, to on gotuje a ja ogarniam 😀 No i historię z kanapką na obiad też znam 🙂

  • Hehe, z uważnym czytaniem, albo pomijaniem, a co gorsza zmianą przepisu mam odwieczny problem. Zawsze coś namieszam, a potem albo za słone, albo niedogotowane. Drugie podejścia wychodzą już lepiej 🙂

    A zapasowym, awaryjnym daniem u mnie jest spaghetti 🙂

    • Ja często tak się zrażam, że drugiego podejścia nie ma 😀

  • A ja lubię gotować. Chciałabym mieć więcej czasu na nie! Twoje sposoby są genialne! 🙂 Ja już gotowania nie muszę polubiać, ale te czynniki na pewno się przyczyniły do tego, że je polubiłam 🙂

  • Ja lubię gotować, a od jakiegoś czasu nawet muszę i to obiady dla rodziny. Mam kryzysy, kiedy coś zrobię, a nikt poza mną nie chce tego jeść. Wtedy przez dłuższy czas gotuję tylko przymusowe obiady i to jeszcze rodzina musi powiedzieć, co mam zrobić.

    • Jeśli mówią co zrobić, to jeszcze nie jest najgorzej 😉

  • Mam kilka dań, które zwykle wychodzą i staram się gotować to, co lubię. I od jakiś siedmiu lat próbuje coś tam gotować – na
    Początku była malabra, teraz juz trochę lepiej, ale nadal nie jestem fanka gotowania 😉

  • Gotowanie z kimś – akurat tego nie znoszę 😉 Kiedy coś robię musi być po mojemu i nawet krojenie warzyw w ZŁY sposób potrafi mnie strasznie zirytować 😉
    Za to lubię gotować dla męża – również potrawy, za którymi nie przepadam. Nie lubię natomiast robić czegoś specjalnie na święta, na wyjście, na prezent – spinam się, żeby było doskonałe i za bardzo mnie to stresuje.
    I chyba zacznę planować posiłki, bo to czego w kuchni nie lubię najbardziej to marnowanie i wyrzucanie jedzenia, a kiedy panuje posiłkowy freestyle to niestety zdarza się, że o czymś zapomnimy i zdąży się popsuć 🙁
    A, no i jeszcze zbieranie przepisów – właściwie kiedy tylko coś mi dobrze wyjdzie i okazuje się to w miarę proste i tanie w przygotowaniu – zapisuję przepis w zeszycie, jakoś ta forma analogowa najlepiej mi odpowiada, a poza tym staje się to też taki zeszyt moich sukcesów – jeśli coś do niego wpisuję to znaczy, że wyszło dobre, więc w miarę rozrastania się kajetu samoocena wzrasta 🙂

  • pani Mondro

    ojej czy Ty masz wyjście na jakiś taras z kuchni? dla kogo gotować to ja mam, ale słabo idzie, choć motywacja jest…. a zawsze marzyłam o mężu kucharzu,:P

    • Nie, to nie mój taras. Zdjęcie stare, pasowało mi po prostu do tego wpisu, a zrobione w Kuchni Spotkań IKEA 🙂

      P.S. Ja też zawsze chciałam męża kucharza! Sprawdziło się trochę, bo chociaż lubi gotować 😀

  • Wiesz, to takie marzenie z dzieciństwa. A teraz mam większą świadomość jak ten zawód wygląda 😉 Mąż lubiący gotować daje radę! Chociaż podpatrywać mistrza w kuchni i się od niego uczyć też byłoby fajnie 🙂

  • Od zawsze bylam przekonana, ze nie lubie gotowac. Dopiero teraz, kiedy mam dobrze opanowanych kilka uwierzylam w siebie. Wiara w siebie, to pomaga w kazdych okolicznosciach. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Bardzo fajne rady, Aniu!
    Chyba wreszcie poczułam prawdziwą potrzebę stworzenia przepiśnika 😀

  • Ev

    Jakoś kuchnia mnie nie ciągnie, coś tam potrafię, ale i robię nadal błędy, nawet dziś robiąc ciasto z rabarbarem, zapomniałam go obrać 😀

    • Takie rzeczy zdarzają mi się nagminnie 😀

  • Gdy byłam mała bardzo chciałam pomagać mamie w kuchni. Bardzo rzadko pozwalała mi coś pokroić, ugotować czy spróbować zrobić po swojemu. Na dobre zaczęłam gotować dopiero na Erasmusie. Byłam do tego zmuszona, ale z drugiej strony bardzo czekałam na ten moment.
    Teraz? Uwielbiam gotować i ta czynność bardzo mnie uspokaja (pieczenie również). Ale powiem szczerze, że punkty, które wymieniłaś w tym wpisie są ogromnie ważne, aby mieć frajdę z gotowania. Gotowanie z kimś albo dla kogoś i kupowanie pięknych rzeczy do kuchni – skąd ja to znam 🙂

Close